niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 29

#Riker
   Miałem już dość tego, że Vanessa ciągle mnie przezywała albo olewała! Przecież wczoraj się pocałowaliśmy! Wiem, że nie minęło dużo czasu od tego, no ale jednak chcę mieć pewność, że ona jest moja. Tylko moja. Westchnąłem . chyba dość głośno, ponieważ każdy podniósł na mnie wzrok.
- Nie, to nic takiego.- uśmiechnąłem się sztucznie i spojrzałem na Van, która nawet nie zwróciła na mnie uwagi, tylko zajadała draże. Nie wytrzymam tego dłużej, muszę dowiedzieć się co ona do mnie czuje. Przecież oddała pocałunek, może to coś znaczy? Czy zrobiła to jako impuls? Muszę się tego do jasnej cholery dowiedzieć. Wstałem z fotela i złapałem brunetkę za nadgarstek i zacząłem ciągnąć w stronę mojego pokoju. Nie zwracałem uwagi na jej krzyki typu ,, Riker, co ty robisz?!" albo ,, Porąbało cię do końca?!". Miałem to no, w dupie. W końcu otworzyłem drzwi, wciągnąłem do środka Van, a następnie zamknąłem drzwi.
 - Mogę wiedzieć o co ci chodzi?!
- A ja mogę wiedzieć co do mnie czujesz?!- wybuchłem,a ona milczała.- Wczoraj się pocałowaliśmy, a ty traktujesz to, jakby to się wcale nie wydarzyło! A jednak! Zrozum, że cię kocham! Cholernie cię kocham! Rozumiesz?! Nawet bym rzekł, że to miłość od pierwszego wejrzenia! A wiesz dlaczego? Pamiętasz koncert gdzie się poznaliśmy? Wtedy krzyczałaś ,, Kocham cię Riker". Byłaś tam najgłośniejsza, a ja do końca koncertu nie mogłem na ciebie nie spojrzeć! Wiem, że to było zauroczenie moją osobą! Ale do cholery wczoraj się pocałowaliśmy! I wiesz co?!- chciałem dokończyć, ale brunetka przyciągnęła mnie za koszulkę i pocałowała. Nie wiem ile się całowaliśmy, nie potrafię tego określić. Wow, no nieźle.
- Z racji swojej, mógłbyś przestać się na mnie drzeć? A teraz mnie wysłuchaj. Kocham cię, Riker. Po prostu bałam się,że ten pocałunek nic dla ciebie nie znaczył, więc cię olewałam. Teraz wiem, że jednak się myliłam. Cieszę się, że mi to powiedziałeś. Kocham cię i to bardzo.- uśmiechnęła się, a ja myślałem, że wyjdę z siebie. Ale w tym dobrym sensie! Nie wiedziałem co  ze sobą zrobić. Podniosłem brunetkę i zacząłem się kręcić. Po chwili, postawiłem Van na podłodze i spojrzałem jej w oczy.
- A teraz mi odpowiedz na pytanie.- brunetka spojrzała na mnie bardziej zaciekawiona.- W skali od 0 do 10, jak bardzo jestem przystojny?- brunetka się zaśmiała i walnęła w klatę.- Okej, okej teraz na serio. Czy najlepsza, najpiękniejsza, najukochańsza, najsłodsza dziewczyna na świecie, zgodzi się być moją dziewczyną?
Vanessa delikatnie mnie pocałowała, po czym oplotła moją szyję, swoimi rękami.
- Oczywiście, że tak mój przystojniaku.- stanęła na palcach i szepnęła mi na ucho ,, Daje ci mocne dziesięć". Zaśmiałem się i złapałem ją za dłoń.- Chodźmy zobaczyć jak tam moja siostra.
Uśmiechnięci, wypełnieni miłością poszliśmy w stronę pokoju Rossa. Otworzyliśmy drzwi, a tam dalej siedziała cała ''rodzinka''.
- I jak Lau?- zapytałem blondynkę.
- Wypiła ten sok i już przeszło. A tak zmieniając temat. Chcecie coś nam powiedzieć?
Spojrzałem na Vanessę i uśmiechnęliśmy się do siebie. Objąłem ją ramieniem i wróciliśmy wzrokiem na Rydel.
- Jesteśmy razem.- krzyknąłem bardzo szczęśliwy.
- Ha! Tylko wy tutaj jesteście singlami!- Rocky wskazał na blondynkę i Ella, po czym zaczął odprawiać taniec szczęścia- a gadaliście, że zostanę księdzem! A tutaj mam dziewczynę!
Spojrzałem na dwójkę, która wymieniała się spojrzeniami i uśmiechali się do siebie. O chrząknąłem i zwróciłem ich uwagę, Rydel była cała czerwona.
- A może wy macie nam coś ciekawego do powiedzenia?
- No, tak właściwie to tak. Od tygodnia jesteśmy razem.- Ell podszedł do Ryd i złapał ją za rękę, a ona pocałowała go w policzek. Rocky natychmiast przestał tańczyć, zdjął trampka, rzucił go o ziemię i z opuszczoną głową wyszedł z pokoju. W ogóle dlaczego on chodzi w trampkach po domu?!
- Gratulacje!- Vanessa pisnęła i obojgu przytuliła.- Ale jak to? Jak to się stało? Przecież nie zachowywaliście się jak para!
- Tydzień temu Ell zabrał mnie na plaże i wyznał co czuje.- na samo wspomnienie blondynka się uśmiechnęła.- Zapytał czy zostanę jego dziewczyną, a ja się zgodziłam. Nie pokazywaliśmy, że jesteśmy razem, by Rikerowi nic nie odbiło.
Wyszedłem z pokoju. Wiem, że Ell nie skrzywdzi Rydel, przecież od 9 lat są przyjaciółmi. Zasługują na miłość. Wszedłem do pokoju i wyjąłem z szuflady kopertę i przy okazji zabrałem zapalniczkę. Żeby nie było! Nie palę, po prostu kocham świeczki. Wróciłem do pokoju Rossa i stanąłem przed Ellem. Brunet patrzył na mnie z przerażeniem, pokazałem mu kopertę, on dobrze wiedział, co to jest.
- Riker, ja wiem...
- Co to jest?- Rydel i Vanessa patrzyły zaciekawione na kopertę.
- To jest umowa, gdzie nasza siostra miała być do 35 roku życia singielka.- Ell spuścił głowę.- Ej, spójrz na to.
Wyjąłem z kieszeni zapalniczkę i podpaliłem kopertę, którą następnie wrzuciłem do szklanki z wodą na szafce nocnej.
- Gratulacje, brachu. Szczęścia.- przytuliłem po męsku bruneta i poklepałem go po plecach, a następnie podszedłem do Rydel.
- Pilnuj go i bez szaleństw. A jakby co, chcę być wujkiem pierwszego dziecka.- zaśmiałem się i przytuliłem blondynkę.
Zeszliśmy razem do kuchni, a blondynka wyjęła ciastka i nalała każdemu kawy mrożonej.

#Ross
   Wszyscy nareszcie wyszli z mojego pokoju, więc podszedłem do drzwi od łazienki, gdzie ciągle siedziała Laura. Chciałem zapukać, lecz usłyszałem płacz.
- Ej, skarbie.- nikt mi nie odpowiedział, więc nacisnąłem klamkę. Otwarte. Już miałem coś powiedzieć, gdy Lau się odezwała.
- Przyszedłeś ze mną zerwać? Upokorzyłam się jak nikt. - zaczęła płakać jeszcze bardziej. Szybko do niej podszedłem i ukucnąłem przed nią. Delikatnie za podniosłem jej głowę za podbródek.
- Hej, mała. Gdybym teraz z tobą zerwał, byłbym skończonym idiotą. Poza tym to moja wina, że tutaj siedziałaś. Będę przy tobie w zdrowiu czy w chorobie, choćby nie wiem co. Za bardzo cię kocham, by z byle powodu z tobą zerwać.- pocałowałem ją w czoło i uśmiechnąłem się.
- Wiem, że to twoja sprawka. To było słodkie, że chciałeś pozbyć się okresu, ale mam nadzieje, że dotarło do ciebie, że się nie da. Dziękuję, Rossy. Też cię kocham,
Moja księżniczka mnie pocałowała. Jejku, jaki ze mnie szczęściarz.
- A nie mogłabyś być tak odrobinkę spokojniejsza podczas ''tych dni''?
- Że słucham?! Teraz to już całkowicie przegiąłeś palancie! Zabierz to co twoje i wnoś się!
Ale przecież to mój dom! Uśmiechnąłem się, wziąłem ją na ręce i zacząłem schodzić na dół, w stronę drzwi frontowych. Wyszedłem z nią na zewnątrz, postawiłem na ziemi i się uśmiechnąłem.
- Mój kochany idiota.- poczochrała mnie po włosach i się zaśmiała.
- Ej! Czy mam się za tego ''idiotę'' obrazić?
- Może to zmieni twoje zdanie.- przygryzła wargę, a następnie mnie pocałowała.
_________________________________
NO HELOŁ
Przybywam do was z rozdziałem 29!
Jak wam się podoba?
Przepraszam za jakiekolwiek błędy misie :*
/Szylwia
10 KOMENTARZY= 30 ROZDZIAŁ


środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 28

Następnego dnia
#Laura
Bobrze, co tak ciągle wyje? Zaraz sobie uszy wyrwę, ROSS WYŁĄCZ TEN BUDZIK!
- Coś chciałaś kochanie? - odparł zaspany Ross leżąc na podłodze.
- Nie nic, oprócz tego, żebyś wyłączył ten piekielny budzik! Dzwoni od 3 godzin!
Blondyn wstał i sięgnął po budzik.
- Nie od 3 godzin, tylko 3 minut - stwierdził krzywiąc się - a tak w ogóle, to czemu ja śpię na podłodze? - podrapał się w głowę.
Wstałam i przyciągnęłam chłopaka do siebie. Delikatnie musnęłam jego usta.
- Wiesz jak bardzo cię kocham - zamruczałam, na co Ross odpowiedział tym samym - ale nienawidzę jak ktoś ściąga mi całą noc kołdrę i kopie w brzuch! - wrzasnęłam i walnęłam blondyna na łóżko - Idę się ubrać.
- Niee, czekaj minutkę - Ross obrócił głowę w moją stronę - nie dałaś mi buziaczka z rana - założył ręce i udał obrażonego. Podeszłam i nachyliłam się nad nim. Już nasze usta miały się zetknąć, gdy...
- Za to, co wyprawiałeś w nocy nic nie dostaniesz! - burknęłam i wymierzyłam Rossowi delikatny policzek.
- Z-ZARAZ, TO BYŁO NIEŚWIADOMIE!
 - Ale było! - wzięłam pierwszą lepszą koszulkę i weszłam do łazienki.

#Ross
Wkurzony usiadłem na krańcu łóżka. Co to miało być?! W tym momencie Laura wychyliła się z łazienki i szperając w torbie wyciągnęła małą, zieloną paczuszkę. A to co, hę? Na palcach podszedłem do jej torby i zacząłem przeglądać wszystko, co tam było. Aaa... już wiem, co wyciągnęła Lau... Rumieniąc się schowałem pudełko podpasek z powrotem do torby. Ma okres! Dlatego taka nerwowa! Ale ja nie chcę, żeby taka była! Muszę coś z tym zrobić. Chwyciłem laptopa i w okienko Google wpisałem 'Jak pozbyć się okresu?'. Szukałem jakiś czas i znalazłem - olejek rycynowy! To jej pomoże!
Wymknąłem się z pokoju i zabrałem się za przygotowanie herbaty. Pisało, że należy dodać 3 kropelki do napoju, a okres się skończy. 3 kropelki? Na wszelki wypadek wleje całą fiolkę, tak dla lepszego efektu. Przeszukałem cały dom w poszukiwaniu olejku rycynowego. Nie ma?! Prędko poleciałem do apteki i za 5 minut byłem z powrotem z całą fioleczką olejku. Sięgnąłem po herbatę. Zaraz... co to? Olejek rycynowy?! Stukając się w głowę, do wrzątku dodałem torebkę z herbatą i 20 ml olejku rycynowego.
- Mmm, co tam pichcisz? - zawołała Laura schodząc ze schodów - Jakiś ty kochany!
Podeszła i przytuliła się mocno.
- Jakie ja mam szczęście, że cię poznałam - mruczała - to najpiękniejsze co mnie w życiu spotkaaaało.
Nie minęło 10 sekund, gdy...
- Ty kretynie, co tak jedzie?! Jak gówno, nie będę tego pić! Czemu taki pajac mi się trafił?! A ciocia mówiła "Ten Park to taki fajny chłopiec, idealny dla ciebie"! Mogłam jej posłuchać - krzyknęła i uwaliła się na kanapie zajadając ogórki kiszone, karmelki, ser i... masło? A może ona jest w ciąży?! Nie no jak, pomyśl idioto. A może nie ze mną?! Zganiłem się w myślach. Teraz ja się zachowuję jakbym miał okres.
- Laura, zrobiłem ci ziółka - uśmiechnąłem się do swojego dzieła i podałem je Laurze.
- Chyba śnisz, że to wypiję - zrobiła wielkie oczy.
- To na ból brzucha.
- No to okej, dzięki, chociaż nie wiem skąd wiesz, że boli mnie brzuch.
Zadowolony z siebie poszedłem robić sobie kakao. Tak swoją drogą - gdzie Rocky podziewa się od 2 dni?
~*~
#Rocky
- Lazania ze szpinakiem? Hmm, osobiście wolę z mięsem. Aczkolwiek mój kumpel, Ell, jadł raz z karmelkami. - mówiłem już lekko zmęczony. Od jakiego czasu my już tu siedzimy i gadamy o jedzeniu? Nie, żebym miał coś przeciwko, ale już chce mi się spać. Ile minęło, z 4 godziny?
- Każdy ma inny gust. - zaśmiała się Lily. Ma taki perlisty uśmiech! - Ja na przykład mogę woleć blondynów, a ty brunetki.
- Wolisz blondynów? - Nie! A mogło być tak pięknie!
- Nie, no co ty. To był przykład. Nie toleruję blondynów, wolę brunetów.
- Ja też nie lubię brunetek! Wolę blondynki! Ale nie takie całe blond i żółte jak makaron, tylko takie... no takie jak ty. - odparłem bez namysłu. Lily się zarumieniła. Zaraz, co ja powiedziałem?
- Znaczy, nie chodzi mi o to, że ciebie, tylko na przykład masz niebieskie oczy, a jak powiem, że uwielbiam niebieskie oczy, ale nie takie niebieskie, tylko takie jak ty masz, to... zaraz - zamyśliłem się myśląc nad tym, co gadam.
- Hahahaha, Rocky, jesteś uroczy! - Lily podparła głowę na dłoniach - Nigdy nie spotkałam kogoś takiego jak ty.
- Ja takiego jak ty też nie. Znaczy spotykałem blondynki z niebieskimi oczami, ale nie takie jak ty, bo ty nie jesteś zwykłą blondynką z niebieskimi oczami, tylko niezwykłą blondynką z niezwykłymi, niebieskimi oczami.
- Kochanie, nie oto mi chodzi - znów się zaśmiała głaszcząc mnie po dłoni, na co zesztywniałem - rzadko spotyka się ludzi, którzy otwarcie przyznają się do miłości do jedzenia, bo wiesz, panuje zasada - jesteś tym co jesz.
- Nie, nie! Nie jesteś lazanią! Byłabyś tłusta, a nie jesteś! A w sumie, możesz nią być, bo jak już powiedziałaś, ja się przyznaję do mojego pociągu do jedzenia. - uznałem. W cholerę, co ja dzisiaj gadam?!
- Bożeno, Rocky - Lily spoważniała - jesteś niesamowity. Naprawdę. - uśmiechnęła się delikatnie.
- Wiem. - wzruszyłem ramionami. - Aczkolwiek chyba nie powinienem tego mówić. - skwasiłem się.
Lily roześmiała się na dobre. Na serio, rechotała jakieś 5 minut. Z czego? Z tego, że jestem idiotą?! Nieśmieszne.
- Chyba już czas na mnie. - zaoponowałem i zerknąłem na telefon. Chyba się psuje. Urodziny Lily są 28, a nie 30. Trudno. Wychodząc okazało się, że jest dzień. Jak?! Wtem zauważyłem biegnącą w moją stronę niebieskooką blondynkę.
- Rocky, nie uwierzysz.
- Masz rację, ktoś zapalił słońce w nocy, jak?
- Jest 30. Gadaliśmy bez przerwy 2 doby. - zaśmiała się przeglądając kalendarze na 3 telefonach.
- Niemożliwe, nic nie jedliśmy, przecież umarlibyśmy z głodu po pół godzinie bez jedzenia - stwierdziłem podbierając się o parasolkę
- A jednak. Widocznie bardzo miło nam się rozmawiało. - Lily spuściła wzrok skubiąc sukienkę.
- Bardzo miło. - odparłem po dłuższej chwili. Nastała niechciana cisza. Czas na mój krok.
- Lily, masz może masz jutro cz...
- O 13. Wtedy zawsze jem obiad, zrobię coś smacznego. Przyszykuję lazanię z mięsem. - uśmiechnęła się.
Spojrzałem jej w oczy.

- Chyba wolę ze szpinakiem - uśmiechnąłem się, a Lily pokazała swoje białe zęby w ogromnym uśmiechu.

#Ross
Siedzieliśmy wszyscy prócz Rockiego w kółku i graliśmy w Pokera.
- Jest, mam fulla! - krzyknęła Rydel klaszcząc w dłonie.
- Za pierwszym rzutem? - wściekł się Riker - chyba śnię!
- Na pewno, masz na sobie spodnie od piżamy. - stwierdziła Vanessa wywracając oczami.
Spojrzałem na Lau. Pobladła.
- Kochanie, wszystko dobrze? - zmartwiłem się.
- Niezbyt - odparła łapiąc się za brzuch i poleciała do łazienki. Co się stało?
- Może się czymś zatruła - powiedział Ell - AHA! To teraz wiemy, kto zjadł mój 2-miesięczny zapas żelków-orangutanów.
- Nie, to ja je zjadłam - Rydel spuściła niemrawo wzrok.
Ellington walnął się w czoło.
- No dobra, wybaczam ci tylko dlatego, że jesteś Rydel, bo na przykład takiemu Rossowi bym przywalił z liścia - wkurzył się i przytulił blondynkę posyłając mi wrogie spojrzenie. Przecież nic nie zrobiłem? Wtem usłyszeliśmy krzyk z łazienki.
- To co się stało, że tak ją wzięło? - zaniepokoiła się Ryd. - Co ona dziś jadła?
Wszyscy spojrzeli na mnie. Uniosłem ręce w geście obrony.
- Tylko herbatkę rano piła! - krzyknąłem zasłaniając się - ziołową herbatkę...
W tej chwili leżała już na mnie cała rodzinka Lynchów, i wyrzutki z rodu Ratliff i Marano.
- Jakie ziółka tam dodałeś?! - Rydel świeciła mi latarką po oczach.
- Nie nic! To zwykła herbatka, ale dodałem też odrobinę olejku rycynowego, żeby jej się okres skończył!
Wszyscy zaniemówili.
- Ile. Dodałeś. Tego. Olejku. - Vanessa zdębiała, akcentowała każde słowo.
- Odrobinkę. - powiedziałem i nagle poczułem długopis przy gardle. HALO? - No malutko... 20 ml...
Rydel chwyciła słuchawkę.
- Halo, pogotowie?
Zaniemówiłem. Jakie pogotowie?
- Ross Shor Lynch. Wstać. - pisnęła Vann. Posłuchałem i zgarbiłem się.
- Po 1. olejek rycynowy nie jest na okres. Nie ma nic na okres - załamała się. J-j-jak t-to? - Olejek rycynowy wywołuję ostrą biegunkę! Dawka powyżej 10 ml jest śmiertelna - uniosła głowę.
Zamarłem i pobladłem jeszcze bardziej niż Laura.
- Żartowałam, od 10 ml to jest skuteczne. Ale i tak jesteś idiotą, Lynch, Lau ma niezłą biegunkę. - założyła ręce.
- Oj, pogrywasz sobie, mała, ostro - wściekł się Riker - Nie jestem idiotą.
- Jesteś, bo gdybyś nie był, to byś wiedział, że mówię o Rossie. - warknęła starsza Marano. Ja na serio żyję w Wariatkowie.
 - Na pogotowiu kazali jej wypić szklankę soku z cytryny. To ma pomóc. - zawołała Rydel wchodząc do kuchni po cytryny.
Odetchnąłem z ulgą. Ulga była taka, że aż się oplułem. Może następnym razem dam sobie spokój z kobiecymi sprawami, pomyślałem i podreptałem do łazienki, w której siedziała moja Laurunia.

~*~
Siema!
 Przychodzę z rozdziałem! Nie bijcie, ale jakoś nie miałam pomysłu na Rikessę i Rydellington w tym rozdziale. :/ Popsułam więc trochę życie Laury i Rossa, i dokończyłam Rockiego z Lily. xd Nie wiem, rozdział zostawiam waszej ocenie. 
10 KOMENTARZY = 29 ROZDZIAŁ

wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 27

#Laura
  Przekręciłam się na drugi bok i poklepałam miejsce obok z nadzieją, że Ross tam jest. Lecz jego tam nie było, lekko zdziwiona otworzyłam oczy i zobaczyłam różową karteczkę. 
,,Zostałem wysłany przez głupią kochaną Rydel do sklepu. 
Wracam później! Kocham cię. 
-Ross"
Uśmiechnęłam się, przeciągnęłam i wstałam z łóżka. Wzięłam z krzesełka moje krótkie, jeansowe spodenki, a z szafy Rossa wyjęłam szarą bokserkę. Weszłam do łazienki, przebrałam się w wybrany strój, przeczesałam włosy i wyszłam do kuchni. Zjadłam tylko słodkie jabłko i usiadłam na kanapie w salonie. Postanowiłam zrobić niespodziankę Rossowi i na jego deskorolce pojechałam do sklepu. Przechodziłam między działami, aż w końcu przeżyłam szok. Nie wiem, co czułam w tej chwili. Chciałam podejść i przywalić jednemu i drugiemu w twarz, a z drugiej strony paść na kolanach i płakać jak mała dziewczynka, która nie dostała upragnionej lalki. Poczułam jedynie łzy w oczach, zasłoniłam usta i wybiegłam za sklepu. Jakim prawem, on posunął się do czegoś takiego będąc ze mną. Żeby miziać się z jakąś paniusią w sklepie, myśląc o tym coraz to bardziej dobijałam się samą siebie. Dotarłam do naszego domu i szybko pobiegłam do mojego pokoju. Rzuciłam jego deskorolkę gdzieś w kąt i padłam na łóżko. Zaczęłam walić pięściami o materac i krzyczeć w poduszkę. Jak on mógł. Czego ja nie mam, co ona miała? Blond włosów? Długich i opalonych nóg? Figury jak modelka? Usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi i wchodzi do pokoju.
- Słuchaj, Lau! Szukałam cię o całym domu Lynch'ów! Pomyślałam, że może poszłaś po nowe ubrania, więc jeste...- Van przerwała i po chwili siedziała obok mnie, przeczesując włosy.- Co się stało kochanie? Dlaczego ty płaczesz, maleńka?
- To nic takiego.- nie chciałam jej wyjaśniać, bo zaraz będzie gadała, że może źle mi się wydawało, czy coś. Wiem, co widziałam. Zdania nie zmienię. Usłyszałam jak telefon Vanessy zadzwonił. Powiedziała tylko "Okej, zaraz sprawdzę" Ciekawe o co chodzi, nie chciało mi się podnieść głowy, więc dalej leżałam i powstrzymywałam łzy. Za chwilę czuję szturchnięcie.
- O to chodzi?- nie patrzyłam, nie chciałam nawet. Kolejne szturchnięcie.- Laura, spójrz chociaż i powiedz.
Westchnęłam, nie dałaby mi spokoju, którego teraz pragnę najbardziej. Podniosłam ociężale głowę i spojrzałam na ekran telefonu. Zdjęcie. Zdjęcie Rossa z tą dziewczyną. Ponownie zakryłam usta i rozryczałam się. Vanessa natychmiastowo przytuliła mnie i lekko kołysała. Skąd u mnie tyle wody w organizmie?

#Ross
   Gdy pomogłem tej dziewczynie, poczułem takie nieprzyjemne uczucie. Rozejrzałem się, ale nic takiego nie przykuło mojej uwagi. Blondynka podziękowała za to, że ją złapałem, gdy ta się potknęła o wylane ze słoika oliwki. Podszedłem do kasy i zapłaciłem za zakupy. Wsiadając do auta poczułem jak wibrował mi telefon, ale zignorowałem to. Podjechałem właśnie pod nasz dom. Wyjąłem zakupy z bagażnika i podszedłem do drzwi wejściowych. Chciałem otworzyć klamkę, ale Riker mnie wyprzedził.
- Wejdź, śmiało braciszku.- powiedział to dość poważnie. Wzruszyłem ramionami i usłyszałem jak zamyka drzwi i staje tak, jakby chciał je przed czymś zablokować. Nagle ktoś popchnął mnie na podłogę i usiadł na mnie, po czym zaczął lekko podduszać.
- Ja ci dam moją Laurusię krzywdzić! Teraz cierp! Cierp, powiedziałam!- o czym ona gada?
- Rydel! O co ci w tym momencie chodzi?! - przestała zabierać mi tlen i spojrzała na mnie złowrogo.
- O co?! Ty się jeszcze gówniarzu pytasz, o co?!- wyjęła telefon i pokazała mi zdjęcie gdzie trzymam tą blondynkę w sklepie.- O to! Małpo jedna! Pożałujesz!
- O nie, nie, nie, nie.- złapałem się za głowę, wstałem przy czym zrzuciłem z siebie Rydel.
- O tak, tak, tak, tak! Właśnie tak! Laura nie chcę cie znać klownie jeden!
- Cholera jasna! To wcale nie tak! 
- Taaak? Więc gadaj swoją zmyśloną historyjkę.
Opowiedziałem jej całą sytuację ze sklepu, patrząc w oczy by wiedziała, że mówię prawdę. Po chwili stała jak wryta z otwartą buzią.
- O kurwa.- szepnęła i zakryła usta.
- Ejejejeje!- do akcji wkroczył pan Riker.- Po pierwsze, to wyrażaj się młoda damo. A ty kurwa gnoju wymyśl coś, ponieważ jeszcze w tym dniu zostaniesz singlem.
I kto ma tutaj uważać na słowa. No, ale ma rację. Chwila. Ona kocha muzykę! Naszą muzykę! Czyli na jedno wychodzi.
- Koncert.
- Co?- Riker jest jakiś dziwny. A, no tak. Wiem to, od dawna.
- Myślałeś na głos, pacanie. Zorganizujmy koncert, dla niej.- może jednak, to ja jestem dziwniejszy.
- Dobra, no tak. Rydel leć je zaproś! A my ogarniemy miejsce i powiemy reszcie.
Rydel wyleciała jak strzała z domu, a my pojechaliśmy do klubu nad plażą. Właściciel po 10 minutach słuchania dlaczego ma nam pozwolić wystąpić, zgodził się. Po jakiś 15 minutach przyjechał Rocky i Ell ze wszystkimi instrumentami i różnymi światłami. Ludzi wokół nas było coraz to więcej, a ja czekałem tylko na tą jedyną. Gdy na zegarze wybiła godzina 19, wszystko było poustawiane. Zobaczyłem przy wejściu biegnącą w naszą stronę Rydel i ciągnącą za sobą Laurę, Vanessę. Ryd była już przy klawiszach, Ell na perkusji, a my przy mikrofonach z gitarami. Van w końcu przyciągnęła Lau, tak, że była przede mną. Nic nie mówiłem, żadnego witajcie wszyscy czy dlaczego jest ten koncert. Kazałem tylko rodzeństwu nic nie grać, tylko sam wziąłem do rąk gitarę akustyczną. Zacząłem grać melodię, po czym zacząłem śpiewać.
Woahhh ohh, hey hey
Listen
I can’t keep chasing you around
all of this running just bringing me down
its got me down
Every time I look at you the angels sing
I hope you hear them too
ohhhhhhhh, oh
I hope you here them too
got me feeling hypnotized
and girl it makes me feel alive
Heeyyyy Yeahhh

I’d climb the highest mountain
and I’d sail across the sea
baby for you I’d do anything
I’d fly to the moon
I’d paint your gray skies a beautiful blue
just to get one step closer to you

Don’t hesitate there’s no better time than now baby
the sky is falling down
well baby are you down, down, down, down

I could wait forever and a day
just to have you look my way (just look my way)
look my way yeah

It’s in every little thing I do
’cause baby I do it all for you
Heeyyy yeahhh

I’d climb the highest mountain
and I’d sail across the sea
baby for you I’d do anything
I’d fly to the moon
I’d paint your gray skies a beautiful blue
just to get one step closer to you

I will write you a million love songs
just to hear you sing
baby for you I’d do anything

I’d fight superman
just to hold your hand
I have to get one step closer to you

And now your in my arms
I knew it from the start
That I’d never break your heart
If this ain’t love then nothing else is
I’d do anything for just one kiss

I’d climb the highest mountain
I’d sail across the sea
for you I’d do anything
I’d plan a picnic on the moon
just for me and you

I will write you a million love songs
just to hear you sing
baby for you I’d do everything

Yeah, I’d fight superman
just to hold your hand
have to get one step closer to you

ooohhh, yeahhhh
just to get one step closer to you

Gdy skończyłem śpiewać zobaczyłem jak Lau zakrywa usta dłonią i ze łzami w oczach wybiega z klubu. Szybko podałem gitarę Rikerowi i pobiegłem za brunetką. Zobaczyłem ją jak szła brzegiem morza. Podszedłem do niej i złapałem za dłoń.
- Proszę nie płacz i wysłuchaj mnie. To nie jest, tak jak myślisz.
- Ja wiem Ross.- zaczęła bardziej płakać.
- Ale jak to? O czym ty mówisz?- wycierałem kciukiem jej łzy.
- Wiem jak było. Rydel mi powiedziała.- kolejne jej łzy.- Przepraszam, że byłam taka głupia. Przepraszam, przepraszam, przepr...- po prostu ją pocałowałem, nie chciałem by dalej obwiniała się o wszystko. Miała prawo tak pomyśleć i jej się nie dziwie. Nawet o jej kuzyna byłbym zazdrosny, bo bardzo ją kocham.
- Już przestań, kocham cię i nie przestanę, skarbie. Nie potrafiłbym od tak o tobie zapomnieć.- uśmiechnąłem się do niej, co odwzajemniła. 
- Ja ciebie też kocham, Ross.
Spojrzeliśmy w niebo i zobaczyliśmy spadającą gwiazdę. 
- Jakie miałeś życzenie?
- Abym cię nigdy nie stracił.- uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w policzek.
- Nie stracisz mnie, jeżeli nie przestaniesz mnie kochać.- złapała mnie za dłoń i ją ścisnęła.
-  A zatem szczęściarz ze mnie, jesteś moja na zawsze.
__________________________________________________
WITAM WITAM WITAM
   Czekam na opieprz,że mnie tak długo nie było i przychodzę z takim czymś!
Nie wiem jak mi wyszedł rozdział, więc liczę na szczere opinie!
Przepraszam też za jakiekolwiek błędy! 
ROZDZIAŁ DEDYKOWANY OLDZE LYNCH ZA POMOC!
Piosenka z rozdziału:
10 komentarzy=28 rozdział!
Kochamy was ehehe
takie małe wyznanie na koniec!
~Szylwia

czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 26

#Ross
    Urodziny Lily trwały do 23. Znaczy o tej godzinie się wymknęliśmy z jej domu, oprócz Rocky'iego. Siostry Marano pojechały razem z nami do naszego domu. Jest godzina 23:05, a wszyscy się kłócą kto z kim śpi. To oczywiste, że ja z Laurą. Pfy, nikt inny nie odważy się o nią zapytać.
- A mogę ja z Lau?- oj, Ell. Grabisz sobie chłopie.
- Nie ma takiej opcji.- zasłoniłem brunetkę swoim ciałem, następnie wziąłem ją na ręce i zaniosłem do mojego pokoju.  Postawiłem Lau na podłodze.
- Mój mały zazdrośnik.- zaczęła jeździć palcem po mojej, no nie powiem, umięśnionej klacie.- Mógłbyś przynieść mi herbatkę, kotku?
- Już idę, kochanie.- z trudnością wyszedłem z pokoju. Cholera, uległem jej. Poszedłem do kuchni i zaparzyłem kubek herbaty. Wróciłem do pokoju i podałem naczynie, siedzącej na łóżku Lau.
- Ja idę wziąć prysznic, zaraz wracam. - pocałowałem ją w policzek i wszedłem do łazienki. Po umyciu się wyszedłem z niej w samych bokserkach, jak na co dzień. Nagle poczułem jak brunetka kładzie mi swoje ręce na torsie i namiętnie całuje, co odwzajemniłem. Lau podskoczyła i oplotła mnie nogami, a ja położyłem dłonie na jej pupci. Wplotła swe palce w moje włosy i co chwile je szarpała. Bożeno, jak cudownie. Po chwili poczułem jak Laura daje mi z liścia.
- Przyznaj się co dosypałeś mi do herbaty!
- Ja? Nic, przysięgam.
- Gadaj!- zeskoczyła ze mnie i patrzyła złowrogo. Nie wytrzymam.
- Dobra! Masz mnie! Wsypałem tam 4 łyżeczki cukru.- podniosłem ręce w geście obrony.
- Ty seksowna szujo! Ja ci zaraz dam...- oczywiście jak to ja, przerwałem jej.
- Buziaka?
- Chyba kopa w dupę. Teraz ja idę się kąpać.- odepchnęła mnie i weszła do łazienki, a ja położyłem się na łóżku. Po iluś tam minutach Lau wyszła z łazienki w MOJEJ koszulce.
- Ja się pytam. Co to ma znaczyć?- wskazałem na nią.
- Przyzwyczajaj się. Co twoje to i moje. No i na odwrót.- położyła się koło mnie.
- Czyli...
- Nie, nie możesz zakładać moich staników.
- No, ej no!- uderzyła mnie dłonią w tors. Ałć! Za to, ja ją przytuliłem i zasnęliśmy.

#Riker
    Gdy nasza Raura uciekła do pokoju Rossa, Vanessa wygrała bitwę o to, że śpi u mnie. Nieważne, że nie miała przeciwnika. Czarnowłosa cała w skowronkach wskoczyła mi na barana, a mi kazała iść do pokoju. Po pokonaniu wspinaczki po schodach nareszcie dotarliśmy. Znaczy- JA dotarłem. Van zeskoczyła z moich pleców, a zaraz była na moim łóżku i zaczęła wąchać pościel.
- Mmm, ale cudnie pachnie.- zapowiada się ciekawa noc.- Która to twoja poduszka?
Podszedłem do łóżka i wziąłem do rąk moją podusię w tęczusie.
- Zajmuję!- pisnęła i wyrwała mi ją. Smuteczeg. Położyłem się obok, znaczy tam gdzie było miejsce i spojrzałem na rozłożoną prawie na całym łóżku, Van.
- Pójdziesz jutro ze mną na siłownię?- zapytała po chwili.
- Uważasz, że jestem gruby?
- No dobra, jak nie chcesz, to nie.
- I do tego leniwy?
- Uspokój się, Riker.
- Uważasz, że histeryzuję?
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi.- przekręciła oczami.
- Teraz, że przeinaczam prawdę?
- Nie, nie musisz ze mną nigdzie iść.
- Tak, a dlaczego ci tak zależy, by iść sama?
- Riker, przestań! Natychmiast się uspokój. - kocham jak się wkurza.
- Uspokoję się, jak ty mi lepiej powiesz, jak można ufać komuś kto krwawi przez 5 dni i nie umiera?!- rozłożyłem ręce, a Van spojrzała się na mnie dziwnie.- Tak, dokładnie. Mówię o kobietach.
- Ty grubasie! Przegiąłeś!- zaczęła okładać mnie MOJĄ podusią. Odebrałem jej nowe narzędzie zbrodni i złapałem za nadgarstki. Tak, teraz jest dobry moment. Przekręciłem się tak, że byłem nad nią i spojrzałem w jej oczy. O, Bożeno. Nie mogłem się powstrzymać i pocałowałem ją. Nie zgadniecie, odwzajemniła pocałunek.

#Rydel
   Spojrzałam na zegarek- pierwsza w nocy, a ja nie mogę zasnąć, świetnie. Wzięłam telefon i napisałam do Ella, może nie śpi.
,, Przyjdziesz do mnie?"
Nieważne, że mieszka za ścianą i sama mogłam do niego pójść.
,, 2 słowa, 8 liter i jestem twój! ❤"
,, Mam żelki?"
,, Znasz mnie najlepiej..."
Po chwili usłyszałam jak drzwi do mojego pokoju się otwierają, a zaraz zamykają. Następnie brunet kładzie się koło mnie i obejmuje. Ja sięgam do szuflady i wyjmuję trzy paczki żelek.
- Schowaj to, żartowałem.- poczułam jak się śmieje, a następnie całuje mnie w głowę. Mój słodziak.- To co się dzieje, księżniczko?
- Nie mogę zasnąć, Ell.- po chwili ziewnęłam.
- Ale jesteś śpiąca. Zostać z tobą?
- Jakbyś mógł.- uśmiechnęłam się pod nosem. Ell bardziej mnie przygarnął do siebie, a ja powoli pod wpływem ciepła i jego zapachu- zasypiałam. Ale nagłe usłyszałam jak brunet szepcze moje imię.
- Ryd, śpisz?
- Nie śpię. A co chcesz?- ponownie ziewnęłam.
- Bo ciągle mnie zastanawia jak Edward radził sobie gdy Bella miała okres. Przecież miał czuły węch i na pewno wyczuwał zapach krwi! A może ona dawała mu tampony do ssania?
- Ell, to jest bardzo dobre pytanie, ale pogadamy o tym jutro. Dobranoc, skarbie.- pocałowałam go w policzek i bardziej się do niego przytuliłam. Na samą myśl o jego pytaniu uśmiechnęłam się pod nosem. Po jakimś czasie moje powieki stały się ciężkie i zasnęłam.
____________________________________
A oto rozdział 26 ❤
Mam nadzieje, że mi się udał! 
Przepraszam za jakiekolwiek błędy!
~Szylwia.
❤63 dni do koncertu shdghgtdgrhdhgjfhyk ❤
No to jak zwykle:
10 komentarzy= 27 rozdział 


piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 25

#Riker
Stałem przed domem Vanessy już dobre 5 min. Co ta dziewczyna tam robi?! Pukałem już z 50 razy i dzwoniłem dzwonkiem 100. Chyba widziała mojego smsa? O, co to? No świetnie, rozpadało się. A to co to? No nie wierzę, grad  w lato?! Vanessa, przysięgam, już po tobie. W tej chwili drzwi zaczęły się uchylać. Stanąłem w pozycji boksera przygotowany na atak, aż tu nagle...
- Hej - powiedziała nieśmiało Vann.
C-co to ma ja się pytam być...? Cz-czy ja mam zwidy?
- O, sorry, chyba pomyliłem domy, szukałem Vanessy Marano, a nie anioła - walnąłem zacinając się i pośpiesznie zawróciłem. Usłyszałem za sobą śmiech. No genialnie, ośmieszyłem się właśnie przed chyba-sąsiadami-Vanessy, bo przysiągłbym, że to jej adres!
- Idioto, to ja - usłyszałem i z buzią, która wyglądała jak skarbonka odwróciłem się powoli. - Wybieram się jutro na urodziny mojej kuzynki i musisz ocenić jak wyglądam - uśmiechnęła się i zrobiła obrót. Spojrzałem zdziwiony na jej bose stopy. - A, tak. Nie mam jeszcze butów.
- LILY MA JUTRO  URODZINY?! MIAŁA MIEĆ ZA MIESIĄC! - krzyknęła Laura, która nie wiem skąd i kiedy znalazła się za mną. - PRZESZ JA SIĘ NIE MAM W CO UBRAĆ.
Eh, te kobiety. My, faceci, mamy jeden garnitur, góra dwa i chodzimy w nim na śluby, pogrzeby, urodziny, spotkania z Kapitanem Ameryką i co? Wszyscy wyglądamy prawie tak samo i koniec świata jakoś nie następuje!
- NASTĄPI KONIEC ŚWIATA - usłyszałem jeszcze jak Lau wbiegała do mieszkania. Przewróciłem oczami i westchnąłem głęboko.
- Hej, jak my będziemy małżeństwem też będziesz musiał wysłuchiwać takich gadek! - Vanessa ze zrezygnowaniem weszła do domu, a ja poszedłem w jej ślady śmiejąc się pod nosem.
- I co sądzisz? - zapytała spuszczając wzrok.
- I CO SĄDZICIE? - zawołała Laura zbiegając ze schodów z czarną sukienką w ręce. Eh, te kobiety.
Uśmiechnąłem się nie mogąc oderwać wzroku od Vann. Wyglądała tak pięknie. Jak anioł. Miała na sobie czerwoną, wykrojoną, rozkloszowaną sukienkę i ten makijaż... Czy ja przypadkiem się nie ślinię? Sprawdziłem dyskretnie. Wszystko gra.
- Będziesz wyglądać przepięknie. Jak księżniczka. Jak królowa. Zresztą zawsze tak wyglądasz, ale dzisiaj już przegięłaś - powiedziałem poważnie, unosząc głowę.
- Dzięki Riker, wiedziałam, że mogę liczyć na twoje zdanie! - uśmiechnęła się Lau i pobiegła na górę.
Zaśmialiśmy się z Vann jednocześnie, spoglądając sobie w oczy.
- Mam nadzieję, że wiesz, że to było do ciebie? - uśmiechnąłem się. Brunetka przytaknęła głową uśmiechając się szeroko. No Riker, dziś jest twój szczęśliwy dzień.

#Ross
Cały w skowronkach zszedłem na dół do kuchni. Nie mogę uwierzyć, że jestem z Laurą. To najpiękniejszy dzień w moim życiu! O tej chwili, kiedy mnie pocałowała, mogłem tylko pomarzyć. A jednak!
- Ross, jesteś najprzystojniejszym i najfajniejszym gościem pod słońcem! - krzyknąłem widząc swoje odbicie w talerzu. Uśmiechając się szeroko nuciłem pod nosem piosenkę Black Magic Little Mix, przy okazji przygotowując sobie jedzonko. Ale zaraz... Jakoś tak nagle cicho się zrobiło, a to nowość w tym domu. Hmm... Laura pojechała do domu, Rydel wyszła na zakupy, Riker... gdzieś się włóczy pewnie, ale Ell i Rocky? Przecież to główni prowokatorzy w tym domu. Coś mi się tu nie podoba.
Założyłem na głowę czapkę a'la Sherlock Holmes, która leżała na lodówce chyba z 10 lat i pośpiesznie włożyłem do buzi fajkę z bańkami. Chwytając notes i złamany ołówek ruszyłem na śledztwo do salonu. Jakie mamy poszlaki? Skarpetka Rockiego na świeczniku - norma. Trampek Ella za szafą. Hej, czy to nie ten trampek gościu zgubił pół roku temu? Nagle usłyszałem szepty.
- Ej, 2 tony żelków to trochę za dużo. Ja przystaję przy 1,8 tony.
- Człowieku, musimy mieć jeszcze coś na potem! Wiesz, pierwsza noc, pierwszy poranek...
- Ale pamiętaj, że mamy już 50 kg karmelków, ogromnego żelka w kształcie serca i 2 baseny kisielu! A, no i jeszcze 4 metrowy tort z cukierków!
- To ma być niezapomniana uroczystość, stary, kto będzie wspominał imprezę, na której było tylko 1,8 tony żelków?!
- AAAA, MAM WAS! - wrzasnąłem z trzaskiem otwierając szafę, co spowodowało piskliwy krzyk dwójki podejrzanych siedzących w środku.
- NIE CHCĘ MIEĆ PROBLEMÓW Z PRAWEM, NIC NIE ZROBIŁEM! - krzyknął Ell zakrywając się sukienką Ryd wiszącą na wieszaku.
- PRZYZNAJĘ SIĘ, TO JA POPSUŁEM LAPTOPA ROCKIEGO, PRZYZNAJĘ SIĘ!
- IDIOTO, POPSUŁEŚ MI LAPTOP, A JA CI POMAGAM ŚLUB PLANOWAĆ?!
- Zaraz, jaki ślub?! - wydarłem się chcąc przekrzyczeć dwójkę bijących się brunetów.
- Twój i Lau!- powiedział zbyt szybko Ellington, zakrywając buzię drugiemu brunetowi. Ten ugryzł go w palec.
- Wcale nie, bo jego i Rydel! - krzyknął z miną bohatera.
Zaraz. C O ?
- Zamknijcie mordy, ogórki! - krzyknąłem i natychmiast poczułem ból gardła. Mój krzyk jednak opłacił się, gdyż parszywe grzyby w końcu się zamknęły. - Rocky, a umowa, którą podpisywaliśmy?!
- Miałem złamany środkowy palec i był przekrzywiony na serdeczny, nie pamiętasz?
- Kolejny kanciarz. - westchnąłem i zrezygnowany porozstawiałem brunetów po kątach, po czym poszedłem oglądać telewizję.

Następny dzień
#Rocky
Vann i Lau powiedziały nam, że Lily i nas zaprosiła na urodziny. Nie będę chodził na urodziny żadnej baby!
- Rocky, Ryd mi powiedziała, że będzie dużo jedzenia! - A może jednak będę.
Wynalazłem jakiś stary garnitur i założyłem go prędko. A to co to to je?
- To jest krawat, Rocky. - oznajmiła Laura. - Taki trochę męski naszyjnik, że tak powiem.
- Nie będę nosił żadnych naszyjników!
- No jak uważasz, ale te krówki to ja zjem. - A może jednak będę.
Ubrany jak idiota wsiadłem z Ellem, Rydel, i Vanessą do samochodu. Reszta jechała osobno. Nie, jakie osobno. Riker dostał sraczki i został w domu, więc Ross jechał z Lau, brawo chłopie. W kieszeni miałem cały zapas żelków, tak w razie czego, jakby jedzenia jednak nie było. MIAŁEM. ELL IDIOTA ZJADŁ MI NIEZAUWAŻALNIE, ZANIM DOJECHALIŚMY. DZIĘKI, STARY.
Wysiedliśmy przed ogromnym domem, który wyglądał jak pałac. Wszędzie wisiały jakieś durne balony i serpentyny. Nad dwoma kolumnami przyczepiony był napis "Happy B-day Lily". Obrzydlistwo. Nienawidzę różowego.
Wchodząc do środka moją uwagę przykuł ogromniasty stół, cały zapełniony żarciem! O mamuniu, jestem w niebie! Zacząłem biec w stronę mojego nieba przy okazji słysząc za sobą wykłady na temat kultury, gdy nagle... Ała! Wpadłem na kogoś! Co za ciota przede mnie we...
- Ups, przepraszam, nie powinnam tak tu latać - powiedziała cicho blondynka, na którą najwidoczniej wpadłem i właśnie na niej leżałem. Niee... Nie wierzę. Nigdy nie widziałem kogoś tak pięknego. O bobrze, o ludzie, o niebiosa, pierwszy raz w życiu spojrzałem inaczej na dziewczynę, nie na jedzenie! Rocky, idioto!
- Eee, ehee, emhee, eee - próbowałem coś z siebie wydusić, ale nie mogłem! No kurczę, co się ze mną dzieje?! Wszechwiedzący i najprzystojniejszy Rocky na świecie nie może nic nawet wydukać?!
- Emm, jestem Lily. - zaśmiała się nerwowo blondynka. Ubrana była  w świecącą, różową sukienkę. Kocham różowy.
 - A ty?
- Eeee...
Spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. Piękne, niebieskie oczy. Jak te żelki z nowej edycji specjalnej Haribo!
- Eeeeeee...
- No dobrze, a możesz ze mnie zejść?
- Eeee...
- Oh, okej. Możemy tak sobie leżeć, masz rację. - spuściła wzrok zmieszana i trochę niezadowolona.
- Rocky, ćwoku, złaź z tej pani! - krzyknął Ross idąc w naszą stronę.
- CAŁUJ ROCKY, CAŁUJ! - krzyknął Ell tańcząc i klaszcząc jak orangutan.
Potrząsnąłem głową i otrząsnąłem się.
- Przepraszam, jestem Rocky. Miło mi poznać. - uśmiechnąłem się i pomogłem Lily wstać.
Rossa chyba wryło, bo stanął z rozdziawioną buzią na środku sali z palcem w górze. Reszta poszła  w jego ślady. Oprócz Ella, oczywiście, który wciąż odprawiał tańce godowe. No co, chyba jak się damę poznaje, to trza się zachować?
- Mi również - zaśmiała się blondynka wciąż trzymając mnie za rękę. - Widzę, że masz zamiłowanie do jedzenia. Ja też! Dlatego zamówiłam mnóstwo słodyczy!
Mało brakowało, a zapytałbym ją, czy za mnie wyjdzie, przysięgam!
- Jak chcesz, mogę cię potem oprowadzić po domu - uśmiechnęła się nieśmiało odchodząc.
- Tak, pewnie, z przyjemnością. - odparłem wkładając ręce do kieszeni. Przyglądałem się jej jak odchodzi. Usiadłem rozmarzony na krześle. Eh, te kobiety

~*~
Hej, moje Misie! 
Tak, to ja! Większość za pewne mnie nie pamięta, albo w ogóle nie zna, bo nie było mnie tu ohoho. Ale obiecuję - poprawię się. Zdałam do liceum, wróciłam w wyjazdu, więc mam teraz mnóstwo czasu na różne rzeczy. Nie wiem jak z rozdziałem, wprawdzie pisałam sobie jakieś opowiadania podczas mojej nieobecności, ale nie że tak powiem "dla publiki". Zostawiam go do waszej oceny. Mam nadzieję, że ciepło mnie z powrotem przyjmiecie, ale oczywiście gotowa jestem na jeden wielki ochrzan, bo spójrzmy prawdzie w oczy - należy mi się. xd 
Zrobiłam dziś coś nowego, zwróciłam trochę uwagi na naszego drugiego bruneta, który na razie chował się trochę w cieniu. Co o tym myślicie? Uu, trochę się rozpisałam, ale to z miłości i tęsknoty za wami. :') Liczymy na jakieś komentarze, a i najważniejsze: baaaardzo was kochani przepraszam! Mam nadzieję, że mi wybaczycie. :) 
10 komentarzy= 26 rozdział ❤
Buźka,
/Kitka <3


poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 24

#Ross
  Gdy nareszcie udało mi się oderwać usta od warg Laury uśmiechnąłem się. Nadszedł czas kiedy mogę nazywać brunetkę MOJĄ DZIEWCZYNĄ. To takie genialne uczucie! 
- Kocham Cię. Lau.
- Ja kocham cię bardziej!
- Nie! Ja bardziej.
- Stanęłabym dla ciebie na klocki Lego!
- O Bożeno. wyjdź za mnie.- zaśmiała się i pocałowała w policzek.
- Może kiedy indziej.
Uśmiechnąłem się i splotłem nasze palce. Zaczęliśmy kierować się w stronę mojego domu. W przyszłości także jej, hyhy nie no, kupimy nowy. Będziemy mieć gromadkę słodkich Raurzątek. Nie no. żarcik. Dwa. trzy no może cztery dzieciaczki. Na samą myśl o tak cudownej przyszłości, chciałem zacząć biegać i piszczeć.
- Rossy, wszystko wporządku? Troszkę przyśpieszyłeś i nie nadążam z takimi krótkimi nóżkami.
- A jakże seksownymi.- poruszyłem brwiami, a brunetka się zaśmiała.- Sorka bejb, już zwalniam.
- Bejb? To takie urocze, aż śmieszne.- pocałowała mnie w policzek. ZNOWU. 
Zapanowała dość przyjemna cisza. Jeszcze jakieś 7 minut drogi i będziemy w domku. Właśnie przechodzimy koło fontanny, czyli jeszcze 5 minut. Nagle upadłem na ziemię pod wpływem jakiejś drugiej istoty. Pisk do ucha- najgorsze co może być. 
- Nie wierzę! Leże na Rossie Lynch'u! - kolejny pisk. Kolejny ból bębenków. A teraz ślepota, przez flesz aparatu. Ratunku, bo jeszcze kaleką zostanę.
- Przepraszam, czy mogłabyś zejść z Rossa?- Lau, ty moja wybawicielko!
- Nie jesteś moją matką, by mówić co mam robić.-  weź lepiej to grube dupsko ze mnie, bo się duszę! Zacząłem się wiercić, aż w pewnym momencie psychofanka spadła ze mnie i poturlała się dość daleko. Szybko wstałem na równe nogi i szybko łapałem oddech, złapałem Lau za rękę i zacząłem biec w stronę domu. Nasza podróż miała potrwać 7 minut, a nie 27! No ale już trudno. Nareszcie dotarliśmy pod dom i szybko weszliśmy do środka, mam nadzieje, że tamta nie wie gdzie mieszkamy. Błagam. Weszliśmy z brunetką do salonu i zobaczyliśmy jak Ell i Rydel siedzą na kanapie, a następnie słyszymy.
- Ej, mała. Słyszałem, że lubisz prawdziwych twardzieli. - na te słowa Rydel prychnęła śmiechem.
- No i co z tego?
- Nie chcę się przechwalać, czy coś, ale muszę chodzić spać o 22, a kładę się dopiero o 22:02.
- Łaał, czy to nie jest przypadkiem nielegalne?
- Nie wiem, szczerze mówiąc to mam wyrąbane. Lubię życie na krawędzi.- z kim ja mieszkam, no błagam co za podryw.
- Wyjdź za mnie!- że słucham, Rydel?! Czas wkroczyć do akcji. Stanąłem naprzeciwko nich, a oni popatrzeli zdziwieni.
- Nie zgadzam się na żaden ślub! Ryd będzie co najmniej do 35 roku życia singielką. 
- Ale, Ross! - Rydel teraz ja mówię.
- Nie dyskutuj młoda damo. To zostało zaakceptowane przez nas wszystkich, wraz z tobą Ell, nie pamiętasz?- spojrzałem na bruneta podejrzliwie.
- Podpisywałem to ze skrzyżowanymi palcami! 
- Ty zdrajco! - już miałem się na niego rzucić, gdyby nie mocne uściśnięcie dłoni i postać Rydel przede mną. 
- Może ty kochaniutki wytłumacz mi czemu to z Laurusią się trzymacie cały czas za rączki. Hmm?- 
- A no muszę się pochwalić, że jesteśmy razem.- podniosłem nasze złączone dłonie. Spojrzałem w oczy Ryd. Jej źrenice znacznie się powiększyły. Zaczęła skakać i piszczeć z Lau. Spojrzałem na kanapę, gdzie przed chwilą siedział Ell. Gdzie go wcięło? Spojrzałem na dziewczyny i zobaczyłem skaczącego z nimi bruneta. Podrapałem się po karku i poszedłem do pokoju. Zamknąłem drzwi i położyłem się na łóżku. Moje życie jest piękne. Nagle poczułem jak ktoś siada na mnie i namiętnie całuje. Jej brązowe loki łaskotały moją szyje, co było powodem uśmiechu podczas pocałunku. Lau odsunęła się na kawałek i uśmiechnęła się.
- A gdzie to mój skarb ucieka? 

#Riker
   Rocky napisał mi, że jest wypad do knajpy na mieście. Gdy tam pojechałem okazało się, że sobie ze mnie żartował i żaden nie przyjechał. Co za... no, brat. Korzystając z okazji zamówiłem sobie Coca-Colę Cherry. Moja ulubiona (moja też, omg to przeznaczenie.~od autorki). Wszyscy się dziwnie na mnie patrzyli. O co im może chodzić? Że siedzę sam? Wyjąłem telefon i zacząłem pisać sms'a do Vanessy.
,,Wiesz, siedzę sobie w barze."
W sumie długo nie musiałem czekać na odpowiedź, bo Van ciągle jest na telefonie i wiadomość otrzymałem po minucie.
,, Dlaczego mi to piszesz?"
,,Bo siedzę sam. :( "
,,No i?"
,,Piszę smsy, żeby ludzie wokół myśleli, że jednak mam jakichś znajomych."
,,I jak? A tak w ogóle chcesz jechać jutro ze mną do galerii po nowe buty?"
,,Kolejna niepotrzebna para? ;-; "
,,Wy faceci nigdy nas nie zrozumienie! Żeby mnie zrozumieć, musiałbyś we mnie wejść."
,, ..."
,,Kurde nie! Chodziło mi o to, żeby wejść w skórę kobiety."
,,Nie wiem o co ci chodzi, więc wpadnę za jakieś 20 minut spróbować cię zrozumieć."
_________________________________________

Witaaam moich ulubieńców!
Po 1. Chciałabym podziękować za komentarze pod rozdziałem 23 <3 Udało wam się za co z całego serduszka dziękuje!
Po 2. Rozdział dopiero dzisiaj, ponieważ wczoraj wróciłam z Włoch i nie miałam dostępu do bloga. Za co przepraszam!
Po 3. Chciałabym powitać nową czytelniczkę! Tak mówię o pewnej osóbce co narazie jest z Anonima! Zauważyłam twoje komentarze pod rozdziałami 18 i 22 <3 
Po 4. ZAKOCHAŁAM SIĘ W NOWYM ALBUMIE SHGSJDKGAWFRH A SZCZEGÓLNIE W ,, DARK SIDE " *-* 
Po 5. Dalej jedziemy 10 komentarzy= 25 rozdział ? Chyba taaak ;-; Przepraszam, jestem okrutna ;-;
Po 6. Przepraszam za jakiekolwiek błędy
Po 7. Mam nadzieje, że rozdział się podoba!
~Szylwia.


wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 23

*Rydel
- Ell, jeżeli masz zamiar dalej sobie żartować, to wyjdź z mojego pokoju.- wskazałam palcem na drzwi.
- Rydel, ale ja nie żartowałem!
- Powiedziałam coś! Mam już dosyć waszego debilnego zachowania. Więc, jeżeli masz mi coś jeszcze do powiedzenia to mów, a potem wynocha.- jestem mega wkurzona. Nie dość, że mieszkam z 4 małpami, to jeszcze ani chwili spokoju nie dają. Dlaczego ja nie mam siostry? Dlaczego!- To masz mi coś do powiedzenia czy stąd idziesz?
- Kocham cię, Rydel.
- Ell! Przestań żartować! Zakaz żelek na tydzień, bo widzę, że coś z główką nie tak. A teraz won mi z pokoju.- co za idiota, nie pozwolę sobie, ze mnie żartować. Co to, to nie. A poza tym , to był kiepski żart. Nawet się nie nabrałam, pff.
- Rydel, ale zrozum...- nie będzie mi gościu kitu wkręcał.
- Nie czas na głupoty, Ell.- usiadłam po turecku na łóżku i czekałam, aż brunet wyjdzie.- Długo jeszcze tak bezczynnie będziesz siedział?
Chłopak dalej siedział u mnie, sięgnęłam po telefon i zaczęłam przeglądać Twittera, gdy nagle Ell wyrwał mi urządzenie z ręki. Podniosłam wzrok na niego, a on mnie pocałował. Najpierw całował delikatnie, tak jakby był niepewny swoich czynów. Gdy chciał już się odsunąć... Odwzajemniłam pocałunek! Właśnie w tej chwili, całuję się z przyjacielem, w którym bujam się od 3 lat. Jestem w niebie, ale tak nie może być... A jeśli znowu założył się z Rocky'm? Nie raz się o coś debilnego zakładali i zawsze to coś było związane ze mną. Odsunęłam się od chłopaka.
- Ell, my nieee...- brunet ponownie namiętnie mnie pocałował i wsadził coś pomiędzy moje cycki. Następnie oderwał te słodkie usta od moich i wybiegł chichocząc z mojego pokoju. Sięgnęłam w biust i wyciągnęłam zgiętą karteczkę, rozwinęłam ją.
,, To nie był zakład. 
Nie żartowałem.
Kocham Cię.
Teraz wierzysz?
~ Taki jeden, pewnie nie znasz."
Jak każda dziewczyna po otrzymaniu słodkiego liściku, przeczytałam to chyba z milion razy. Zaśmiałam się i schowałam karteczkę pod obudowę telefonu. I jak tu nie kochać takiego idioty? No nie da się. 

*Ross
  Czy ja właśnie pocałowałem Laurę? Chyba, że ja śnię. Przetarłem oczy i wszystko było tak jak wcześniej.
- Wszystko w porządku, Ross? - spytała ze słyszalną troską, moja kochana Lau.
- Tak, znaczy nie. Nie wiem.- co mi jest? A no tak, zakochałem się.- Czy ja śnię?
- Nie, Rossy.- najlepsza na świecie dziewczyna poczochrała moje włosy. Jakim ja jestem wielkim szczęściarzem, że ją poznałem. To był najlepszy dzień mojego życia, nie licząc dzisiejszego, dnia naszego ślubu i pierwszego razu. Znaczy... Tego nie było! 
- Uff, to dobrze. Na czym my skończyliśmy?
- Nie chciałbyś, no nie wiem, o coś mnie zapytać?- Laura zaczęła kręcić kosmykiem włosów. Hmm... Co ona może mieć na myśli... Przed chwilą się całowaliśmy i wyznałem jej uczucia. No, tak! Idiota.
- Lau, bardzo dobrze wiesz, że bardzo cię kocham. A jak nie, to teraz już wiesz.- uśmiechnąłem się, co odwzajemniła.- Dlatego, nie zechciałabyś zostać moją żoną?- brunetka pstryknęła mnie w czoło.- Znaczy dziewczyną! Boże, dlaczego ty tak na mnie działasz, dziewczyno?!
- No wiesz, ma się ten urok osobisty. A co do pytania, to nie wiem sama.- zrobiła zamyśloną minę. Czy ona tak na serio? Myślałem, że jednak coś do mnie czuje, a tu klops. Mój humor się pogorszył i to zdecydowanie. Ponownie Lau pstryknęła mnie w czoło, pazury to jednak ona ma ostre.
- Ała! Daj mi spokój.- zacząłem wracać do domu.
- Nawet nie dasz buziaka na pożegnanie swojej dziewczynie?- po usłyszeniu tych słów natychmiast się zatrzymałem i na jednej pięcie się odwróciłem. Patrzyłem ciągle zdziwiony na brunetkę.- No co tak stoisz, głąbie. Może byś się tak ruszył i dał całusa, hmm?
Kolejny raz nie musi powtarzać, podszedłem do niej dość szybko i złączyłem nasze usta w pocałunku. Po cholerę chciałem iść do domu.
___________________________________
No i przybywam z nowym rozdziałem :D
Jak wam się podoba?
Uwierzcie mi, starałam się.
To co nowa zasada? 
10 komentarzy= 24 rozdział
Nie chcę tego wprowadzać, ale nie dajecie mi wyboru leniuszki <3 
I tak was kocham mocno! 
Wybaczcie mi to, że jestem taka okrutna!
~Szylwia.
(kocham ich nooo)