czwartek, 28 stycznia 2016

Rozdział 38

  Laura położyła głowę na udach narzeczonego i zaczęła z uśmiechem wpatrywać się w twarz blondyna. Czekała na moment kiedy Ross zauważy, że coś jest nie tak, a mianowicie
 1) To Laura jest autorką książki, co napisane jest na okładce.
 2) Pod naklejką z napisem ,,Jak być idealnym tatą?" widnieje napis ,,Jak usługiwać Laurze Marano?"
- Czytaj na głos.- zachęciła go brunetka, o mało nie wybuchając śmiechem.
- Jeśli chcesz, skarbie. - pocałował dziewczynę w czoło i wrócił do książki.- Więc... ,,Zapewne zadajesz sobie pytanie jak idealnie zadbać o swoją dziewczynę/narzeczoną lub żonę..."- zdezorientowany Ross spojrzał na okładkę i Laurę.- Tutaj jest jakiś błąd! Popatrz!- przyłożył książkę do twarzy brunetki.
- Niemożliwe Ross, czytaj dalej.
- Może masz rację, pewnie mi się przewidziało. ,, Mam dla ciebie parę wskazówek.
 Po pierwsze: Codziennie rób dla niej śniadanie do łóżka.
Po drugie: Zawsze sprzątaj po sobie skarpety w pokoju, bo smród ich aż piecze mnie w oczy.
Po trzecie: Codziennie mów jej po 50 komplementów.
Po czwarte: Zabieraj ją często na zakupy i płać za wszystkie jej zachcianki.
Po piąte: Gdy urodzą się dzieci, daj jej odpoczywać i się nimi zajmuj.
Po szóste: Zapewnij ją, że co kilka dni będziecie uprawiać sek..." Z tą książką jest coś nie tak, Lau.- blondyn spojrzał na czerwoną od trzymania powietrza brunetkę zawiedzionymi oczami.- Muszę znowu iść do tej cholernej biblioteki, złożyć reklamacje i kupić kolejną książkę!
Laura nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. Ross rzucił książką o podłogę czym zwrócił na siebie już uspokojonej brunetki.
- Możesz mi wytłumaczyć o co chodzi?!- zaczął wymachiwać rękami wskazując raz na nią, a potem na książkę.
- Nie unoś głosu!- odkrzyknęła.
- To ty nie unoś!
- Przestań!
- Przestane jak mi wytłumaczysz!
- Dobra! Odklej naklejkę z okładki, głąbie!- Laura cała nabuzowana wyszła z ich pokoju, kierując się do kuchni po lody z zamrażalnika. Za to Ross podniósł książkę z ziemi i odkleił nalepkę, gdy zobaczył prawdziwy tytuł szczerze się uśmiechnął. Lecz postanowił, że nie będzie wychodził z pokoju, twierdząc, że dalej jest obrażony na brunetkę.
Laura usiadła w salonie z pudełkiem lodów karmelowych, cieszyła się chwilą spokoju, zajadając kolejne łyżki przysmaku. Zamknęła oczy, chcąc dalej wypoczywać lecz przerwał jej głośny huk. Szybko wstała z kanapy, zapominając o lodach w dłoniach. Spojrzała na Rylanda z pudełkiem zimnego deseru na twarzy.
- Mogę wiedzieć co ty za cyrki tutaj wyprawiasz?- skrzyżowała ręce na piersiach.
- Chciałem wskoczyć na kanapę i pogadać z tobą.- zdjął pudełko z twarzy i podał brunetce, oblizując się dookoła.
- Miło mi, ale daj mi spokój!
- Już, dobra. Spokojnie, Lau. Luziczek.- Ryland z uniesionymi rękami wycofał się z pomieszczenia.
Brunetka drugi raz usiadła na kanapie w celu odpoczynku, lecz usłyszała trzaśnięcie drzwi frontowych i śmiechy przyjaciół.
- AAA! Czy w tym domu kiedyś będzie cisza i spokój?!
Wkurzona zabrała pudełko lodów ze sobą i skierowała się do pokoju blondyna. Otworzyła drzwi z hukiem, po czym zamknęła. Zaczęła chodzić po pokoju chłopaka i zbierała po kolei: laptopa, słuchawki, koc i poduszkę.
- Ale, Lau to moje!- Riker chciał wyrwać brunetce jego ulubiony kocyk i jaśka.
- Zamknij się!- warknęła i ugryzła blondyna w ramię.
- Ale, to jes...- Laura przyłożyła palec do ust Riker'a.
- Ani słowa więcej, Rik.
Skierowała się do łazienki w jego pokoju i usiadła w wannie, przeglądając strony internetowe przez resztę dnia i czasami przysypiając. W końcu nie wytrzymała i o 22 wyszła z łazienki blondyna. Wychodząc zobaczyła go naburmuszonego na łóżku.
- Przez ciebie musiałem latać do kibla do Rydel, a za każdym razem gdy wchodziłem do pokoju obrywałem po głowie. Wielkie dzięki.
Obrócił głowę w bok, na znak że nie chce już z nią gadać. Brunetka mając to głęboko w nosie, wzruszyła ramionami i z uśmiechem wyszła z jego pokoju. Chwilę się wahała czy iść do Rossa, ale w końcu się przełamała. Po cichu uchyliła drzwi i zobaczyła śpiącego blondyna i to jeszcze na jej połówce! Ross słysząc, że ktoś wchodzi do pokoju, uchylił oko i zobaczył Laurę.
- Spałem po twojej stronie łóżka, by było ci ciepło jak pójdziesz spać.- powiedział i przesuwając się na swoją stronę. Laura uśmiechnęła się pod nosem i położyła się koło niego. Leżał twarzą do niej, wiedziała że udaje, że śpi. Delikatnie go pocałowała, a on szybko odwzajemnił i pogłębił pocałunek.


Vanessa ponownie wróciła późnym wieczorem i z nadzieją, że Riker już śpi. Weszła po cichu na palcach i delikatnie zamyka drzwi od jej pokoju. Odwraca się, a światło się zapala, a na łóżku siedzi blondyn.
- Mogę wiedzieć dlaczego od tygodnia wracasz o tak późnej porze?!
Brunetka nie odpowiadała, tylko zgarnęła piżamę i skierowała się do łazienki. Poczuła uścisk na ramieniu i mocne szarpnięcie.
- Nie umiesz odpowiedzieć na jedno pytanie?! Gdzie ty łazisz o tej godzinie! Do cholery nie widzisz, że ja się martwię?! Nie rozmawiasz ze mną wcale! Czy mogę wiedzieć o co ci chodzi? Odpowiedz mi, Van. Błagam cię.
- Chodzę do psychologa. Tyle powinno ci wystarczyć.- wyszarpała się i ruszyła szybkim krokiem do łazienki, po czym się zamknęła.
Riker mając łzy w oczach skierował się do pokoju Rossa. Wiedział, że oboje mogą już spać, bo jest grubo po północy, ale musiał się komuś wygadać. Wszedł bez pukania i podszedł do ich łóżka. Zaczął delikatnie szturchać brunetkę i szeptał jej imię. Laura otworzyła oczy i podparła się ramionami.
- Riker, co ty tutaj robisz?- przetarła swoje zaspane oczy.
- Ja i Van... przechodzimy kryzys.- szepnął i zaczął płakać, przy okazji budząc Rossa. Brunetka widząc w jakim stanie jest starszy blondyn szybko go przytuliła.
- Co się dzieje?- mruknął Ross.
- On i Vanessa się pokłócili.
Laura zrobiła miejsce między nią, a Rossem.
- Dzisiaj, śpisz z nami, Rik.
Blondyn położył się między parą i przytulił się do brata, który zniesmaczony spojrzał na swoją narzeczoną, która głaskała Riker'a po włosach. Powiedziała do niego bezgłośne ,,musimy", a on przewrócił oczami i po bratersku poklepał blondyna po plecach.
______________________________________________
HEJ HAJ HELOŁ
Witam moje misiaczki prosiaczki ehe
Tak więc oto rozdział 
przepraszam za błędy
przepraszam za bezsens
przepraszam za to że tak późno
ale i tak mnie kochacie aw 
JAK TAM U WAS?
Bo ja to jestem na skraju wytrzymałości: katar, kaszel, ból gardła i okres oł jee czego chcieć więcej
Ale no mam nadzieje, że rozdział się podoba <333
DEDYKACJA DLA OSOBY ANONIMOWEJ, KTÓRA SKOMENTOWAŁA ROZDZIAŁ DRUGI, DZIĘKUJEMYYY <333
I WGL ZAPRASZAM NA BLOGA CHOLERNIE KOCHANEJ PAULI, OD DAWNA MIAŁAM DAĆ TEGO LINKA ALE WIADOMO SKLEROZA
>KLIKAJ I CZYTAJ<
/ Sylwia która chyba umiera 




niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 37

#Rocky
- Psycholog, psychiatra, psychotesty - wyliczała na palcach Laura, kiedy wracaliśmy ze szpitala - i ewentualnie jakiś psychiatryk.
Ross słysząc to tłumił płacz, a Ellington tak się śmiał, że nabił sobie guza przywalając w okno.
- Ja się tylko wygłupiałem - mówił Ross otumaniony lekami - Wiesz, żarcik zawsze na miejscu.
- Ja na przykład chciałbym być w ciąży - wtrąciłem, a wszyscy nie wiadomo czemu spojrzeli w moją stronę. No co? To wszystko jest niesprawiedliwe. Że to niby kobieta ma być matką?! A może ja bym chciał nią być? Może to Lily będzie ojcem, a ja matką, będzie sprawiedliwie. Ciekawe jak to jest urodzić?
- Jak jedziesz, frajerze! - wrzasnęła Rydel, gdy już po raz sto czterdziesty Riker nie wyhamował i otarł samochód o drzewo.
Zacząłem się zastanawiać nad życiem, w końcu to moja scena. Jestem już taki stary, a nic nie zrobiłem ze swoim życiem! No właśnie, przecież niedługo umrę! Co ja sobie myślałem przez te lata, że będę żył milion lat? Ze strachu aż pisnąłem. Riker nacisnął hamulec i wszyscy przywaliliśmy w krzesło poprzedniego.
- ROCKY?!
- O jeżu kolczasty, mogę umrzeć w każdej chwili, a nie powiedziałem Lily, że ją kocham! - wrzasnąłem łapiąc się za głowę. Nie zwracając uwagi na miny pozostałych, pokracznie wyskoczyłem przez okno samochodu i, gubiąc po drodze buta, zacząłem biec przed siebie. Biegłem już długo, długo, aż nagle uświadomiłem sobie, że do domu jest z jakieś 30 kilometrów. Stanąłem jak wryty ocierając pot z czoła. No tak. Chyba najpierw trzeba było pomyśleć mózgiem, a nie serduchem. Już chciałem się obejrzeć za samochodem, kiedy ten o mało nie złamał mi nosa przejeżdżając z pół centymetra obok mnie.
- Leć, Rocky! - usłyszałem jeszcze i pognałem przed siebie.

#Laura
- I jeszcze nie wiem, czuję taki niedosyt w życiu, takie jakieś braki, pustkę. - kwitowałam leżąc na fotelu, a Riker ze splecionymi palcami opierał się na kostkach. - Moje życie nie ma sensu. Wie pan, przyszły małżonek - kretyn z urojoną ciążą. A ja sama czuję... taki niedosyt, takie braki, pustkę. I jeszcze jestem w ciąży. I ogólnie czuję taki niedosyt w życiu, takie braki, pustkę.
- Rozumiem - przerwał mi Riker i rozlał mleko łapiąc się za głowę. - Jeszcze jakieś objawy oprócz niedosytu, braków i sraków?
- Sama nie wiem. Może poczucie braku sensu życia.
- Polecam obejrzeć Modę na sukces. Sens życia powinien wrócić. - zapisał na kartce i rzucił nią we mnie, po czym poleciał do kuchni widząc tam w Vanessę. Wzruszyłam ramionami.
- Vann.
Riker wydawał się nadzwyczaj poważny. Podejrzałam, że uniósł Vanessie podbródek, ale ona usilnie odwracała wzrok. Zakradłam się pod kuchnię i ukryłam za ścianą.
- Vann. - powtórzył.
- To chyba nieodpowiednia chwila na rozmowę. - odparła wymijając go. Roztrzęsionymi dłońmi chwyciła szklankę, lecz pod wpływem dotyku Rikera upuściła ją i schowała twarz w dłoniach. - Zostaw mnie, proszę.
Usłyszałam jak łka. Co się stało?
- Vanessa? - podeszłam do niej i przytuliłam z całej siły. Ona tylko strząsnęła moje ręce z jej ramion i pobiegła na górę. Riker zrobił to samo.
- Dziwne to wszystko - mruknęłam i wskoczyłam na blat, by ściągnąć z szafy chrupki, które Ell przede mną ukrywa.

#Rocky
- Li-i-ly - wydyszałem widząc ją siedzącą w ogródku.
Spojrzała na mnie wpierw zaskoczona, potem szczęśliwa, a potem przerażona. Podbiegła z butelką wody i bez zastanowienia wylała ją na mnie.
- Rocky, co się stało?! - pisnęła usiłując złapać ze mną kontakt wzrokowy, jednak nic z tego nie wyszło. Miałem milion czarnych kropek przed oczami i na chwilę je zamknąłem. Gdy je otworzyłem, leżałem w różowym łóżku, przykryty różową kołdrą. Zobaczyłem, że przy stoliku krząta się Lily. Hej! Przecież przyszedłem tu w jednym celu! A na razie leżę w babskim łóżku z miśkami wkoło i rozpaczam. Lily widząc, że się ocknąłem, podbiegła do mnie.
-Rock..
- KOCHAM CIĘ - krzyknąłem czym prędzej. Przecież w każdej chwili mogłem umrzeć. Lily zlustrowała mnie wzrokiem. Oczy wyszły jej z orbit. Dumny z siebie obserwowałem jej reakcję, po czym skapnąłem się, że mogłem sobie tylko tym zaszkodzić. Po co ja to powiedziałem?! Przecież ona pewnie mnie nie kocha, a ja zrobiłem z siebie idiotę! Nie przyjdzie na mój pogrzeb! A miało być tam tyle dobrego jedzenia, które uwielbia... Brawo Rocky, jesteś idiotą.
- Znaczy... - dodałem widząc zakłopotanie i rumieńce na jej twarzy - Nie-nie chciałem powiedzieć, że cię ko-ko-cham, b-bo nie, ż-że kocham ci-cieb-bie, tylko jedzenie, które-e ty masz ja-ko ko-kolczyki na uszach. - wybełkotałem w połowie wypowiedzi łapiąc się za twarz. Chyba coś mi nie wyszło. Wciąż się we mnie wpatrywała z zaskoczeniem. - Dobra, to ja się zmywam. - odparłem szybko i zbiegłem po schodach kierując się ku wyjściu.
BOŻE, DAJ MI MĄDROŚĆ, BYM NIE BYŁ TAKIM IDIOTĄ JAKIM JESTEM.
- Rocky! - usłyszałem wychodząc i jak na komendę obróciłem się przy okazji przywalając dłonią w klamkę.
- Ałłć! - wrzasnąłem i złapałem się za rękę.
Lily podeszła i pokryła moją obolałą dłoń ze swoją. Teraz mi oczy wyszły z orbit.
- Cieszę się, że mi to wyznałeś.
- Że boli mnie dłoń? - wydusiłem krztusząc się bólem i niczego nie łapiąc. Lily szczerze się zaśmiała, a uśmiech to miała piękny. Aż na chwilę zapomniałem o bólu.
- Właśnie za to... cię lubię - dodała szorując stopą po podłodze - Za twoją obolałą dłoń też.
Nim zdążyłem cokolwiek załapać bądź zorientować się, co powiedziała, poczułem delikatny chłód jej warg na swoich. Tym razem szybko się otrząsnąłem jeszcze nie do końca w to wszystko wierząc i przyciągnąłem ją do siebie.
BOŻE, NIE DAWAJ MI MĄDROŚCI. DAJ MI JESZCZE WIĘCEJ GŁUPOTY, BYM MÓGŁ JUŻ PRZEZ RESZTĘ ŻYCIA WIDZIEĆ JEJ PIĘKNY UŚMIECH I UMIEĆ ROZŚMIESZAĆ JĄ ZAWSZE WTEDY, KIEDY BĘDZIE TEGO POTRZEBOWAŁA.

# Laura
- Ross. Musimy pogadać. - odparłam przyciskając blondyna stopami do ściany. Ten patrzył na mnie złowrogo.
- Nie złamiesz mnie. Nie dam się tak łatwo! - wrzasnął szarpiąc się, lecz nic mu było na to.
- Masz nie być idiotą, jasne? Co będzie, jak nasze dzieci wdadzą się w ciebie? - pokiwałam głową i wzniosłam ręce do nieba.
Ross kichnął i wciągał gluty z powrotem do nosa, co było tak obrzydliwe, że musiałam mu podać chusteczki. Wykorzystał to i teraz ja stałam pod ścianą uwięziona pod ciężarem jego stóp.
- Jeszcze nie czas myśleć o dzieciach. Na razie wystarczy nam jedno. - zaśmiał się i podał mi dłoń. Usiedliśmy na kanapie. Próbowałam ukryć rumieniec, ale na nic to było.
- Aż tak bardzo cię zawstydziłem?
- Nieee do końca - spojrzałam w sufit. Zmierzył mnie wzrokiem.
- Coś ukrywasz. - skwitował.
- Noooo, booo nic nie ukrywaaaam.
- Właśnie widzęęęęęęę - przedrzeźniał mój głos nie odrywając wzroku od mojej twarzy.
- No dobra. Bo ja byłam u lekarza. Na USG.
- Co ty mówisz? - uśmiechnął się i chwycił mnie za dłonie. - Beze mnie? I już widać coś? Jakiegoś małego, zabójczo przystojnego blondyna, z IQ 150? Który ma niebiańsko seksowny wzrok i jes...
- Już, już - zachichotałam, co było tak głupie, że zrobiłam się cała czerwona. - Nie blondyna.
- MAŁĄ BRUNETKĘ?!
- Tak konkretnie... To i małą brunetkę i małego blondynka.
Mina Rossa - bezcenna.
- Czy ty... - zaczął z wielkimi oczami.
- Tak. Będą bliźniaki. - uśmiechnęłam się, na co Ross krzyknął tak głośno, że pewnie pół świata to usłyszało. Chwycił mnie w pasie i zrobił karuzelę.
- Ałć, przytyłaś - powiedział wciąż uśmiechnięty i podbiegł do szafki z książkami. - "Jak być idealnym tatą?" - zacytował i rozwalił się na łóżku z lekturą.

~*~
 Heja miśki! 
Jeny, ten rozdział jest taki debilny, że aż chce mi się płakać i śmieć jednocześnie. Ale musiałam w końcu coś dodać! Szczerze, miałam to zrobić wczoraj, specjalnie wcześniej wyszłam od kumpeli. Ale oczywiście lapek się popsuł, bo czemu nie :") A teraz nie miałam trochę czasu na myślenie i rozwinięcie rozdziału, choć miałam niezły pomysł. Jednakże mam jutro kartkówkę z fizyki i muszę przeczytać lekturę, której nie zaczęłam, więc... xd Zostawiam Was z rozdziałem. Miłego wieczorku.
/ Baśka
38 ROZDZIAŁ = 10 KOMENTARZY
 

niedziela, 3 stycznia 2016

Rozdział 36

Gdy dotarli do miejsca postoju taksówek, rozglądali się by znaleźć chociaż jedną wolną. W końcu Vanessa pociągnęła blondyna w stronę czarnego mercedesa. Wsiedli tak szybko, że kierowca wypuścił kanapkę z rąk.
- No super.- siedzący za kierownicą na oko dwudziestoletni chłopak odwrócił się do pary.- Siemaneczko, dokąd zawieść?
Riker zaczął panikować bo nie wiedział, do którego szpitala mają jechać, a było ich aż pięć. Wyjął telefon by zadzwonić do narzeczonej brata, lecz zauważył wiadomość od brunetki z adresem kliniki. Odetchnął z ulgą i podał ulicę, a po chwili auto ruszyło. Blondyn co chwilę sprawdzał godzinę, a jego ręce niemiłosiernie się trzęsły. Vanessa widząc w jakim stanie jest jej chłopak nie wiedziała co ma zrobić, jak go pocieszyć. Riker widząc smutną minę swojej dziewczyny, pocałował ją w policzek i złapał za dłoń. Van odwróciła wzrok w jego stronę i zobaczyła jego szeroki uśmiech, co odwzajemniła i delikatnie musnęła usta blondyna.
- Narzeczeństwo?- zagadał młody kierowca.
- Jeszcze nie.- odpowiedział Riker i mocniej ściągnął dłoń Vanki, której mózg wybuchał na myśl oświadczyn. Po dwudziestu minutach dotarli do szpitala, zapłacili kierowcy, który życzył im gromadki dzieci i pobiegli w stronę recepcji. Ross leży w sali 12, gdy wbiegli na korytarz gdzie powinien być młodszy blondyn zobaczyli resztę, w tym najbardziej przeżywającą Laurę. Riker szybko podszedł do niej i mocno przytulił. Drzwi od sali się otworzyły i wyszedł z niej lekarz, Lau mocno odepchnęła blondyna, tak że on upadł na podłogę. Vanessa szybko podeszła do chłopaka i pomogła mu wstać po czym wtuliła się w jego tors.
- Co z nim? Jak się czuje? Wszystko w porządku? Czy wszystko gra? Do cholery mów coś pan!- brunetka zaczęła obsypywać lekarza masą pytań, dopóki Rocky nie złapał ją za biodra i odsunął od mężczyzny, następnie podał brunetkę Ell'owi, który mocno ją przytulił.
- Jak z nim panie doktorze?- inicjatywę przejęła Rydel.
- Cóż panu Lynch'owi nic nie dolega, nie muszą się państwo martwić.- powiedział spokojnie i się uśmiechnął.
Laurę ogarnęła furia, wyrwała się przyjacielowi, tak że poleciał na krzesła, a potem na podłogę. Złapała lekarza za kołnierz.
- Nic? Jak do cholery nic! Mój mąż...
- Narzeczony.- poprawił ją Rocky, a ona w zamian spojrzała się na niego gniewnie i kontynuowała.
- Zemdlał mi na środku pokoju! Nawet jak dawałam mu z liścia to się nie budził!- usłyszała tylko szept Rocky'ego ,,to wyjaśnia dlaczego ma takie czerwone polika". Już chciała kończyć swoje skargi, gdy usłyszała jak Ross krzyczy jej imię i od razu popędziła do sali o mało nie wywarzając drzwi. Riker podszedł do lekarza.
- Niech pan wybaczy, ciąża i te zmienne humorki, rozumie pan..
Mężczyzna zaśmiał się, po czym odszedł, a reszta weszła do Rossa. Zobaczyli resztki szminki na całej twarzy blondyna.
- Co odstawiasz, że aż wylądowałeś w szpitalu?- Riker poklepał go po ramieniu.
- Sam nie wiem, braciak. Ale wiem jedno, zjadłbym pączka.
- Chwila, ja pójdę i przy okazji przyniosę wszystkim.- Ryland chciał wyjść, lecz zatrzymał go Ross.
- A może jednak chińszczyzna? Spaghetti? Tortille? Frytki? Najlepiej przynieś wszystko!
- Czy ty się ze mnie naśmiewasz?- Laura spytała go unosząc jedną brew i krzyżując ręce na piersiach.
- Nie no co ty, skarbie. Nie śmiałbym.- wysłał jej buziaka w powietrzu, a za chwilę pobladł.- Uwaga, będę rzygał.
Jak powiedział, tak zrobił. Najbardziej ucierpiał Rocky, który stał po prawej stronie blondyna, gdzie on odwrócił głowę i zwymiotował na buty bruneta. Chłopak zaczął wpatrywać się w ubrudzone buty i robił się coraz to bardziej czerwony.
- Ty gnoju! Zjadłeś moje pianki!
- Nie krzycz na mojego Rossiaczka!- Laura chcąc obronić narzeczonego nie wiadomo przed czym, położyła się na nim.
- Skarbie, nie przy wszystkich.- wymruczał uwodzicielsko Ross i klepnął ją w tyłek, a zaraz zaczął płakać. Laura szybko zeszła z niego w obawie, że coś mu zrobiła i sama zaczęła szlochać. Po chwili blondyn zaczął się śmiać, a Laura ze złości, że blondyn z niej żartuje wbijała paznokcie w udo siedzącego obok niej- Riker'a, który powstrzymywał się od krzyku.
- Pójdę po lekarza.
Rydel wyszła z sali i skierowała się w stronę gabinetu doktora. Wyjaśniła mu wszystko, a gdy dowiedziała się czego są to objawy, chciała jak najszybciej wyjść z pokoju by powiedzieć reszcie. Podziękowała lekarzowi i szybko pobiegła w stronę sali brata, zamknęła drzwi i wybuchnęła śmiechem. Gdy się opanowała, wytarła łzy z kącików oczu i spojrzała na resztę.
- Ross ma urojoną ciążę!- krzyknęła i ponownie zaczęła  się śmiać.
_______________________
Hej hejcia hejka 
Rozdział szybciiiuuuteńko (jak na nas XD)
Ale coś widzę, że nasi czytelnicy WYPAROWALI! 
POKAŻE WAM JAK TO ZAUWAŻYŁYŚMY!
Rozdział 33➡ 10 komentarzy
Rozdział 34➡ 6 komentarzy
Rozdział 35➡ 2 komentarze
TAKIE JEST I PUUUF NIE MA WAS
GDZIE WY
TĘSKNIMY I SIĘ MARTWIMY 
KOCHAMY WAS MISIACZKI ❤
MAM NADZIEJE, ŻE ROZDZIAŁ SIĘ PODOBA!
Z GÓRY SORKA ZA BŁĘDY SKARBEŃKA ❤
/Wasza Szylwia, która o dziwo ma trochę weny juhu

  

środa, 23 grudnia 2015

Rozdział 35

- Ryland, do jasnej ciasnej, co ty robisz w naszym domu? - zapytał Riker ściągając z brata resztki makaronu do spaghetti. Wszyscy wyczekująco wpatrywali się w chłopaka, który poczerwieniał i spuścił wzrok.
- Emm.. by jydzyniy mi siy skynczyo - powiedział wypluwając przypadkowo resztę klopsików, która została mu w ustach.
 Laura cofnęła się z obrzydzenia tak gwałtownie, że wpadła na Rossa, ten z kolei na Rikera, Riker na Ella, Ell na Rydel, Rydel na Vanessę, a Rocky'emu udało się uciec. Śmiał się jednak zbyt mocno i przywalił głową w szafkę, z której spadła na niego doniczka. Osunął się na ziemię, wciąż mając uśmiech na twarzy.
- Czy ty sobie w tej chwili żartujesz - bardziej stwierdził niż zapytał Ross, z żałością chowając twarz w dłoniach.
- Niy, chiyłbm, aly lydówky chyby zjydła mi cały zypasy - jęknął pakując do ust ciasto czekoladowe.
- Jesteś idiotą, wiesz - dodała Rydel i zerknęła na kuchnię. Był w niej taki bałagan, że Rydel chyba nigdy w życiu takiego nie widziała. Poczerwieniała tak bardzo, że reszta rodzinki po cichu wycofała się do salonu, niosąc za ręce Rocky'ego. W jednej chwili się opanowała i z delikatnym uśmiechem podeszła do brata, który zasłaniał się patelnią.
- Mój kochaniusi - zaczęła szczerząc się - MASZ MI W TEJ CHWILI TO SPRZĄTNĄĆ MASZ 5 MINUT JAK TU WRÓCĘ A NIC NIE BĘDZIE POSPRZĄTANE WYLECISZ NA ZBITY RYJ TAK DOBRZE SŁYSZYSZ DALEJ ŚPIESZ SIĘ BO BĘDZIESZ ZARAZ SZOROWAŁ WSZYSTKIE TALERZE ŻYRANDOLE I ŚCIANY SZCZOTECZKĄ DO ZĘBÓW - zatrzymała się chcąc nabrać powietrza - WIĘC BIERZ SIĘ DO ROBOTY A TA PATELNIA CI W NICZYM NIE POMOŻE - chwyciła patelnię i przyłożyła nią prosto w pupcię Rylanda. Ten krzyknął i w jednej chwili chwycił wszystkie środki czystości. Rydel uśmiechnęła się i z dumą wyszła z kuchni. Gdy weszła do salonu nie widziała nigdzie reszty. Za kanapą leżał tylko ogromny rulon złożony z jakichś 10 koców. Podeszła do niego zaciekawiona.
- Myślicie, że nas tu nie znajdzie? - usłyszała szept Vanessy.
- Jak znajdzie, to będzie po nas - odezwał się otumaniony Rocky.
Rydel jednym machnięciem ściągnęła koce. Jej oczom ukazała się jedna, wielka ludzka kanapka. Najgorzej miał Ell, który robił za bułkę na samym dole - wyglądał jak zgnieciona poduszka.
- Jak mogliście tak mojemu Ellusiowi zrobić! - złapała się za głowę i wyciągnęła spod spodu bruneta - Chodź, skarbie, zrobię ci szarlotkę.
Ellowi zalśniły oczy i śmiejąc się pokazywał palcami resztę, która nie miała tyle szczęścia. Ross wzruszył ramionami i przerzucił sobie Laurę przez ramię. Ta pisnęła.
- Ty mnie tak nie rozpieszczasz - udał złego.
- Ale ty byś mnie mógł - powiedziała zsuwając się z jego pleców. - Mam ogromną ochotę na kiszone ogórki, żelki, masło i salami.
Riker i Vanessa popatrzyli po sobie. Laura w jednym momencie zrobiła się cała blada i poleciała do łazienki. Usłyszeli odgłosy wymiotowania.
- Moja biedna księżniczka - mruknął Ross zmartwionym głosem biegnąc w stronę toalety.
Vanessa usiadła na łózku i przez pięć minut obserwowała Rocky'ego, który cały czerwony rozmawiał z Lily przez telefon. Po chwili Riker wrócił z porcją lodów malinowych.

- Dziękuję, kocham cię - uśmiechnęła się Vanessa i cmoknęła Rikera w policzek. Wydawała się smutna - blondyn od razu to zauważył.
- Vann? Wszystko gra? - chwycił jej dłonie w swoje i spojrzał jej głęboko w oczy. - Nie ten smak?
- Nie, smak idealny, jak ty - szepnęła - Ale... po prostu... Nieważne, zapomnij, nie chciałam cię niepokoić - spuściła wzrok i wróciła do jedzenia lodów.
Riker jednym ruchem chwycił jej miseczkę i postawił na stole. Był trochę poddenerwowany, choć może po prostu zaniepokojony.
- Vanesso - odparł poważnie - jestem tu żeby cię uszczęśliwić, więc mów. Co jest nie tak?
Vanessa wstała niepewnie i muskając ramię Rikera ruszyła w tylko sobie znany kierunek. Riker śledził ją wzrokiem. Wyszła z domu i ruszyła przez ulicę. Chwycił czarną bluzę i pobiegł za nią. Trudno było zostać niezauważalnym, gdyż Vanessa ciągle się rozglądała. Wsiadła do autobusu, a blondyn za nią. Na szczęście go nie zauważyła. Wysiedli po 5 przystankach przy... szpitalu? Ale nie takim zwykłym szpitalu. Riker przeczytał szyld pod nosem : Klinika lecząca niepłodność. Chłopak pobladł i przez krótką chwilę wpatrywał się w drzwi. Wciąż w szoku wbiegł do środka zbyt głośno i stanął na środku. Przy recepcji stała zapłakana Vanessa.
- Przykro mi - powiedziała pielęgniarka - wyniki są pozytywne. Dziewczyna schowała twarz w dłoniach i kucnęła. Wybuchła nieopanowanym szlochem, dusząc się kaszlem.
- Jakie wyniki? - Riker ledwo wycisnął kilka słów - Vanessa?
Ta spojrzała na niego wpierw przerażona i zdziwiona, lecz później jej oczy znów zwęziły się w cienką kreskę, z której wypływały jeszcze większe strumienie łez. Riker podbiegł do niej i uniósł jej podbródek. Wokół nich stanął tłum gapiów.
- Już wcześniej chciałam ci powiedzieć, ale nie byłam pewna - zaszlochała ledwo łapiąc oddech - I nie chciałam wyjść na nie wiadomo jaką... Wiesz, niedługo się znamy, a ja myślałam o takich rzeczach...
- Vann, w tej chwili powiedz o co chodzi. Nie musisz się przede mną niczego wstydzić i obawiać. Kocham cię mimo wszystko.
- Riker - zaczęła powstrzymując kolejne salwy płaczu - Nigdy nie będę mogła mieć dzieci, rozumiesz? Nigdy... - jej szept zmienił się w krzyk rozpaczy. Zszokowany blondyn wciąż pod działaniem adrenaliny wyprowadził Vanessę z kliniki. Twarz wykrzywił mu dziwny grymas.
- Skarbie - zaczął po bardzo długiej chwili ciszy - to, że nie możesz mieć dzieci, nie zmieni moich uczuć w stosunku do ciebie - ujął jej twarz w dłonie. Ta spojrzała na niego niepewnie, próbując opanować szloch. - Rozumiem, że myślałaś o naszej przyszłości robiąc ten test - szepnął, a ta spuszczając wzrok przytaknęła.
- Przep-praszam... To było dziecinn...
- To było piękne - na twarzy Rikera zagościł najszczerszy uśmiech, jaki Vanessa kiedykolwiek u niego widziała. W jednej chwili przestała szlochać i spojrzała na niego ze smutkiem. - Kiedyś... Kiedyś, kiedy wiesz... Będziemy mogli po...Zaadoptować dziecko... Jeżeli oczywiście będziesz chciała - powiedział zmieszany, rumieniąc się - malutką córeczkę, taką jak ty.
Vanessa przez chwilę stała w szoku, lecz po chwili rzuciła się blondynowi na szyję płacząc, tym razem ze szczęścia.
- Rik...
- Csiii, spokojnie - szeptał jej do ucha - porozmawiamy w domu.
Przytulali się przed szpitalem przed dobre 5 minut, gdy Rikerowi zadzwonił telefon. Przypadkowo odebrał. Z telefonu dobiegł ich krzyk:
- Riker, gdzie się podziewasz?! - Laura - Ross znowu zemdlał! Wiozą go do szpitala - usłyszał płacz. Popatrzyli po sobie z Vanessą i rzucili się w stronę przystanku dla taksówek.

~*~
Siema, tu Kita. Tak wiem, po latach nieobecności!
Wracam z rozdzialikiem, na którego wena pojawiła mi się dopiero po włączeniu lapka. XD
Razem z Sylwią wiemy, że musicie długo czekać na rozdziały.
Wiemy też, że przez dodawanie ich co miesiąc/kilka tygodni, straciłyśmy wiele czytelników.
Wybaczcie nam, ale to już ostatnie rozdziały i na złość brakuje weny.
Na szczęście teraz święta, wolne.
Postanowiłyśmy, że napiszemy w te wolne dni wszystkie pozostałe nam do końca rozdziały, ale dodawać je będziemy tak jak dawno temu, załóżmy co tydzień.
Dziękujemy tym, co zostali z nami.
Życzymy Wam wesołych Świąt i powodzenia w nowym roku!
Wy życzcie nam weny ;)
/Basia

ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ NIEDŁUGO, BEZ WZGLĘDU NA LICZBĘ KOMENTARZY, JEDNAK PROSIMY O KOMENTOWANIE!

KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ! 

 

sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 34

#Narrator
    Wezwali dwie taksówki, następnie pojechali do najbliższego szpitala. Laura kurczowo trzymała rękę Rossa i powstrzymywała się od płaczu. Dopiero co blondyn jej się oświadczył, ona zaszła w ciąże, a gdy wszystko szło w dobrą stronę musiały się pojawić komplikacje. W nadziei podtrzymywały ją słowa narzeczonego, że będzie walczył dla niej i dla dziecka. Gdy wysiedli z pojazdów, szybkim krokiem skierowali się do recepcji. Riker, który jako jedyny myślał trzeźwiąco przedstawił sytuację recepcjonistce, która natychmiast wezwała lekarza. Nasi bohaterowie siedzieli z trzy minuty w poczekalni, gdy przed nimi stanął mężczyzna po pięćdziesiątce z przyjaznym uśmiechem, jak się okazało był to doktor.
- Witam, jestem Adam Brown i zaopiekuję się panem Lynch'em. Czy mógłbym dostać w skrócie informacje o stanie pacjenta?
- Wymiotował, miał biegunkę i teraz zmarszczoną skórę. Podejrzewam, że to objawy cholery, panie Brown.- Laura wytarła łzę, a Ross przygarnął ją do swego boku. Nie chciał zamartwiać brunetki, ale dziękował Bogu, że mu ją zesłał.
- Tak, ma pani rację. Zapraszam pana do sali 32 na obserwacje i badania. A kogoś poproszę na rozmowę do mojego gabinetu.
Podzielili się tak, że Rocky poszedł z Rossem, Riker i Laura z lekarzem, a reszta wróciła do hotelu po rzeczy dla blondyna. Bracia skierowali się do sali, którą wskazał pan Brown. Weszli do środka, gdzie były już trzy pielęgniarki. Jedna podała Rossowi szpitalną koszulę, w którą od razu poszedł się przebrać. Druga przygotowywała mu łóżko, a Rocky do trzeciej zarywał, mimo że ma dziewczynę, a pielęgniarka nie rozumiała po angielsku. Blondyn przebrany już w piżamę, położył się do łóżka. Pierwsza pielęgniarka, włożyła mu wenflon, nie zważając na to, jak chłopak wiercił się pod wpływem bólu. Podpięła mu kroplówkę i podała antybiotyk, który zalecił lekarz. Gdy Ross zasnął, pielęgniarki wyszły, a Rocky usiadł koło jego łóżka.
    Blondyn i brunetka szli długim korytarzem za doktorem. Riker widząc bliską płaczu Laurę, objął ją ramieniem i pocałował w głowę. Wiedział, że ta rozmowa może być dla nich ciężka, dlatego chciał być dla niej dużym wsparciem. Weszli do gabinetu i usiedli na przeciw pana Browna, Riker przysunął krzesło do brunetki i złapał ją za dłoń.
- A więc, jesteście rodzeństwem pana Rossa, tak?
- Nie do końca, to jego narzeczona.- blondyn wskazał na Lau.
- Dobrze, rozumiem.  Ile dni minęło od pierwszej objawy?
- Jakieś 3 dni.
- Nie będę wciskał państwu żadnej bajki, ani nic. Powiem wprost, u pana Rossa pokazały się najczęstsze objawy cholery. Ale mogą też wystąpić zakażenia bezobjawowe, w skrajnie poważnych przypadkach może dojść do śpiączki. Lecz mają państwo szczęście, że zauważyliście objawy, ponieważ brak pomocy medycznej często prowadzi do zgonu. Pan Ross otrzymał antybiotyk, który powinien mu pomóc. Bądźmy dobrej myśli, chłopak ma o co walczyć.
Oboje podziękowali i wyszli z gabinetu. Po zamknięciu drzwi Laura wtuliła się w Riker'a i zaczęła płakać.
- Rik, ja się cholernie boje.
Blondyn tylko mocniej ją przytulił, pocałował w głowę.
- Musimy być dobrej myśli, skarbie.
Powoli ruszyli w stronę sali, w której leżał Ross. Brunetka nacisnęła klamkę i weszła w głąb, zakryła usta i upadła na podłogę i zaczęła szlochać. Riker szybko wbiegł do sali i zobaczył jak Rocky okrywa twarz Rossa białym prześcieradłem.
- Co ty robisz?!- podszedł do Lau i podniósł ją z ziemi, po czym przytulił.
- Trochę wstyd się przyznać.- Rocky podrapał się po karku.
- Co z nim?!
- Noo, z nim nic. Ja tylko...Ja tylko bawiłem się w doktora i udawałem, że Ross umarł. Przepraszam?
- Rocky, nie mam siły na ciebie krzyczeć, ale idź do bufetu po kawę.- Laura podeszła do łóżka Rossa i odgarnęła mu włosy z twarzy. Rocky szybko wybiegł z sali, ale po chwili wrócił i zaczął skakać w miejscu.
- Rocky! Ciszej! Obudzisz go!
- Dobra, sorry. Ale obczajcie to! Tutaj mają wodę w woreczkach!
- Idioto! To kroplówki! Idź biegiem to odłóż!- Riker wypchnął go za drzwi i podszedł do łóżka brata.
- Masz mi wyzdrowieć, bo nie dam sobie rady z tymi bałwanami.
Rocky wrócił z kawą i usiadł na kanapie w sali, poczekali jakieś 5 minut,a do pokoju przyszła reszta. Odstawili rzeczy blondyna koło łóżka, Ell usiadł koło drugiego bruneta, który zaczął opowiadać o odnalezieniu wody w woreczkach.
- Musisz mi to pokazać!- wykrzyknął Ell i wybiegli z pokoju zanim ktoś zaprotestował.
Siedzieli ciągle w sali blondyna i na telefonie włączyli piosenki R5, już byli wszyscy w komplecie, bo dwóch brunetów do sali przyprowadził ochroniarz. Po dłuższej chwili usłyszeli pomrukiwanie w rytm muzyki i spojrzeli na uśmiechniętego Rossa.
- Hej, misiu. Jak się czujesz?- Laura lekko musnęła usta blondyna i głaskała go po policzku.
- Znakomicie, wracamy do domu?
- O czym ty gadasz? Ty jesteś chory! Jak wyzdrowiejesz, najszybciej stąd wylatujemy.- Rydel powiedziała to tak stanowczo, że każdy jej przytaknął.
Do sali wszedł lekarz, widząc uśmiechnięte twarze, sam się uśmiechnął.
- Mam dla państwa bardzo dobre wieści. Dzięki temu, że szybko Ross trafił do szpitala, dostał antybiotyk, to szybko pozbył się choroby. Zostaniesz chłopie jeszcze dzień tutaj na obserwacji i dostajesz wypis.- doktor spojrzał na nas i wyszedł z sali.
- Mówiłem, że się nie poddam dla nas.- blondyn uśmiechnął się i pocałował Laurę.

*2 dni później*
   Ross dostał wypis i podziękował panu Brownowi bombonierką i autografami całego zespołu dla jego córek, bo jak się okazało są fankami zespołu. Szybko wrócili do hotelu, spakowali rzeczy i ruszyli na lotnisko. We wczorajszy dzień Riker kupił bilety powrotne i wszystko było ustalone. Lot mieli na 14, więc się wyrobili. Tym razem Ross wygrał walkę o miejsce pod oknem i zadowolony z tego faktu usiadł na miejscu, minęło 20 minut od startu, a on już spał. Laura wielce oburzona, że to ona lepiej by wykorzystała siedzenie przy oknie, patrzyła złowrogo na narzeczonego, lecz to i tak nic nie dawało, bo on spał. Oparła swoją głowę o jego ramię i sama zasnęła. Vanessa i Riker podzielili się słuchawkami i słuchali wspólnie muzyki. Rydel od 20 minut próbuje zrobić ładne zdjęcie z Ellem, lecz ten ciągle robi głupie miny, albo pomiędzy ich fotele, Rocky wsadza głowę. Po lądowaniu w LA szybko wyszli z maszyny i poszli po bagaże, stwierdzając, że już nigdy więcej nigdzie nie lecą. Złapali się na dwie wolne taksówki i wskazali adres do domu Lynch'ów. Gdy dojechali na miejsce, ucieszeni, bo nie ma to jak w domu. Rydel wyciągnęła klucze, ale okazało się, że drzwi były otwarte. Riker jako niby bohater rodziny wkroczył do akcji i wszedł jako pierwszy, Laurę wkurzało to, że szedł tempem ślimaka, więc wybiegła z wężyka, jaki utworzyło 7 osób z nią. Pobiegła do salonu i dało się słyszeć pisk. Wszyscy przyśpieszyli i znaleźli się w pomieszczeniu i zobaczyli jak Laura oplotła nogami w pasie jakąś postać. Po chwili zeskoczyła i dało się zobaczyć twarz gościa. Wszyscy stali z otwartą buzią i patrzyli na chłopaka w salonie.
- RYLAND?!
_____________________
HELLO IT'S ME 
I znowu nie ma mnie z miesiąc 
Czekam na opieprz jak zwykle 
Ale w końcu NARESZCIE napisałam coś
I nie wiem kiedy next no nie wiem no
Kocham was misiaczki
/Leniwa Sylwia
10 KOMENTARZY = 35 ROZDZIAŁ




czwartek, 19 listopada 2015

TB + One Shot

Zostałam nominowana do napisania opowiadania przez EmiDelly R5er! 
WOOP WOOP
Kto się cieszy? 
No więc wiecznie nieszczęśliwa w miłości Sylwia, wybrała sobie temat o *werble proszę* nieszczęśliwej miłości
Mam czas do 16 grudnia, a że mi się nudzi to pojawia się o wiele wcześniej :o
Miłego czytania! 


,,But even when we fight,
I can't stop from loving you."

Wielu z nas myśli, że gdy zaczynamy związek, zawsze czeka na nas wieczna i szczęśliwa miłość. Ja też tak myślałam, do czasu. No właśnie. Te oto myśli w większości przypadkach okazują się mylne, wtedy coraz to więcej osób popada w depresję lub po prostu popełnia samobójstwo. Gdy następuje zerwanie, jest największy ból, gdy zostawiają nas osoby, które zapewniały, że będą z nami do końca. Zawsze po zakończeniu związku, osoba która cie pociesza wypowiada słowa znajdziesz kogoś lepszego. Nie oszukujmy się, nigdy osoba którą kochaliśmy całym sercem zostanie zastąpiona kimś "lepszym". Mimo, że na świecie żyje około 8 miliarda ludzi, ty dalej oczekujesz tylko tej jednej osoby, którą pokochałeś. Czekasz aż jego ramiona ponownie cię otulą. Na jego wargi, by kolejny raz cię pocałował. Na jego uśmiech, oczy. Na niego całego. Mimo, że dalej masz swoją marną nadzieje, to i tak nie wydarzy się ponownie. Dlaczego życie zawsze robi nam na złość? Dlaczego nie pozwala nam po prostu żyć szczęśliwie? Czy tylko ja uważam, że na takie pytania, nikt nie zna poprawnej odpowiedzi? I właśnie do czego zmierzam. Do nieszczęśliwej miłości. Czy kogoś z was coś takiego spotkało? Bo mnie tak. Kogo dokładnie? Laurę Marano. Na początek coś o mnie. Mam 20 lat, starszą siostrę- Vanessę, która od roku jest żoną Riker'a Lynch'a. Kocham śpiewać i jestem dość sławną aktorką. Od 3 miesięcy mieszkam w Nowym Jorku. Ale może zacznijmy od czego to wszystko się zaczęło.
    Poznałam go dwa lata temu. Była połowa grudnia, a śniegu było za kostkę. Wraz z siostrą wybrałyśmy się na sanki, mimo że byłyśmy w sumie dorosłe nie obchodziło nas to, że rodzice małych dzieci mogą się na nas dziwnie patrzeć. Weszłyśmy na dość sporawą górkę Zaczęłyśmy się wykłócać, która pierwsza zjedzie. Vanessa się wkurzyła i zepchnęła mnie z górki, a ja ciągle się turlając w dół, śmiałam się w niebo głosy. W pewnym momencie poczułam jak w kogoś "wjeżdżam" i się zatrzymuje, a potrącona osoba upada przede mną twarzą w śnieg. Zauważyłam, że potrąciłam jakiegoś chłopaka. Koło siebie usłyszałam kolejne śmiechy, odwróciłam wzrok w tamtą stronę i dostrzegłam czterech chłopaków i jedną dziewczynę. Po chwili podbiega do nas moja siostra, a moja ofiara wypadku dalej leży twarzą w śniegu.
- Hej, wszystko w porządku?- zaczęłam go szturchać palcem, a ten uniósł całą w śniegu twarz. Zaczęłam się śmiać.- Poczekaj chwilkę.- wyciągnęłam telefon i zaczęłam mu robić zdjęcia.- Gotowe.
- Bardzo zabawne.- starł rękoma śnieg i spojrzał na mnie. Od razu mówię! Jest bardzo przystojny, blondyn, brązowooki. Wstał z ziemi i otrzepał się, po chwili spojrzał na mnie i przewrócił oczami, po czym podał mi dłonie i pomógł mi wstać.
- Przepraszam, za ten wypadek, serio nie chciałam.
- Hahaha, nic się nie stało, ale stawiasz mi kawę.
- No dobrze, niech ci będzie. Kiedy?
- Teraz.- uśmiechnął się, bożeno jaki on ma cudny uśmiech.
- Ale nie mogę zostawić tak po prostu mojej siostry.
- Moje rodzeństwo już się nią zajęło.
Odwróciłam się i zobaczyłam śmiejącą się Van, westchnęłam i zaczęłam iść w stronę najbliższej kawiarenki.
- Nie zaczekasz na mnie?
- Jak widać domyśliłeś się.- zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
- Ross.
- Co?
- No, Ross.
- Ale po co ciągle to powtarzasz?
- To moje imię.- zaśmiał się, a ja zrobiłam się cała czerwona na twarzy.
- Laura.
W kawiarni dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy o nim:
*śpiewa
*gra na gitarze
*też kocha cappuccino i do tego piernika
*uwielbia książkę ,,Romeo i Julia"
*NIE MA DZIEWCZYNY 
Wymieniliśmy się numerami, oczywiście od razu dodałam jego zdjęcie, gdy ma twarz w śniegu. Spotykaliśmy się co dwa do trzech dni. Poznałam jego rodzeństwo i przyjaciela rodziny.
  Minął dokładnie rok od naszego poznania. I nie zgadniecie! Ross zaprosił mnie na randkę! Poprzedniego dnia przyszedł do mnie z bukietem czerwonych róż, w odpowiedzi rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam w policzek. Bardzo się cieszyłam z tej randki, ponieważ blondyn podobał mi się od pół roku. Zaprosił mnie do kawiarenki, do której poszliśmy jak się poznaliśmy. Powiedział mi wtedy, że ma do tego miejsca sentyment, bo tutaj spotkał swoje szczęście. I tego dnia, powiedział mi, że mnie kocha. Myślałam, że moje serce wyskoczy z klatki piersiowej na stół, motyle z brzucha zaczną wylatywać przez uszy. Od tej randki zostaliśmy parą. Układało nam się niesamowicie. Codzienne spotkania, częste nocowanie u siebie. Mieliśmy ten sam mózg bym powiedziała, na każdy temat potrafiliśmy się dogadać. Było cudownie. 
  Minął rok, odkąd jesteśmy razem i 1,5 roku odkąd się poznaliśmy. Czułam się, że to będzie moja miłość aż po grób. Od pewnego czasu Ross poświęcał mi coraz to mniej czasu, nie chciał się całować, przytulać. Obawiałam się najgorszego. Zaczęły pojawiać się sprzeczki. Gdy nie odzywaliśmy się do siebie przez tydzień, nie wytrzymałam, więc poszłam do niego. Zapukałam, a drzwi otworzył mi Ell, bardzo się zaprzyjaźniliśmy, dzięki mnie jest teraz z Rydel, za co mi codziennie dziękuje.
- Hej, ślicznotko.- uśmiechnął się i pocałował w policzek.- Ross wyszedł, ale powinien zaraz wrócić, więc rozgość się w salonie.
Jakby czytał mi w myślach, zdjęłam buty i poszłam do pokoju dziennego, gdzie siedzieli wszyscy i nawet moja siostra, która przytulała się do Riker'a, jakby co są razem od pół roku. Siedziałam tak z nimi i czekałam na mojego chłopaka, minęły 2 godziny, a go dalej nie było. Poszłam na górę do łazienki. Usłyszałam trzask drzwiami i powoli wyszłam z toalety. Stanęłam na pierwszym stopniu i usłyszałam głos Rossa, już chciałam pobiec do niego i pocałować, ale coś mi nie pozwalało. Drugi stopień.
- Cześć wam, jestem Courtney Eaton.
Trzeci stopień.
- Mamy wam coś ważnego do powiedzenia.- znowu mój blondyn.
Czwarty stopień. 
- Jesteśmy razem od miesiąca.- dokończył.
W tej chwili nie wierzyłam czy to się dzieje naprawdę, uszczypnęłam się, a jednak. Pośpiesznie zeszłam ze schodów i zobaczyłam Rossa trzymającego, jego nową dziewczynę za rękę. Gdy mnie zobaczył, mina mu zrzedła. Ell wstał z kanapy.
- Miło poznać mi twoją nową dziewczynę, a ty pożegnaj teraz swoją byłą.- powiedziałam przez łzy. Podeszłam do niego.
- Lau, słuchaj...
- Nie, Ross. Nie chcę cię widzieć.

#Narrator
  Cała zapłakana wybiega z domu Lynch'ów. A tam wszyscy spojrzeli zawiedzeni na Rossa, a Courtney dalej stała uśmiechnięta. Ell podszedł do blondyna i poklepał go po ramieniu, następnie spojrzał w oczy i powiedział:
- I tak właśnie drogi kolego, spieprzyłeś coś naprawdę pięknego.
Po czym wybiegł za Laurą, która od 10 min leży w łóżku skulona i płacze w poduszkę. Nie miała pojęcia, że Ross byłby do czegoś takiego zdolny. A jednak, pozory mylą. Nagle poczuła jak obok niej materac się ugina.
- Hej słodziaku, nie płacz. Nie warto.- Ell przytulił brunetkę i podał jej pudełko lodów.
- Ale, Ell.- pociągnęła nosem.- Czy naprawdę tak łatwo mnie zastąpić?
- Nie, Lau ty jesteś niezastąpiona. To Ross jest kompletnym idiotą.
- Mówisz o swoim przyjacielu, Ell.
- Przyjacielu? Lau, jak mogę go tak nazwać, gdy on zrobił ci takie świństwo?
- A wiesz co jest najgorsze? To uczucie, że mimo wszystko, mimo tego co mi zrobił, że mnie skrzywdził. Nadal..- pociągnęła nosem.- nadal go kocham.
- Kochana, przyjdzie taki czas, kiedy to jemu będzie zależeć, a ty będziesz miała to gdzieś.
   Po tej rozmowie Laura zrozumiała, że to koniec. Że nie powinna się tak użalać. Od dnia zerwania minęły dwa tygodnie, a Ross i Laura nie utrzymywali kontaktu. Pewnego dnia, brunetka siedzi w parku i czyta książkę. Gdy usłyszała jak burczy jej w brzuchu postanowiła wrócić do domu. Niestety, spotkała Rossa i Courtney, chciała ich ominąć lecz oni szli w jej stronę. Przybrała na twarz sztuczny uśmiech, gdy przystanęli koło niej Court z chytrym uśmiechem wręczyła jej kopertę, a blondyn nie odezwał się ani słowem, a następnie odeszli. Gdy Lau wróciła do domu, otworzyła kopertę. Zaproszenie na ślub. Miał się odbyć za tydzień. Pomyślała, że bardzo się pośpieszyli, ale stwierdziła, że pójdzie. 
  Siedziała w ostatniej ławce w kościele, ubrana w sukienkę i w sztuczny uśmiech. Ceremonia się rozpoczęła, a ona z trudem powstrzymywała łzy. Ell widząc to złapał ją za rękę. To miała być ona. Nie żadna Courtney. Gdy blondyn wypowiedział sakramentalne Tak, wybiegła cała z łzach z kościoła. Postanowiła, że szczęścia w Los Angeles nie znajdzie, więc zdecydowała wyjechać do Nowego Jorku. Gdy poinformowała o tym resztę, wszyscy byli przeciwni, lecz nie okazywali tego. 
   Nadszedł dzień wylotu Laury. Właśnie zmierzali na lotnisko, nawet Ross. Brunetka zaczęła się ze wszystkimi żegnać.
- Kocham cię siostra, pisz, dzwoń i wracaj najlepiej.- zapłakana Vanessa przytuliła Laurę.
Następnym w kolejce był Riker.
- Dbaj o nią i nie pozwól jej do końca ześwirować. Kocham cię.- Laura przytuliła blondyna.
- Zapewniam ci, że o to zadbam. Ja ciebie też, ślicznotko moja.
Podeszła do Rocky'iego.
- Oj, Lau. Z kim ja teraz spędzę popołudnia przed telewizorem i jedząc niezdrowe żarcie?- brunet przytulił dziewczynę.- idź dalej i nie patrz jak płaczę, a tak poza tym masz tutaj na pamiątkę.- wręczył jej opakowanie żelek, a ona w zamian pocałowała go w policzek.
Podeszła do Rydel, która cała we łzach rzuciła jej się na szyje mówiąc, już tęsknię słońce.
Następny był Ell.
- Oj młoda, młoda. Kiedyś cię tam odwiedzę. Dzwoń do mnie codziennie, jasne?- ona przytaknęła i pocałowała go w policzek i przy okazji szepcząc do ucha dziękuję za wszystko.
Ostatni został Ross. Podeszła do niego ze łzami w oczach.
- Pa, Ross.
Chciała już odejść, gdy on złapał ją za nadgarstek.
- Lau, proszę. Nie jedź.- zauważyła w oczach blondyna pełno łez.
- Ja też tyle razy cię prosiłam, a ty nie słuchałeś. Tylko nie potrafię ci wybaczyć, że byłam twoją zabawką.
- Laura! Ale ty nie rozumiesz. Ona mnie zmusiła, powiedziała, że jak nie zacznę z nią chodzić to...- coraz to więcej łez leciało z jego oczu.- ona coś ci zrobi. Lau ja nie chciałem i nie chcę tego związku, proszę uwierz mi!
-Ross, błagam cię nie wymyślaj historyjek. Kłamiesz mi prosto w ozy, to tak jakbym ja ci teraz powiedziała, że cię nie kocham. A nie powiem tak, bo ja nie okłamuje innych. Żegnaj, Ross.
- Lau proszę, ja nie chce cię stracić. Ja cię kocham.
- Dla mnie te słowa z twoich ust nie mają już znaczenia. A teraz mnie puść, muszę iść.
    Blondyn nie chciał tego zrobić, więc brunetka wyrwała mu się i ze łzami w oczach odeszła. Wtedy widział ją po raz ostatni. 
   Podczas wyjazdu Laury, blondyn rozwiódł się z Courtney, a także nie rozmawiał z nikim. Nic nie jadł, tylko pił wodę. Przez to doprowadził się do anoreksji. Pewno dnia Rydel nie wytrzymała i poszła do pokoju swojego brata. Ona też cierpiała, że brunetka wyjechała, ale bardziej bolał ją fakt, że to przez jej brata. Gdy zapukała do drzwi, nikt nie odpowiedział, nie było słychać żadnego mruknięcia ani nic. Chwyciła za klamkę- otwarte. Weszła w głąb pokoju i zobaczyła na łóżku leżącego Rossa, któremu nawet klatka piersiowa się nie unosiła. Spanikowana szybko podbiegła do brata, sprawdziła puls, jak się okazało, nie wyczuła go. Spojrzała na drugą dłoń Rossa i zobaczyła puste opakowanie tabletek usypiających, gdzie powinno znajdować się 50 kapsułek. Zaczęła krzyczeć, płakać i uderzać pięściami o łóżko. Do pokoju wbiegła reszta domowników, na ten widok wszyscy zakryli usta, a z oczu wypłynęły łzy. Laura nie została poinformowana o zgonie Rossa, powiedzieli jej, że blondyn wyjechał i nie chce z nikim utrzymywać kontaktu. 

KONIEC
I jak wrażenia?
Jak mi wyszedł?
Rozdział- kiedyś na pewno 
No to komentujcie misie pysie 
Kocham was 
/Szylwia

niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział 33

*W poprzednim rozdziale*
,,- Kocham cię.
- Ja ciebie też. - zmarszczyłem brwi chwytając ją pod rękę. Uniosłem głowę. - Umm, Laura? Czy mi się wydaje, czy powinniśmy już wracać?
Laura spojrzała na mnie z ukosa i powoli odwróciła się. Nie zdążyła wypowiedzieć słowa, bo tubylec przystawił mi dzidę do gardła."


#Ross
- Co wy robić na nasza ziemia?- odezwał się, chyba wódz gromady.
- My chodzić tylko, my nie chcieć nic złego.- wow, Laura uczyła się ich języka?! Też się chyba zapiszę na kurs, tylko jaki to jest? Tubylski? Muszę zapytać o to Lau.
- My wiedzieć, że wy obcokrajowcy, czego wy chcieć?
- My przychodzić w pokoju, my nie chcieć zginąć, my być za młodzi, my być zakochani i zaręczeni, my będziemy mieć dziecko.- dobre, dobre Lau, wezmą nas na litość. Banda tubylców zaczęła szeptać między sobą, a po chwili spojrzeli na nas. Mam się szykować na bycie parówką?
- My lubić dzieci, więc my puścić was wolno.
Następnie rzucili swoje dzidy na ziemię i weszli w głąb krzaków.
- Ekstra! Nie muszę wydawać kasy na pamiątki dla reszty!- podbiegłem do kijów i zebrałem dla braci. - Nieźle im nakłamałaś z tym dzieckiem!
- Taaak, wiem.- zauważyłem, że brunetka wymusiła uśmiech. Podszedłem do niej i chciałem się do niej przytulić, lecz mnie odsunęła.
- Mogę wiedzieć o co ci w tej chwili chodzi?!
- O nic! Po prostu jestem zmęczona.- nawet na mnie nie czekając ruszyła w stronę hotelu, a gdy ją dogoniłem i chciałem chwycić za dłoń, wyrwała ją i powiedziała ,,daj mi spokój". No nie powiem, zabolało. Reszta drogi minęła nam w nieprzyjemnej ciszy. Gdy doszliśmy do budynku powiedziała mi tylko, że idzie do Rydel i tyle ją widziałem. Wiem, że nie powinienem ale 5 minut zaczekałem w holu, a następnie poszedłem w tym samym kierunku co ona. Gdy byłem pod drzwiami siostry przystawiłem ucho, usłyszałem jak Lau szlochała.
- Rydel, ja nie wiem jak mam mu to powiedzieć! On myśli, że ja kłamałam o tym dziecku. Twój pomysł z tymi tubylcami nie wypalił. Mówiłam, że to się nie uda i on nie uwierzy! W jaki sposób mam mu to powiedzieć. Tak po prostu do niego podejść i ,,słuchaj kochanie, zostaniesz ojcem". Przecież on mnie rzuci.- Laura jest w ciąży? Będę tatą?
- Lau, nie mów tak, znam swojego brata od 20 lat, wiem że on ci czegoś takiego nie zrobi.- Rydel ma rację, przecież kocham brunetkę i jej się oświadczyłem, przecież po ślubie mamy stworzyć szczęśliwą rodzinę, moje marzenie się powoli spełnia. Odsunąłem się od drzwi i gwałtownie odwróciłem, aż wpadłem na Rikera, który stał za mną z założonymi rękami.
- No bardzo nieładnie braciszku, musimy porozmawiać i porządnie cię wychować.- złapał mnie za ucho i zaciągnął do mojego i Lau apartamentu. Posadził na łóżku i dopiero puścił moje ucho.
- Ała? Nie łatwiej było złapać mnie za rękę?
- Nie, bo to wyglądałoby pedalsko.
- Co ty ode mnie chcesz?
Riker podszedł do mojej szafki nocnej i wyciągnął z niej prezerwatywy.
- Nie sądziłem, że będę musiał z tobą gadać na takie tematy. Trochę wiocha, ale może być ciekawie. Wiesz może braciszku co to takiego?
- Nie jestem taki tępy! Wiem, że to są gumki.
Nagle blondyn z pozycji stojącej rzucił się na mnie, aż leżałem, a on siedział na mnie okrakiem i podduszał opakowaniem prezerwatyw.
- Najwidoczniej gnoju nie wiesz jak ich się używa! Jak mogłeś no! Tak trudno było sobie założyć, co?!
Zepchnąłem z siebie Rikera i pobiegłem do łazienki, ukucnąłem przed kiblem i zwymiotowałem.
- Bracie wszystko w porządku?
- Biegnij po Laurę.
Zwymiotowałem jeszcze 3 razy, zanim brunetka się pojawiła. Klęknęła koło mnie i zaczęła odgarniać mi włosy, a potem garstkę ich związała w kucyka.
- Skarbie co się dzieje?
- Laura, ja wiem, wiem już.
- Ross, ale o czym ty mówisz?
- O dziecku. Wiem o dziecku, ja się cieszę, Lau.
Laura przytuliła się do mojego boku i pocałowała w ramię.
- Co się z tobą dzieje, blondi?
- Sam nie wiem wymiotuję, a wcześniej miałem biegunkę, tylko że ona pachniała tak słodkawo. Wiem, że to dziwne, ale tak było, Lau.
- Ross! Pokaż mi szybko ręce!- ledwo podniosłem kończyny i pokazałem Laurze.
- Dlaczego ja tego wcześniej nie zauważyłam! Nie, nie, nie!
W tej chwili obok Rikera pojawiła się Rydel i Vanessa.
- Co mu zrobiłeś baranie?!- Delly uderzyła blondyna w tył głowy.
- Nic! Ja go podduszam.- blondynka spojrzała na niego cała czerwona.- Znaczy poduczam, a ten nagle ucieka by robić rzygu rzygu do kibelka.
- Vanessa! Wyprowadź go natychmiast zanim go topu topu do kibelka!
Za chwile dało się usłyszeć, jak Van krzyczy na Rikera i trzaśnięcie drzwi.
- Co się z nim dzieje?- Rydel opanowała emocje i podeszła do nas.
- Wymiotuje, miał biegunkę i teraz zauważyłam, że zmarszczoną skórę. Rydel masz przy sobie telefon?- wyczułem zmartwienie w głosie Laury, co mi może dolegać?
Blondynka podała Lau różowe urządzenie, a ta zaczęła coś wpisywać. Po chwili wypuściła telefon z rąk i zaczęła płakać.
- Laura! Co się dzieje?
- Ross.- wstrzymała się na chwilę i pociągnęła nosem.- Jesteś chory na cholerę.
Teraz wybuchła płaczem, a mi pozostało tylko ją objąć. Spojrzałem na Rydel, której pełno łez leciało po policzkach.
- Rydel jedźmy do szpitala.
Blondynka przytaknęła i wyleciała z naszego pokoju, zapewne by poinformować resztę. Laura dalej płakała, przygarnąłem ją mocniej do siebie.
- Kochanie, nie płacz, nic mi nie jest.
- Ross, nie mów tak. Cholera to poważna choroba.
- Wygram walkę, dla naszej trójki.
- Trójki?
- Ja, ty i nasze dziecko.
Lau pocałowała mnie w policzek, po kilku minutach w naszym apartamencie pojawili się wszyscy.
- Możemy jechać.
____________________________
SYLWIA RUSZYŁA DUPE OK 
CZEKAM NA OPIEPRZ 
BO MI SIĘ ZALEŻY
MAM NADZIEJE, ŻE ROZDZIAŁ SIĘ PODOBA
LICEUM TO GÓWNO
10 KOMENTARZY=34 ROZDZIAŁ
/Wasza leniwa Szylwia <333
NAJLEPSZEGO GRUBY RIKERZE, OBYŚ PRZYTYŁ <3 <3