czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 26

#Ross
    Urodziny Lily trwały do 23. Znaczy o tej godzinie się wymknęliśmy z jej domu, oprócz Rocky'iego. Siostry Marano pojechały razem z nami do naszego domu. Jest godzina 23:05, a wszyscy się kłócą kto z kim śpi. To oczywiste, że ja z Laurą. Pfy, nikt inny nie odważy się o nią zapytać.
- A mogę ja z Lau?- oj, Ell. Grabisz sobie chłopie.
- Nie ma takiej opcji.- zasłoniłem brunetkę swoim ciałem, następnie wziąłem ją na ręce i zaniosłem do mojego pokoju.  Postawiłem Lau na podłodze.
- Mój mały zazdrośnik.- zaczęła jeździć palcem po mojej, no nie powiem, umięśnionej klacie.- Mógłbyś przynieść mi herbatkę, kotku?
- Już idę, kochanie.- z trudnością wyszedłem z pokoju. Cholera, uległem jej. Poszedłem do kuchni i zaparzyłem kubek herbaty. Wróciłem do pokoju i podałem naczynie, siedzącej na łóżku Lau.
- Ja idę wziąć prysznic, zaraz wracam. - pocałowałem ją w policzek i wszedłem do łazienki. Po umyciu się wyszedłem z niej w samych bokserkach, jak na co dzień. Nagle poczułem jak brunetka kładzie mi swoje ręce na torsie i namiętnie całuje, co odwzajemniłem. Lau podskoczyła i oplotła mnie nogami, a ja położyłem dłonie na jej pupci. Wplotła swe palce w moje włosy i co chwile je szarpała. Bożeno, jak cudownie. Po chwili poczułem jak Laura daje mi z liścia.
- Przyznaj się co dosypałeś mi do herbaty!
- Ja? Nic, przysięgam.
- Gadaj!- zeskoczyła ze mnie i patrzyła złowrogo. Nie wytrzymam.
- Dobra! Masz mnie! Wsypałem tam 4 łyżeczki cukru.- podniosłem ręce w geście obrony.
- Ty seksowna szujo! Ja ci zaraz dam...- oczywiście jak to ja, przerwałem jej.
- Buziaka?
- Chyba kopa w dupę. Teraz ja idę się kąpać.- odepchnęła mnie i weszła do łazienki, a ja położyłem się na łóżku. Po iluś tam minutach Lau wyszła z łazienki w MOJEJ koszulce.
- Ja się pytam. Co to ma znaczyć?- wskazałem na nią.
- Przyzwyczajaj się. Co twoje to i moje. No i na odwrót.- położyła się koło mnie.
- Czyli...
- Nie, nie możesz zakładać moich staników.
- No, ej no!- uderzyła mnie dłonią w tors. Ałć! Za to, ja ją przytuliłem i zasnęliśmy.

#Riker
    Gdy nasza Raura uciekła do pokoju Rossa, Vanessa wygrała bitwę o to, że śpi u mnie. Nieważne, że nie miała przeciwnika. Czarnowłosa cała w skowronkach wskoczyła mi na barana, a mi kazała iść do pokoju. Po pokonaniu wspinaczki po schodach nareszcie dotarliśmy. Znaczy- JA dotarłem. Van zeskoczyła z moich pleców, a zaraz była na moim łóżku i zaczęła wąchać pościel.
- Mmm, ale cudnie pachnie.- zapowiada się ciekawa noc.- Która to twoja poduszka?
Podszedłem do łóżka i wziąłem do rąk moją podusię w tęczusie.
- Zajmuję!- pisnęła i wyrwała mi ją. Smuteczeg. Położyłem się obok, znaczy tam gdzie było miejsce i spojrzałem na rozłożoną prawie na całym łóżku, Van.
- Pójdziesz jutro ze mną na siłownię?- zapytała po chwili.
- Uważasz, że jestem gruby?
- No dobra, jak nie chcesz, to nie.
- I do tego leniwy?
- Uspokój się, Riker.
- Uważasz, że histeryzuję?
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi.- przekręciła oczami.
- Teraz, że przeinaczam prawdę?
- Nie, nie musisz ze mną nigdzie iść.
- Tak, a dlaczego ci tak zależy, by iść sama?
- Riker, przestań! Natychmiast się uspokój. - kocham jak się wkurza.
- Uspokoję się, jak ty mi lepiej powiesz, jak można ufać komuś kto krwawi przez 5 dni i nie umiera?!- rozłożyłem ręce, a Van spojrzała się na mnie dziwnie.- Tak, dokładnie. Mówię o kobietach.
- Ty grubasie! Przegiąłeś!- zaczęła okładać mnie MOJĄ podusią. Odebrałem jej nowe narzędzie zbrodni i złapałem za nadgarstki. Tak, teraz jest dobry moment. Przekręciłem się tak, że byłem nad nią i spojrzałem w jej oczy. O, Bożeno. Nie mogłem się powstrzymać i pocałowałem ją. Nie zgadniecie, odwzajemniła pocałunek.

#Rydel
   Spojrzałam na zegarek- pierwsza w nocy, a ja nie mogę zasnąć, świetnie. Wzięłam telefon i napisałam do Ella, może nie śpi.
,, Przyjdziesz do mnie?"
Nieważne, że mieszka za ścianą i sama mogłam do niego pójść.
,, 2 słowa, 8 liter i jestem twój! ❤"
,, Mam żelki?"
,, Znasz mnie najlepiej..."
Po chwili usłyszałam jak drzwi do mojego pokoju się otwierają, a zaraz zamykają. Następnie brunet kładzie się koło mnie i obejmuje. Ja sięgam do szuflady i wyjmuję trzy paczki żelek.
- Schowaj to, żartowałem.- poczułam jak się śmieje, a następnie całuje mnie w głowę. Mój słodziak.- To co się dzieje, księżniczko?
- Nie mogę zasnąć, Ell.- po chwili ziewnęłam.
- Ale jesteś śpiąca. Zostać z tobą?
- Jakbyś mógł.- uśmiechnęłam się pod nosem. Ell bardziej mnie przygarnął do siebie, a ja powoli pod wpływem ciepła i jego zapachu- zasypiałam. Ale nagłe usłyszałam jak brunet szepcze moje imię.
- Ryd, śpisz?
- Nie śpię. A co chcesz?- ponownie ziewnęłam.
- Bo ciągle mnie zastanawia jak Edward radził sobie gdy Bella miała okres. Przecież miał czuły węch i na pewno wyczuwał zapach krwi! A może ona dawała mu tampony do ssania?
- Ell, to jest bardzo dobre pytanie, ale pogadamy o tym jutro. Dobranoc, skarbie.- pocałowałam go w policzek i bardziej się do niego przytuliłam. Na samą myśl o jego pytaniu uśmiechnęłam się pod nosem. Po jakimś czasie moje powieki stały się ciężkie i zasnęłam.
____________________________________
A oto rozdział 26 ❤
Mam nadzieje, że mi się udał! 
Przepraszam za jakiekolwiek błędy!
~Szylwia.
❤63 dni do koncertu shdghgtdgrhdhgjfhyk ❤
No to jak zwykle:
10 komentarzy= 27 rozdział 


piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 25

#Riker
Stałem przed domem Vanessy już dobre 5 min. Co ta dziewczyna tam robi?! Pukałem już z 50 razy i dzwoniłem dzwonkiem 100. Chyba widziała mojego smsa? O, co to? No świetnie, rozpadało się. A to co to? No nie wierzę, grad  w lato?! Vanessa, przysięgam, już po tobie. W tej chwili drzwi zaczęły się uchylać. Stanąłem w pozycji boksera przygotowany na atak, aż tu nagle...
- Hej - powiedziała nieśmiało Vann.
C-co to ma ja się pytam być...? Cz-czy ja mam zwidy?
- O, sorry, chyba pomyliłem domy, szukałem Vanessy Marano, a nie anioła - walnąłem zacinając się i pośpiesznie zawróciłem. Usłyszałem za sobą śmiech. No genialnie, ośmieszyłem się właśnie przed chyba-sąsiadami-Vanessy, bo przysiągłbym, że to jej adres!
- Idioto, to ja - usłyszałem i z buzią, która wyglądała jak skarbonka odwróciłem się powoli. - Wybieram się jutro na urodziny mojej kuzynki i musisz ocenić jak wyglądam - uśmiechnęła się i zrobiła obrót. Spojrzałem zdziwiony na jej bose stopy. - A, tak. Nie mam jeszcze butów.
- LILY MA JUTRO  URODZINY?! MIAŁA MIEĆ ZA MIESIĄC! - krzyknęła Laura, która nie wiem skąd i kiedy znalazła się za mną. - PRZESZ JA SIĘ NIE MAM W CO UBRAĆ.
Eh, te kobiety. My, faceci, mamy jeden garnitur, góra dwa i chodzimy w nim na śluby, pogrzeby, urodziny, spotkania z Kapitanem Ameryką i co? Wszyscy wyglądamy prawie tak samo i koniec świata jakoś nie następuje!
- NASTĄPI KONIEC ŚWIATA - usłyszałem jeszcze jak Lau wbiegała do mieszkania. Przewróciłem oczami i westchnąłem głęboko.
- Hej, jak my będziemy małżeństwem też będziesz musiał wysłuchiwać takich gadek! - Vanessa ze zrezygnowaniem weszła do domu, a ja poszedłem w jej ślady śmiejąc się pod nosem.
- I co sądzisz? - zapytała spuszczając wzrok.
- I CO SĄDZICIE? - zawołała Laura zbiegając ze schodów z czarną sukienką w ręce. Eh, te kobiety.
Uśmiechnąłem się nie mogąc oderwać wzroku od Vann. Wyglądała tak pięknie. Jak anioł. Miała na sobie czerwoną, wykrojoną, rozkloszowaną sukienkę i ten makijaż... Czy ja przypadkiem się nie ślinię? Sprawdziłem dyskretnie. Wszystko gra.
- Będziesz wyglądać przepięknie. Jak księżniczka. Jak królowa. Zresztą zawsze tak wyglądasz, ale dzisiaj już przegięłaś - powiedziałem poważnie, unosząc głowę.
- Dzięki Riker, wiedziałam, że mogę liczyć na twoje zdanie! - uśmiechnęła się Lau i pobiegła na górę.
Zaśmialiśmy się z Vann jednocześnie, spoglądając sobie w oczy.
- Mam nadzieję, że wiesz, że to było do ciebie? - uśmiechnąłem się. Brunetka przytaknęła głową uśmiechając się szeroko. No Riker, dziś jest twój szczęśliwy dzień.

#Ross
Cały w skowronkach zszedłem na dół do kuchni. Nie mogę uwierzyć, że jestem z Laurą. To najpiękniejszy dzień w moim życiu! O tej chwili, kiedy mnie pocałowała, mogłem tylko pomarzyć. A jednak!
- Ross, jesteś najprzystojniejszym i najfajniejszym gościem pod słońcem! - krzyknąłem widząc swoje odbicie w talerzu. Uśmiechając się szeroko nuciłem pod nosem piosenkę Black Magic Little Mix, przy okazji przygotowując sobie jedzonko. Ale zaraz... Jakoś tak nagle cicho się zrobiło, a to nowość w tym domu. Hmm... Laura pojechała do domu, Rydel wyszła na zakupy, Riker... gdzieś się włóczy pewnie, ale Ell i Rocky? Przecież to główni prowokatorzy w tym domu. Coś mi się tu nie podoba.
Założyłem na głowę czapkę a'la Sherlock Holmes, która leżała na lodówce chyba z 10 lat i pośpiesznie włożyłem do buzi fajkę z bańkami. Chwytając notes i złamany ołówek ruszyłem na śledztwo do salonu. Jakie mamy poszlaki? Skarpetka Rockiego na świeczniku - norma. Trampek Ella za szafą. Hej, czy to nie ten trampek gościu zgubił pół roku temu? Nagle usłyszałem szepty.
- Ej, 2 tony żelków to trochę za dużo. Ja przystaję przy 1,8 tony.
- Człowieku, musimy mieć jeszcze coś na potem! Wiesz, pierwsza noc, pierwszy poranek...
- Ale pamiętaj, że mamy już 50 kg karmelków, ogromnego żelka w kształcie serca i 2 baseny kisielu! A, no i jeszcze 4 metrowy tort z cukierków!
- To ma być niezapomniana uroczystość, stary, kto będzie wspominał imprezę, na której było tylko 1,8 tony żelków?!
- AAAA, MAM WAS! - wrzasnąłem z trzaskiem otwierając szafę, co spowodowało piskliwy krzyk dwójki podejrzanych siedzących w środku.
- NIE CHCĘ MIEĆ PROBLEMÓW Z PRAWEM, NIC NIE ZROBIŁEM! - krzyknął Ell zakrywając się sukienką Ryd wiszącą na wieszaku.
- PRZYZNAJĘ SIĘ, TO JA POPSUŁEM LAPTOPA ROCKIEGO, PRZYZNAJĘ SIĘ!
- IDIOTO, POPSUŁEŚ MI LAPTOP, A JA CI POMAGAM ŚLUB PLANOWAĆ?!
- Zaraz, jaki ślub?! - wydarłem się chcąc przekrzyczeć dwójkę bijących się brunetów.
- Twój i Lau!- powiedział zbyt szybko Ellington, zakrywając buzię drugiemu brunetowi. Ten ugryzł go w palec.
- Wcale nie, bo jego i Rydel! - krzyknął z miną bohatera.
Zaraz. C O ?
- Zamknijcie mordy, ogórki! - krzyknąłem i natychmiast poczułem ból gardła. Mój krzyk jednak opłacił się, gdyż parszywe grzyby w końcu się zamknęły. - Rocky, a umowa, którą podpisywaliśmy?!
- Miałem złamany środkowy palec i był przekrzywiony na serdeczny, nie pamiętasz?
- Kolejny kanciarz. - westchnąłem i zrezygnowany porozstawiałem brunetów po kątach, po czym poszedłem oglądać telewizję.

Następny dzień
#Rocky
Vann i Lau powiedziały nam, że Lily i nas zaprosiła na urodziny. Nie będę chodził na urodziny żadnej baby!
- Rocky, Ryd mi powiedziała, że będzie dużo jedzenia! - A może jednak będę.
Wynalazłem jakiś stary garnitur i założyłem go prędko. A to co to to je?
- To jest krawat, Rocky. - oznajmiła Laura. - Taki trochę męski naszyjnik, że tak powiem.
- Nie będę nosił żadnych naszyjników!
- No jak uważasz, ale te krówki to ja zjem. - A może jednak będę.
Ubrany jak idiota wsiadłem z Ellem, Rydel, i Vanessą do samochodu. Reszta jechała osobno. Nie, jakie osobno. Riker dostał sraczki i został w domu, więc Ross jechał z Lau, brawo chłopie. W kieszeni miałem cały zapas żelków, tak w razie czego, jakby jedzenia jednak nie było. MIAŁEM. ELL IDIOTA ZJADŁ MI NIEZAUWAŻALNIE, ZANIM DOJECHALIŚMY. DZIĘKI, STARY.
Wysiedliśmy przed ogromnym domem, który wyglądał jak pałac. Wszędzie wisiały jakieś durne balony i serpentyny. Nad dwoma kolumnami przyczepiony był napis "Happy B-day Lily". Obrzydlistwo. Nienawidzę różowego.
Wchodząc do środka moją uwagę przykuł ogromniasty stół, cały zapełniony żarciem! O mamuniu, jestem w niebie! Zacząłem biec w stronę mojego nieba przy okazji słysząc za sobą wykłady na temat kultury, gdy nagle... Ała! Wpadłem na kogoś! Co za ciota przede mnie we...
- Ups, przepraszam, nie powinnam tak tu latać - powiedziała cicho blondynka, na którą najwidoczniej wpadłem i właśnie na niej leżałem. Niee... Nie wierzę. Nigdy nie widziałem kogoś tak pięknego. O bobrze, o ludzie, o niebiosa, pierwszy raz w życiu spojrzałem inaczej na dziewczynę, nie na jedzenie! Rocky, idioto!
- Eee, ehee, emhee, eee - próbowałem coś z siebie wydusić, ale nie mogłem! No kurczę, co się ze mną dzieje?! Wszechwiedzący i najprzystojniejszy Rocky na świecie nie może nic nawet wydukać?!
- Emm, jestem Lily. - zaśmiała się nerwowo blondynka. Ubrana była  w świecącą, różową sukienkę. Kocham różowy.
 - A ty?
- Eeee...
Spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. Piękne, niebieskie oczy. Jak te żelki z nowej edycji specjalnej Haribo!
- Eeeeeee...
- No dobrze, a możesz ze mnie zejść?
- Eeee...
- Oh, okej. Możemy tak sobie leżeć, masz rację. - spuściła wzrok zmieszana i trochę niezadowolona.
- Rocky, ćwoku, złaź z tej pani! - krzyknął Ross idąc w naszą stronę.
- CAŁUJ ROCKY, CAŁUJ! - krzyknął Ell tańcząc i klaszcząc jak orangutan.
Potrząsnąłem głową i otrząsnąłem się.
- Przepraszam, jestem Rocky. Miło mi poznać. - uśmiechnąłem się i pomogłem Lily wstać.
Rossa chyba wryło, bo stanął z rozdziawioną buzią na środku sali z palcem w górze. Reszta poszła  w jego ślady. Oprócz Ella, oczywiście, który wciąż odprawiał tańce godowe. No co, chyba jak się damę poznaje, to trza się zachować?
- Mi również - zaśmiała się blondynka wciąż trzymając mnie za rękę. - Widzę, że masz zamiłowanie do jedzenia. Ja też! Dlatego zamówiłam mnóstwo słodyczy!
Mało brakowało, a zapytałbym ją, czy za mnie wyjdzie, przysięgam!
- Jak chcesz, mogę cię potem oprowadzić po domu - uśmiechnęła się nieśmiało odchodząc.
- Tak, pewnie, z przyjemnością. - odparłem wkładając ręce do kieszeni. Przyglądałem się jej jak odchodzi. Usiadłem rozmarzony na krześle. Eh, te kobiety

~*~
Hej, moje Misie! 
Tak, to ja! Większość za pewne mnie nie pamięta, albo w ogóle nie zna, bo nie było mnie tu ohoho. Ale obiecuję - poprawię się. Zdałam do liceum, wróciłam w wyjazdu, więc mam teraz mnóstwo czasu na różne rzeczy. Nie wiem jak z rozdziałem, wprawdzie pisałam sobie jakieś opowiadania podczas mojej nieobecności, ale nie że tak powiem "dla publiki". Zostawiam go do waszej oceny. Mam nadzieję, że ciepło mnie z powrotem przyjmiecie, ale oczywiście gotowa jestem na jeden wielki ochrzan, bo spójrzmy prawdzie w oczy - należy mi się. xd 
Zrobiłam dziś coś nowego, zwróciłam trochę uwagi na naszego drugiego bruneta, który na razie chował się trochę w cieniu. Co o tym myślicie? Uu, trochę się rozpisałam, ale to z miłości i tęsknoty za wami. :') Liczymy na jakieś komentarze, a i najważniejsze: baaaardzo was kochani przepraszam! Mam nadzieję, że mi wybaczycie. :) 
10 komentarzy= 26 rozdział ❤
Buźka,
/Kitka <3


poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 24

#Ross
  Gdy nareszcie udało mi się oderwać usta od warg Laury uśmiechnąłem się. Nadszedł czas kiedy mogę nazywać brunetkę MOJĄ DZIEWCZYNĄ. To takie genialne uczucie! 
- Kocham Cię. Lau.
- Ja kocham cię bardziej!
- Nie! Ja bardziej.
- Stanęłabym dla ciebie na klocki Lego!
- O Bożeno. wyjdź za mnie.- zaśmiała się i pocałowała w policzek.
- Może kiedy indziej.
Uśmiechnąłem się i splotłem nasze palce. Zaczęliśmy kierować się w stronę mojego domu. W przyszłości także jej, hyhy nie no, kupimy nowy. Będziemy mieć gromadkę słodkich Raurzątek. Nie no. żarcik. Dwa. trzy no może cztery dzieciaczki. Na samą myśl o tak cudownej przyszłości, chciałem zacząć biegać i piszczeć.
- Rossy, wszystko wporządku? Troszkę przyśpieszyłeś i nie nadążam z takimi krótkimi nóżkami.
- A jakże seksownymi.- poruszyłem brwiami, a brunetka się zaśmiała.- Sorka bejb, już zwalniam.
- Bejb? To takie urocze, aż śmieszne.- pocałowała mnie w policzek. ZNOWU
Zapanowała dość przyjemna cisza. Jeszcze jakieś 7 minut drogi i będziemy w domku. Właśnie przechodzimy koło fontanny, czyli jeszcze 5 minut. Nagle upadłem na ziemię pod wpływem jakiejś drugiej istoty. Pisk do ucha- najgorsze co może być. 
- Nie wierzę! Leże na Rossie Lynch'u! - kolejny pisk. Kolejny ból bębenków. A teraz ślepota, przez flesz aparatu. Ratunku, bo jeszcze kaleką zostanę.
- Przepraszam, czy mogłabyś zejść z Rossa?- Lau, ty moja wybawicielko!
- Nie jesteś moją matką, by mówić co mam robić.-  weź lepiej to grube dupsko ze mnie, bo się duszę! Zacząłem się wiercić, aż w pewnym momencie psychofanka spadła ze mnie i poturlała się dość daleko. Szybko wstałem na równe nogi i szybko łapałem oddech, złapałem Lau za rękę i zacząłem biec w stronę domu. Nasza podróż miała potrwać 7 minut, a nie 27! No ale już trudno. Nareszcie dotarliśmy pod dom i szybko weszliśmy do środka, mam nadzieje, że tamta nie wie gdzie mieszkamy. Błagam. Weszliśmy z brunetką do salonu i zobaczyliśmy jak Ell i Rydel siedzą na kanapie, a następnie słyszymy.
- Ej, mała. Słyszałem, że lubisz prawdziwych twardzieli. - na te słowa Rydel prychnęła śmiechem.
- No i co z tego?
- Nie chcę się przechwalać, czy coś, ale muszę chodzić spać o 22, a kładę się dopiero o 22:02.
- Łaał, czy to nie jest przypadkiem nielegalne?
- Nie wiem, szczerze mówiąc to mam wyrąbane. Lubię życie na krawędzi.- z kim ja mieszkam, no błagam co za podryw.
- Wyjdź za mnie!- że słucham, Rydel?! Czas wkroczyć do akcji. Stanąłem naprzeciwko nich, a oni popatrzeli zdziwieni.
- Nie zgadzam się na żaden ślub! Ryd będzie co najmniej do 35 roku życia singielką. 
- Ale, Ross! - Rydel teraz ja mówię.
- Nie dyskutuj młoda damo. To zostało zaakceptowane przez nas wszystkich, wraz z tobą Ell, nie pamiętasz?- spojrzałem na bruneta podejrzliwie.
- Podpisywałem to ze skrzyżowanymi palcami! 
- Ty zdrajco! - już miałem się na niego rzucić, gdyby nie mocne uściśnięcie dłoni i postać Rydel przede mną. 
- Może ty kochaniutki wytłumacz mi czemu to z Laurusią się trzymacie cały czas za rączki. Hmm?- 
- A no muszę się pochwalić, że jesteśmy razem.- podniosłem nasze złączone dłonie. Spojrzałem w oczy Ryd. Jej źrenice znacznie się powiększyły. Zaczęła skakać i piszczeć z Lau. Spojrzałem na kanapę, gdzie przed chwilą siedział Ell. Gdzie go wcięło? Spojrzałem na dziewczyny i zobaczyłem skaczącego z nimi bruneta. Podrapałem się po karku i poszedłem do pokoju. Zamknąłem drzwi i położyłem się na łóżku. Moje życie jest piękne. Nagle poczułem jak ktoś siada na mnie i namiętnie całuje. Jej brązowe loki łaskotały moją szyje, co było powodem uśmiechu podczas pocałunku. Lau odsunęła się na kawałek i uśmiechnęła się.
- A gdzie to mój skarb ucieka? 

#Riker
   Rocky napisał mi, że jest wypad do knajpy na mieście. Gdy tam pojechałem okazało się, że sobie ze mnie żartował i żaden nie przyjechał. Co za... no, brat. Korzystając z okazji zamówiłem sobie Coca-Colę Cherry. Moja ulubiona (moja też, omg to przeznaczenie.~od autorki). Wszyscy się dziwnie na mnie patrzyli. O co im może chodzić? Że siedzę sam? Wyjąłem telefon i zacząłem pisać sms'a do Vanessy.
,,Wiesz, siedzę sobie w barze."
W sumie długo nie musiałem czekać na odpowiedź, bo Van ciągle jest na telefonie i wiadomość otrzymałem po minucie.
,, Dlaczego mi to piszesz?"
,,Bo siedzę sam. :( "
,,No i?"
,,Piszę smsy, żeby ludzie wokół myśleli, że jednak mam jakichś znajomych."
,,I jak? A tak w ogóle chcesz jechać jutro ze mną do galerii po nowe buty?"
,,Kolejna niepotrzebna para? ;-; "
,,Wy faceci nigdy nas nie zrozumienie! Żeby mnie zrozumieć, musiałbyś we mnie wejść."
,, ..."
,,Kurde nie! Chodziło mi o to, żeby wejść w skórę kobiety."
,,Nie wiem o co ci chodzi, więc wpadnę za jakieś 20 minut spróbować cię zrozumieć."
_________________________________________

Witaaam moich ulubieńców!
Po 1. Chciałabym podziękować za komentarze pod rozdziałem 23 <3 Udało wam się za co z całego serduszka dziękuje!
Po 2. Rozdział dopiero dzisiaj, ponieważ wczoraj wróciłam z Włoch i nie miałam dostępu do bloga. Za co przepraszam!
Po 3. Chciałabym powitać nową czytelniczkę! Tak mówię o pewnej osóbce co narazie jest z Anonima! Zauważyłam twoje komentarze pod rozdziałami 18 i 22 <3 
Po 4. ZAKOCHAŁAM SIĘ W NOWYM ALBUMIE SHGSJDKGAWFRH A SZCZEGÓLNIE W ,, DARK SIDE " *-* 
Po 5. Dalej jedziemy 10 komentarzy= 25 rozdział ? Chyba taaak ;-; Przepraszam, jestem okrutna ;-;
Po 6. Przepraszam za jakiekolwiek błędy
Po 7. Mam nadzieje, że rozdział się podoba!
~Szylwia.


wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 23

*Rydel
- Ell, jeżeli masz zamiar dalej sobie żartować, to wyjdź z mojego pokoju.- wskazałam palcem na drzwi.
- Rydel, ale ja nie żartowałem!
- Powiedziałam coś! Mam już dosyć waszego debilnego zachowania. Więc, jeżeli masz mi coś jeszcze do powiedzenia to mów, a potem wynocha.- jestem mega wkurzona. Nie dość, że mieszkam z 4 małpami, to jeszcze ani chwili spokoju nie dają. Dlaczego ja nie mam siostry? Dlaczego!- To masz mi coś do powiedzenia czy stąd idziesz?
- Kocham cię, Rydel.
- Ell! Przestań żartować! Zakaz żelek na tydzień, bo widzę, że coś z główką nie tak. A teraz won mi z pokoju.- co za idiota, nie pozwolę sobie, ze mnie żartować. Co to, to nie. A poza tym , to był kiepski żart. Nawet się nie nabrałam, pff.
- Rydel, ale zrozum...- nie będzie mi gościu kitu wkręcał.
- Nie czas na głupoty, Ell.- usiadłam po turecku na łóżku i czekałam, aż brunet wyjdzie.- Długo jeszcze tak bezczynnie będziesz siedział?
Chłopak dalej siedział u mnie, sięgnęłam po telefon i zaczęłam przeglądać Twittera, gdy nagle Ell wyrwał mi urządzenie z ręki. Podniosłam wzrok na niego, a on mnie pocałował. Najpierw całował delikatnie, tak jakby był niepewny swoich czynów. Gdy chciał już się odsunąć... Odwzajemniłam pocałunek! Właśnie w tej chwili, całuję się z przyjacielem, w którym bujam się od 3 lat. Jestem w niebie, ale tak nie może być... A jeśli znowu założył się z Rocky'm? Nie raz się o coś debilnego zakładali i zawsze to coś było związane ze mną. Odsunęłam się od chłopaka.
- Ell, my nieee...- brunet ponownie namiętnie mnie pocałował i wsadził coś pomiędzy moje cycki. Następnie oderwał te słodkie usta od moich i wybiegł chichocząc z mojego pokoju. Sięgnęłam w biust i wyciągnęłam zgiętą karteczkę, rozwinęłam ją.
,, To nie był zakład. 
Nie żartowałem.
Kocham Cię.
Teraz wierzysz?
~ Taki jeden, pewnie nie znasz."
Jak każda dziewczyna po otrzymaniu słodkiego liściku, przeczytałam to chyba z milion razy. Zaśmiałam się i schowałam karteczkę pod obudowę telefonu. I jak tu nie kochać takiego idioty? No nie da się. 

*Ross
  Czy ja właśnie pocałowałem Laurę? Chyba, że ja śnię. Przetarłem oczy i wszystko było tak jak wcześniej.
- Wszystko w porządku, Ross? - spytała ze słyszalną troską, moja kochana Lau.
- Tak, znaczy nie. Nie wiem.- co mi jest? A no tak, zakochałem się.- Czy ja śnię?
- Nie, Rossy.- najlepsza na świecie dziewczyna poczochrała moje włosy. Jakim ja jestem wielkim szczęściarzem, że ją poznałem. To był najlepszy dzień mojego życia, nie licząc dzisiejszego, dnia naszego ślubu i pierwszego razu. Znaczy... Tego nie było! 
- Uff, to dobrze. Na czym my skończyliśmy?
- Nie chciałbyś, no nie wiem, o coś mnie zapytać?- Laura zaczęła kręcić kosmykiem włosów. Hmm... Co ona może mieć na myśli... Przed chwilą się całowaliśmy i wyznałem jej uczucia. No, tak! Idiota.
- Lau, bardzo dobrze wiesz, że bardzo cię kocham. A jak nie, to teraz już wiesz.- uśmiechnąłem się, co odwzajemniła.- Dlatego, nie zechciałabyś zostać moją żoną?- brunetka pstryknęła mnie w czoło.- Znaczy dziewczyną! Boże, dlaczego ty tak na mnie działasz, dziewczyno?!
- No wiesz, ma się ten urok osobisty. A co do pytania, to nie wiem sama.- zrobiła zamyśloną minę. Czy ona tak na serio? Myślałem, że jednak coś do mnie czuje, a tu klops. Mój humor się pogorszył i to zdecydowanie. Ponownie Lau pstryknęła mnie w czoło, pazury to jednak ona ma ostre.
- Ała! Daj mi spokój.- zacząłem wracać do domu.
- Nawet nie dasz buziaka na pożegnanie swojej dziewczynie?- po usłyszeniu tych słów natychmiast się zatrzymałem i na jednej pięcie się odwróciłem. Patrzyłem ciągle zdziwiony na brunetkę.- No co tak stoisz, głąbie. Może byś się tak ruszył i dał całusa, hmm?
Kolejny raz nie musi powtarzać, podszedłem do niej dość szybko i złączyłem nasze usta w pocałunku. Po cholerę chciałem iść do domu.
___________________________________
No i przybywam z nowym rozdziałem :D
Jak wam się podoba?
Uwierzcie mi, starałam się.
To co nowa zasada? 
10 komentarzy= 24 rozdział
Nie chcę tego wprowadzać, ale nie dajecie mi wyboru leniuszki <3 
I tak was kocham mocno! 
Wybaczcie mi to, że jestem taka okrutna!
~Szylwia.
(kocham ich nooo)


sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 22

Dedyk dla Pinni Pay  dziękuje za długi komentarz (lubię takie hyhy) Kocham cię! A was zapraszam na jej bloga, którego gorąco polecam! :*

*Laura
    Odkąd wróciłam do domu to leżałam na łóżku i myślałam o pewnym osobniku, bardzo przystojnym osobniku (Ross). Jedyna myśli, która przeszła mi przez głowę chyba z 1000 razy to cholernie go kocham. No i to jest pewne, ale muszę mu to powiedzieć. Zwlekłam się z łóżka, ubrałam przewiewną sukienkę i poprawiłam włosy. Zeszłam na dół i zobaczyłam, że nie ma w domu Vanessy, więc wróciłam do pokoju po klucze i założyłam kochane convers. Wbiegłam jeszcze do kuchni po kochaną gruszkę i wyszłam z domu, zamykając drzwi na klucz. Ruszyłam do Lynch'ów przez park. Jak zwykle z moim genialnym szczęściem wpadłam na kogoś.
- Och, kurczaki. Bardzo przepraszam!- zaczęłam szukać mojej gruszki, nie zwracając uwagi na poturbowanego.
- Serio, Lau? Kurczaki? Dlaczego ty tak brzydko mówisz?- cholera, Ross. Spojrzałam na niego zapewne z idiotyczną miną. Nie jestem gotowa! Nie przewidziałam tego, że go teraz spotkam. Akurat w tym momencie! Musze coś wymyślić.
- Przepraszam, Ross ale śpieszę się.- chciałam go wyminąć lecz poczułam jak łapie mnie za nadgarstek, a ja powracam na wcześniejsze miejsce. Nikt z nas się nie odzywał, co bardzo mnie wkurzało. - Chciałeś o czymś pogadać?- nie wytrzymam już dłużej no! Ale blondyn stał jeszcze jakieś 5 minut, po czym podnióśł wzrok i spojrzał mi prosto w oczy. - Dlaczego tak na mnie patrzysz?
- Bo jesteś piękna.
- Ross, ja muszę iść.
- Zrozum, że ja powoli nie wytrzymuję! Mam odpuśćić? Nie pisać? Nie kontaktować się? Zapomnij, możesz robić wszystko, ale ja sie nie poddam.
-Ross, daj spokój.
-Kurwa, kiedy Ty, zrozumiesz, że zależy mi na tobie, jak na nikim innym?- teraz to mnie kompletnie zamurowało. Nie mam pojęcia, co mogę mu odpowiedzieć. Moje serce przyśpieszyło, a w głowie pojawiło się pełno myśli o blondynie. Do cholery, co ja mam mu powiedzieć. Blondyn na mnie patrzył, a następnie podszedł bardzo blisko mnie i namiętnie pocałował. Poczułam na sobie kropelki wody. Aw, pocałunek w deszczu! Soł romantiko. Po jakimś czasie oderwaliśmy się od siebie, a ja zauważyłam, że to nie był deszcz lecz zraszacze. Ale i tak było słodko. Właśnie przeżyłam swój pierwszy pocałunek, prawie w deszczu i to z moim idolem, a zarazem przyjacielo- crushem! Czaicie bazę ludzie?!
Ej, chwila. Gdzie moja gruszka?

*Rydel
   Zaraz, szału dostanę! Ell leży już na mnie dokładnie 5 minut i 38 sekund. A skąd to wiem? On odlicza i sprawdza ile wytrzymam. Mógłby już ze mnie zejść. Chwila, przecież on ma łaskotki. No i tak, kilka ruchów palcami, a on już na ziemi. Jestem genialna.
- Ehh. Słabo, Rocky wytrzymał 30 minut.- przewróciłam oczami i nawet tego nie skomentowałam. Ell usiadł koło mnie na łóżku i nawet się nie odzywał. Skoro już się uspokoił, powróciłam do malowania paznokci. Po chwili usłyszałam jak brunet wzdycha, zignorowałam to. No i głośniej, ponownie nie zwracałam uwagi. Po chwili Ell aż krzyknął i się na mnie położył, by zwrócić na siebie uwagę. Przy okazji wylał lakier na moją pościel w kucyki Ponny.
- Zabiję cię! Ty pogromco różowych lakierów!
Złapałam za pierwszą lepszą poduszkę i zaczęłam podduszać chłopaka. Co za gnida! Chłopak zaczął się wiercić. Cholera, nie mogę go zabić bo pójdę siedzieć. Podniosłam poduszkę z twarzy Ella, a ten był cały czerwony.
- Ej, Rydel.- niech no on mnie lepiej teraz przeprosi!
- Tak?- no czekam Elluś, błagaj na kolanach.
- Masz na imię Google?
- Co? Nie, dlaczego?
- Bo masz wszystko, czego szukam.- puścił mi oczko, co za debil.- Masz patent ratownika?
- Niee?
- Bo utonąłem w twoich oczach.- głupie a zarazem słodkie.- Oj mała, gdybyś była rzodkiewką, już dawno bym cię wyrwał.
- Ell, skończ już.
- Możesz pomóc mi utrzymać równowagę?
- Co się dzieje?
- Chyba na ciebie lecę.
- Ell, skończ! Co ty sobie wogóle wyobrażasz?!
- Ciebie pod prysznicem.- On serio czy żartuje?
_______________________________________
Witam najlepszych czytelników na świecie!
Dodaje wam kolejny rozdział, który zapewne wyszedł krótki! Więc no, przepraszam misie!
Kocham was! No i pozostaje wam komentować i pisać co myślicie o rozdziale! Przepraszam za jakiekolwiek błędy <3 
~Szylwia.
(Kocham go)

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 21

#Ross
    Poczułem lekkie szturchnięcia w ramię. Otworzyłem oczy, czego od razu pożałowałem, ponieważ moje ukochane słoneczko trzepnęło mnie promieniami w oczy. Jęknąłem i przewróciłem się na drugi bok i zobaczyłem uśmiechniętą Rydel.
- No hej, maluszku.- poczochrała mi włosy i pocałowała w policzek. 
- Witaj moja blondi.- podparłem się na łokciach.- Co cię sprowadza w moje skromne progi?
- Skromne? Lepiej powiedzieć, że brudne. Przyszłam tutaj bo już 13, a ty śniadania nie jadłeś, więc prosze.- podała mi talerz z naleśnikami, usiadłem po turecku.
- Dziękuje siostrzyczko, a masz dla mnie...- nie dokończyłem, bo z szafki podała mi kubek z kakaem.- jak ty mnie dobrze znasz.
Rydel uśmiechnęła się i uszczypnęła mnie w policzek, a potem wyszła z mojego pokoju. Szybko zjadłem najlepsze danie świata, wypiłem najcudowniejszy napój świata i poszedłem pod prysznic. Zacząłem spłukiwać pianę z włosów, gdy nagle do głowy wpadła mi pewna melodia. Cholera, zaraz zapomnę jak nie zapisze jej gdzieś. Otworzyłem drzwi od prysznica i szybko z niego wyszedłem, co spowodowało glebę. No super. Szybko wstałem owinąłem dół ręcznikiem i wbiegłem do pokoju. A na moim łóżku siedziała Vanessa. Co ona tutaj robi?
- Wow, Lau miała rację co do twoich mięsni brzucha, ale nie o tym. Minęła jedna noc od jej powrotu, a ona już jest jakaś zmarnowana. Mogę wiedzieć co się wczoraj stało?
Usiadłem koło nej na łóżku i spojrzałem na nią.
- W pewnym sensie wyznałem jej uczucia.- Van rozszerzyła oczy.- Powiedziała żebym dał jej trochę czasu. Ona ma w sobie to coś, czego nie znajdę w innej dziewczynie. Sam nie wiem co to może być. Nie wiem co mam zrobić, co zrobić by była moja. Tylko moja.- spuściłem głowę.
- Wiedz, że błędy są dowodem na to, że sie starasz, a ten kto pierwszy wyciągnie rękę wcale nie jest stracony, on po prostu nie chce stracić tej drugiej osoby. Więc musisz coś wymyślić.
Położyłem się i zakryłem twarz dłońmi.
- Nie wiem co zrobić by Lau zrozumiała jak, jest cholernie dla mnie ważna. Ideał jest wtedy, kiedy ktoś kocha kogoś na tyle, że akceptuje w tobie wszystko. Kocha jego zalety i wady, zwycięstwa i upadki, wszystko co najlesze i  najgorsze. Ja to wszystko w niej kocham i wiesz co? Nie potrafię inaczej. Ona jest moim ideałem, nie mam bladego pojęcia jak jej to przekazać, że jest moim światem.
- Musisz walczyć o to co kochasz.- poklepała mnie po ramieniu i wyszła. 
Przeczesałem włosy i poczułem na dłoni pianę, no tak nie spłukałem jej. Cholera, nie zapisałem melodii. Dlaczego ten dzień już od rana jest taki pechowy? Poszedłem do łazienki, zmyłem pianę i wysuszyłem włosy. Ubrałem się i wziąłem do ręki gitarę. Może napisze piosenkę. Tylko o czym? No tak o kim by innym, jak nie o Lau. Zacząłem jeździć palcami po strunach. Ej, chwila. To ta nuta! Zacząłem kolejno zapisywać nuty na kartce, aż została zapisana cała strona. Zagrałem całą i powiem wam, że nie jest zła. No to lecimy z tekstem. No to teraz Lau wkracza do mych myśli. 

We're staying all night
Got blue jean baby
playing in my mind
She gets me so high
Giving me faith I gotta testify

And the way that she walks
I can't hide it 
If I say I don't it I'm lying
Hold tight 
A little bit on love

will change your life

O tak, to jest dobre! Można powiedzieć, że mam pierwszą zwrotkę. Juhu! Dobra, myślimy o Lau i co będzie pasowało dalej. Chyba coś mam.

She said I'm outta my head
I'm going outta my mind 
And when I'm out on the edge
will you save me 
Save me

Can we live for the moment
Can you live for tonight
Can we forget what was
broken an say say say we'll be

All right
Cause even if we change
we'll always be the same
All night
All night I promise if you stay
we'll never fade away
All night

Coraz to lepiej mi idzie. Nigdy tak dobrze nie pisało mi się piosenki, no ale co się dziwić skoro myślę o Lau, to bym mógł chyba z 50 piosenek o niej napisać. Ale dobra, kiedy indziej skończę tą piosenkę. Lece się przejść, może wtedy coś mi wpadnie do głowy. Może wstąpie do domu damy mego serca. 

#Rydel
   Siedziałam u siebie w pokoju i miałam czas dla siebie. Postanowiłam pomalować paznokcie u nóg, a potem obejrze jakiś film. Wybrałam z szuflady różowy lakier i zaczęłam malować. Po chwili dostałam smsa, numer nieznany.

Iestem twoiom rzonom rajdel iutro bjeżemy silób na karajibah.

Da faq? Kto sie wstawił i do mnie wypisuje? Eh, odpisze i może się dowiem komu odwala.

Skąd masz mój numer?

Powróciłam do malowania paznoki, ale nie jest mi chyba dane dzisiaj ich pomalować bo ciągle ktoś do mnie pisze, ja pitole.

Pszecierz dauaź mi go tamtei nocy nje pamjentasz?

Coś nagle upadło w mojej łazience i usłyszałam czyjś śmiech, mogłam się tego spodziewać.

Hej, Ell :D
Skąd wiedziałaś?!
To dzięki temu, że słyszę twój śmiech z kibla.

Po chwili usłyszałam jak drzwi od łazienki się otwierają, a z nich wychodzi ze spuszczoną głową Ell. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się, a nastepnie się cofnął. Ej, czy mam się bać?
- KANAPKA!- krzyknął i zaczął biec w moją stronę. Następnie wskoczył centralnie na mnie, przygniatając mnie. No świetnie. 
_____________________________________
Hejhejhej!

  • Skończyłam ten rozdział, mam wrażenie że wychodzą mi coraz to gorzej ale nieważne ;-;
  • Wiem, że jest zapewne krótki i beznadziejny ;-;
  • Nie zdziwię się jeśli będzie mało komentarzy ;-;
  • DZIĘKUJE ZA UWAGĘ ;-;
  • PS KOCHAM WAS ;-;

poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział 20

#Laura
    Dalej siedziałam i wpatrywałam się w Rossa, zapewne debilnie wyglądałam. No, ale kurde zamurowały mnie jego słowa. ,, Bo nie jesteś gotowa" ciągle te słowa chodziły po mojej głowie, ciekawe że ich jeszcze nogi nie bolą. Pocałowałam Rossa, a raczej musnęłam jego usta i wstałam.
- Daj mi trochę czasu.- podeszłam szybkim krokiem do drzwi.
- Ale, Lau...- i tyle usłyszałam bo wyszłam.
 Szybko skierowałam się do swojego domu, nie zwracałam uwagi na to, że kogoś potrącę, czy zdepczę ślimaka. Dla mnie najważniejsze jest to, żebym jak najszybciej dotarła do domu. Nareszcie przekroczyłam próg, zdjęłam swoje czarne conversy i pobiegłam do pokoju. Położyłam się, a raczej rzuciłam się na łóżko. Po moich policzkach zaczęły lecieć łzy, chociaż nawet nie zaczęłam przemyśleń. Wiedziałam, że jest jedno rozwiązanie i jedyna osoba, która może mi pomóc. Chwyciłam za telefon i weszłam w wiadomości, szybko napisałam ,,Potrzebuję cię tutaj. Obok mnie." i poszło. Nie czekałam długo na odpowiedź ,, Będę za 5 minut." Wiedziałam, że się nie spóźni. Odkąd się poznaliśmy mi pomagał i doradzał. Nagle moje drzwi się otworzyły.
- Witaj moja idealna, kochana, wspaniała, cudowna, słodka, najpiękniejsza, niepowtarzalna i urocza księżniczko.- no i położył się obok mnie.
- Hej misiek.- położyłam głowę na jego ramieniu.
- No to gadaj.
- Ale jak to?
- Słuchaj, na pewno coś się stało. Gdybyś miała dobry humor to na sto procent nie miałabyś rozmazanego makijażu, już przy wejściu dostałbym przytulasa. Więc opowiadaj co się stało, że jesteś w takim stanie.
Czy on musi mnie tak dobrze znać? No ale w sumie nie wyglądam za pewnie zbyt pięknie. Westchnęłam i odsunęłam się od chłopaka, usiadłam po turecku. Spojrzałam mu w oczy, ale zaraz spuściłam głowę.
- Chodzi o mnie i po części o Rossa. On chyba jest we mnie zakochany, a ja mimo że czuję coś do niego nie jestem gotowa na jakiś związek. Boję się...
- Czego się boisz skarbie?- usiadł w tej samej pozycji naprzeciwko mnie.
- Boję się, że zacznę być zazdrosna o byle co, zacznę robić awantury o wszystko i że jeśli zerwiemy to przestaniemy utrzymywać kontakt, a ja nie chcę go stracić.- no i już kolejne łzy. Brunet podniósł moją głowę za podbródek i otarł kciukiem łzy.
- Po pierwsze to przestań ryczeć.- przerwał.- A wiesz, co? Nawet jak nie jesteście sobie przypisani. Pieprzyć to. Kochacie się i to jest najważniejsze. A jeśli kogoś się kocha, to nawet zaakceptuje się jego wady. Jestem też przekonany, że Ross walczyłby o ciebie.
- Na prawdę, tak myślisz?- musiałam się upewnić, musiałam.
- Słuchaj. Spróbuj, tylko od ciebie zależy co będzie dalej.- uśmiechnął się, a ja to odwzajemniłam. Cholernie słodkie ma te dołeczki.- No i to ja rozumiem! Ej znamy się już tyle czasu, a ja nie wiem jaki masz ulubiony kolor.- spojrzałam na niego zdziwiona.- To jaki?
Chwilę się zastanawiałam.
- Brązowy.
- Bo kupa?- no i wybuchnęłam śmiechem, ale po chwili spoważniałam.
- Nie, bo jego oczy.- a on poruszył brwiami. No kocham go, no.
- To co porobimy?- ponownie poruszył brwiami i po chwili zaczął mnie łaskotać. Co za bakłażan.
- Ell...- nie przestawał.- Ell!- dalej nic.- ELLINGTON LEE RATLIFF!- krzyknęłam mu na ucho, a ten spadł z łóżka.
- Kobieto chyba mi bębenki pękły!- zaczął się wydzierać.
- Pokaż te uszyska.
- CO?!- machnęłam na niego ręką i wzięłam w palce jego ucho. Zaczęłam je oglądać, aż w pewnym momencie dmuchnęłam w nie,
- No czyś ty oszalała do końca?! - położył mnie na podłodze, usiadł na mnie i zaczął tłuc mnie poduszką.- Ej, chwila... To pomogło!

#Ross
    Zacząłem zbierać nasz "piknik", byłem lekko podłamany. Miałem nadzieje, że mój plan wypali. Już czułem, że powie ,, Ross też cie kocham." Ale uzyskałem inną odpowiedź. Usłyszałem jak ktoś wchodzi do mojego pokoju, spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem Rydel.
- Hej braciszku. Mogę?
- Jasne, blondi. Ty zawsze.- uśmiechnąłem się lekko, co odwzajemniła.
- Co się stało misiek?- spojrzała na mnie zmartwiona.
- Mój plan nie wypalił.- ona dobrze wiedziała o co chodzi, sama mi pomagała przygotować to. Wystarczyły te słowa, a ona od razu mnie przytuliła. Tego mi było trzeba...
- Postaraj się bardziej skarbie. Wierzę, że ci się uda. Tylko pamiętaj, że można milczeć i milczeniem kogoś zranić.-pocałowała mnie w policzek i wyszła. Miała rację i to stu procentową. Tylko co ja teraz mogę zrobić? Skoro ona nie chce mnie widzieć. Tylko dlaczego ona nie jest gotowa na związek? Wiem, że każdy człowiek ma swój mały sekret, o którym nikt się nie dowie, swoje małe marzenie, którego nie zdradzi nikomu. A najlepsze jest to, że ma swoją ukochaną i jedyną osobę, której nie przestanie kochać. U mnie taką osobą jest Laura... Chwyciłem za telefon i napisałem do niej wiadomość: ,, Wyobrażam sobie, że leżysz obok mnie, trzymam cię w moich ramionach i całuje w czoło. Mógłbym nie spać całą noc tylko słuchać jak oddychasz. Albo przyśnij mi się, bo chcę na ciebie choć trochę popatrzeć.'' No i wysłano. Poszedłem się wykąpać, a następnie spać. Nie będę czekał na odpowiedź bo jest już 1 w nocy, więc Lau może spać.
________________________________
SZKOŁA MNIE WYMĘCZY!
Jeżeli ktoś chodzi do 3 klasy gimnazjum to wie co ja czuje ;-; 
Chcę was od razu przeprosić za AŻ tak długą nieobecność, ale no SZKOŁA! UGH.
Ale chcę też wam podziękować za 10 komentarzy pod rozdziałem 19 <3 
Jeżeli postaracie się o 15 komentarzy tutaj rozdział może pojawi się szybciej <3
(przepraszam za jakiekolwiek błędy!)
Kocham was.~ Szylwia.