wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 23

*Rydel
- Ell, jeżeli masz zamiar dalej sobie żartować, to wyjdź z mojego pokoju.- wskazałam palcem na drzwi.
- Rydel, ale ja nie żartowałem!
- Powiedziałam coś! Mam już dosyć waszego debilnego zachowania. Więc, jeżeli masz mi coś jeszcze do powiedzenia to mów, a potem wynocha.- jestem mega wkurzona. Nie dość, że mieszkam z 4 małpami, to jeszcze ani chwili spokoju nie dają. Dlaczego ja nie mam siostry? Dlaczego!- To masz mi coś do powiedzenia czy stąd idziesz?
- Kocham cię, Rydel.
- Ell! Przestań żartować! Zakaz żelek na tydzień, bo widzę, że coś z główką nie tak. A teraz won mi z pokoju.- co za idiota, nie pozwolę sobie, ze mnie żartować. Co to, to nie. A poza tym , to był kiepski żart. Nawet się nie nabrałam, pff.
- Rydel, ale zrozum...- nie będzie mi gościu kitu wkręcał.
- Nie czas na głupoty, Ell.- usiadłam po turecku na łóżku i czekałam, aż brunet wyjdzie.- Długo jeszcze tak bezczynnie będziesz siedział?
Chłopak dalej siedział u mnie, sięgnęłam po telefon i zaczęłam przeglądać Twittera, gdy nagle Ell wyrwał mi urządzenie z ręki. Podniosłam wzrok na niego, a on mnie pocałował. Najpierw całował delikatnie, tak jakby był niepewny swoich czynów. Gdy chciał już się odsunąć... Odwzajemniłam pocałunek! Właśnie w tej chwili, całuję się z przyjacielem, w którym bujam się od 3 lat. Jestem w niebie, ale tak nie może być... A jeśli znowu założył się z Rocky'm? Nie raz się o coś debilnego zakładali i zawsze to coś było związane ze mną. Odsunęłam się od chłopaka.
- Ell, my nieee...- brunet ponownie namiętnie mnie pocałował i wsadził coś pomiędzy moje cycki. Następnie oderwał te słodkie usta od moich i wybiegł chichocząc z mojego pokoju. Sięgnęłam w biust i wyciągnęłam zgiętą karteczkę, rozwinęłam ją.
,, To nie był zakład. 
Nie żartowałem.
Kocham Cię.
Teraz wierzysz?
~ Taki jeden, pewnie nie znasz."
Jak każda dziewczyna po otrzymaniu słodkiego liściku, przeczytałam to chyba z milion razy. Zaśmiałam się i schowałam karteczkę pod obudowę telefonu. I jak tu nie kochać takiego idioty? No nie da się. 

*Ross
  Czy ja właśnie pocałowałem Laurę? Chyba, że ja śnię. Przetarłem oczy i wszystko było tak jak wcześniej.
- Wszystko w porządku, Ross? - spytała ze słyszalną troską, moja kochana Lau.
- Tak, znaczy nie. Nie wiem.- co mi jest? A no tak, zakochałem się.- Czy ja śnię?
- Nie, Rossy.- najlepsza na świecie dziewczyna poczochrała moje włosy. Jakim ja jestem wielkim szczęściarzem, że ją poznałem. To był najlepszy dzień mojego życia, nie licząc dzisiejszego, dnia naszego ślubu i pierwszego razu. Znaczy... Tego nie było! 
- Uff, to dobrze. Na czym my skończyliśmy?
- Nie chciałbyś, no nie wiem, o coś mnie zapytać?- Laura zaczęła kręcić kosmykiem włosów. Hmm... Co ona może mieć na myśli... Przed chwilą się całowaliśmy i wyznałem jej uczucia. No, tak! Idiota.
- Lau, bardzo dobrze wiesz, że bardzo cię kocham. A jak nie, to teraz już wiesz.- uśmiechnąłem się, co odwzajemniła.- Dlatego, nie zechciałabyś zostać moją żoną?- brunetka pstryknęła mnie w czoło.- Znaczy dziewczyną! Boże, dlaczego ty tak na mnie działasz, dziewczyno?!
- No wiesz, ma się ten urok osobisty. A co do pytania, to nie wiem sama.- zrobiła zamyśloną minę. Czy ona tak na serio? Myślałem, że jednak coś do mnie czuje, a tu klops. Mój humor się pogorszył i to zdecydowanie. Ponownie Lau pstryknęła mnie w czoło, pazury to jednak ona ma ostre.
- Ała! Daj mi spokój.- zacząłem wracać do domu.
- Nawet nie dasz buziaka na pożegnanie swojej dziewczynie?- po usłyszeniu tych słów natychmiast się zatrzymałem i na jednej pięcie się odwróciłem. Patrzyłem ciągle zdziwiony na brunetkę.- No co tak stoisz, głąbie. Może byś się tak ruszył i dał całusa, hmm?
Kolejny raz nie musi powtarzać, podszedłem do niej dość szybko i złączyłem nasze usta w pocałunku. Po cholerę chciałem iść do domu.
___________________________________
No i przybywam z nowym rozdziałem :D
Jak wam się podoba?
Uwierzcie mi, starałam się.
To co nowa zasada? 
10 komentarzy= 24 rozdział
Nie chcę tego wprowadzać, ale nie dajecie mi wyboru leniuszki <3 
I tak was kocham mocno! 
Wybaczcie mi to, że jestem taka okrutna!
~Szylwia.
(kocham ich nooo)


sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 22

Dedyk dla Pinni Pay  dziękuje za długi komentarz (lubię takie hyhy) Kocham cię! A was zapraszam na jej bloga, którego gorąco polecam! :*

*Laura
    Odkąd wróciłam do domu to leżałam na łóżku i myślałam o pewnym osobniku, bardzo przystojnym osobniku (Ross). Jedyna myśli, która przeszła mi przez głowę chyba z 1000 razy to cholernie go kocham. No i to jest pewne, ale muszę mu to powiedzieć. Zwlekłam się z łóżka, ubrałam przewiewną sukienkę i poprawiłam włosy. Zeszłam na dół i zobaczyłam, że nie ma w domu Vanessy, więc wróciłam do pokoju po klucze i założyłam kochane convers. Wbiegłam jeszcze do kuchni po kochaną gruszkę i wyszłam z domu, zamykając drzwi na klucz. Ruszyłam do Lynch'ów przez park. Jak zwykle z moim genialnym szczęściem wpadłam na kogoś.
- Och, kurczaki. Bardzo przepraszam!- zaczęłam szukać mojej gruszki, nie zwracając uwagi na poturbowanego.
- Serio, Lau? Kurczaki? Dlaczego ty tak brzydko mówisz?- cholera, Ross. Spojrzałam na niego zapewne z idiotyczną miną. Nie jestem gotowa! Nie przewidziałam tego, że go teraz spotkam. Akurat w tym momencie! Musze coś wymyślić.
- Przepraszam, Ross ale śpieszę się.- chciałam go wyminąć lecz poczułam jak łapie mnie za nadgarstek, a ja powracam na wcześniejsze miejsce. Nikt z nas się nie odzywał, co bardzo mnie wkurzało. - Chciałeś o czymś pogadać?- nie wytrzymam już dłużej no! Ale blondyn stał jeszcze jakieś 5 minut, po czym podnióśł wzrok i spojrzał mi prosto w oczy. - Dlaczego tak na mnie patrzysz?
- Bo jesteś piękna.
- Ross, ja muszę iść.
- Zrozum, że ja powoli nie wytrzymuję! Mam odpuśćić? Nie pisać? Nie kontaktować się? Zapomnij, możesz robić wszystko, ale ja sie nie poddam.
-Ross, daj spokój.
-Kurwa, kiedy Ty, zrozumiesz, że zależy mi na tobie, jak na nikim innym?- teraz to mnie kompletnie zamurowało. Nie mam pojęcia, co mogę mu odpowiedzieć. Moje serce przyśpieszyło, a w głowie pojawiło się pełno myśli o blondynie. Do cholery, co ja mam mu powiedzieć. Blondyn na mnie patrzył, a następnie podszedł bardzo blisko mnie i namiętnie pocałował. Poczułam na sobie kropelki wody. Aw, pocałunek w deszczu! Soł romantiko. Po jakimś czasie oderwaliśmy się od siebie, a ja zauważyłam, że to nie był deszcz lecz zraszacze. Ale i tak było słodko. Właśnie przeżyłam swój pierwszy pocałunek, prawie w deszczu i to z moim idolem, a zarazem przyjacielo- crushem! Czaicie bazę ludzie?!
Ej, chwila. Gdzie moja gruszka?

*Rydel
   Zaraz, szału dostanę! Ell leży już na mnie dokładnie 5 minut i 38 sekund. A skąd to wiem? On odlicza i sprawdza ile wytrzymam. Mógłby już ze mnie zejść. Chwila, przecież on ma łaskotki. No i tak, kilka ruchów palcami, a on już na ziemi. Jestem genialna.
- Ehh. Słabo, Rocky wytrzymał 30 minut.- przewróciłam oczami i nawet tego nie skomentowałam. Ell usiadł koło mnie na łóżku i nawet się nie odzywał. Skoro już się uspokoił, powróciłam do malowania paznokci. Po chwili usłyszałam jak brunet wzdycha, zignorowałam to. No i głośniej, ponownie nie zwracałam uwagi. Po chwili Ell aż krzyknął i się na mnie położył, by zwrócić na siebie uwagę. Przy okazji wylał lakier na moją pościel w kucyki Ponny.
- Zabiję cię! Ty pogromco różowych lakierów!
Złapałam za pierwszą lepszą poduszkę i zaczęłam podduszać chłopaka. Co za gnida! Chłopak zaczął się wiercić. Cholera, nie mogę go zabić bo pójdę siedzieć. Podniosłam poduszkę z twarzy Ella, a ten był cały czerwony.
- Ej, Rydel.- niech no on mnie lepiej teraz przeprosi!
- Tak?- no czekam Elluś, błagaj na kolanach.
- Masz na imię Google?
- Co? Nie, dlaczego?
- Bo masz wszystko, czego szukam.- puścił mi oczko, co za debil.- Masz patent ratownika?
- Niee?
- Bo utonąłem w twoich oczach.- głupie a zarazem słodkie.- Oj mała, gdybyś była rzodkiewką, już dawno bym cię wyrwał.
- Ell, skończ już.
- Możesz pomóc mi utrzymać równowagę?
- Co się dzieje?
- Chyba na ciebie lecę.
- Ell, skończ! Co ty sobie wogóle wyobrażasz?!
- Ciebie pod prysznicem.- On serio czy żartuje?
_______________________________________
Witam najlepszych czytelników na świecie!
Dodaje wam kolejny rozdział, który zapewne wyszedł krótki! Więc no, przepraszam misie!
Kocham was! No i pozostaje wam komentować i pisać co myślicie o rozdziale! Przepraszam za jakiekolwiek błędy <3 
~Szylwia.
(Kocham go)

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 21

#Ross
    Poczułem lekkie szturchnięcia w ramię. Otworzyłem oczy, czego od razu pożałowałem, ponieważ moje ukochane słoneczko trzepnęło mnie promieniami w oczy. Jęknąłem i przewróciłem się na drugi bok i zobaczyłem uśmiechniętą Rydel.
- No hej, maluszku.- poczochrała mi włosy i pocałowała w policzek. 
- Witaj moja blondi.- podparłem się na łokciach.- Co cię sprowadza w moje skromne progi?
- Skromne? Lepiej powiedzieć, że brudne. Przyszłam tutaj bo już 13, a ty śniadania nie jadłeś, więc prosze.- podała mi talerz z naleśnikami, usiadłem po turecku.
- Dziękuje siostrzyczko, a masz dla mnie...- nie dokończyłem, bo z szafki podała mi kubek z kakaem.- jak ty mnie dobrze znasz.
Rydel uśmiechnęła się i uszczypnęła mnie w policzek, a potem wyszła z mojego pokoju. Szybko zjadłem najlepsze danie świata, wypiłem najcudowniejszy napój świata i poszedłem pod prysznic. Zacząłem spłukiwać pianę z włosów, gdy nagle do głowy wpadła mi pewna melodia. Cholera, zaraz zapomnę jak nie zapisze jej gdzieś. Otworzyłem drzwi od prysznica i szybko z niego wyszedłem, co spowodowało glebę. No super. Szybko wstałem owinąłem dół ręcznikiem i wbiegłem do pokoju. A na moim łóżku siedziała Vanessa. Co ona tutaj robi?
- Wow, Lau miała rację co do twoich mięsni brzucha, ale nie o tym. Minęła jedna noc od jej powrotu, a ona już jest jakaś zmarnowana. Mogę wiedzieć co się wczoraj stało?
Usiadłem koło nej na łóżku i spojrzałem na nią.
- W pewnym sensie wyznałem jej uczucia.- Van rozszerzyła oczy.- Powiedziała żebym dał jej trochę czasu. Ona ma w sobie to coś, czego nie znajdę w innej dziewczynie. Sam nie wiem co to może być. Nie wiem co mam zrobić, co zrobić by była moja. Tylko moja.- spuściłem głowę.
- Wiedz, że błędy są dowodem na to, że sie starasz, a ten kto pierwszy wyciągnie rękę wcale nie jest stracony, on po prostu nie chce stracić tej drugiej osoby. Więc musisz coś wymyślić.
Położyłem się i zakryłem twarz dłońmi.
- Nie wiem co zrobić by Lau zrozumiała jak, jest cholernie dla mnie ważna. Ideał jest wtedy, kiedy ktoś kocha kogoś na tyle, że akceptuje w tobie wszystko. Kocha jego zalety i wady, zwycięstwa i upadki, wszystko co najlesze i  najgorsze. Ja to wszystko w niej kocham i wiesz co? Nie potrafię inaczej. Ona jest moim ideałem, nie mam bladego pojęcia jak jej to przekazać, że jest moim światem.
- Musisz walczyć o to co kochasz.- poklepała mnie po ramieniu i wyszła. 
Przeczesałem włosy i poczułem na dłoni pianę, no tak nie spłukałem jej. Cholera, nie zapisałem melodii. Dlaczego ten dzień już od rana jest taki pechowy? Poszedłem do łazienki, zmyłem pianę i wysuszyłem włosy. Ubrałem się i wziąłem do ręki gitarę. Może napisze piosenkę. Tylko o czym? No tak o kim by innym, jak nie o Lau. Zacząłem jeździć palcami po strunach. Ej, chwila. To ta nuta! Zacząłem kolejno zapisywać nuty na kartce, aż została zapisana cała strona. Zagrałem całą i powiem wam, że nie jest zła. No to lecimy z tekstem. No to teraz Lau wkracza do mych myśli. 

We're staying all night
Got blue jean baby
playing in my mind
She gets me so high
Giving me faith I gotta testify

And the way that she walks
I can't hide it 
If I say I don't it I'm lying
Hold tight 
A little bit on love

will change your life

O tak, to jest dobre! Można powiedzieć, że mam pierwszą zwrotkę. Juhu! Dobra, myślimy o Lau i co będzie pasowało dalej. Chyba coś mam.

She said I'm outta my head
I'm going outta my mind 
And when I'm out on the edge
will you save me 
Save me

Can we live for the moment
Can you live for tonight
Can we forget what was
broken an say say say we'll be

All right
Cause even if we change
we'll always be the same
All night
All night I promise if you stay
we'll never fade away
All night

Coraz to lepiej mi idzie. Nigdy tak dobrze nie pisało mi się piosenki, no ale co się dziwić skoro myślę o Lau, to bym mógł chyba z 50 piosenek o niej napisać. Ale dobra, kiedy indziej skończę tą piosenkę. Lece się przejść, może wtedy coś mi wpadnie do głowy. Może wstąpie do domu damy mego serca. 

#Rydel
   Siedziałam u siebie w pokoju i miałam czas dla siebie. Postanowiłam pomalować paznokcie u nóg, a potem obejrze jakiś film. Wybrałam z szuflady różowy lakier i zaczęłam malować. Po chwili dostałam smsa, numer nieznany.

Iestem twoiom rzonom rajdel iutro bjeżemy silób na karajibah.

Da faq? Kto sie wstawił i do mnie wypisuje? Eh, odpisze i może się dowiem komu odwala.

Skąd masz mój numer?

Powróciłam do malowania paznoki, ale nie jest mi chyba dane dzisiaj ich pomalować bo ciągle ktoś do mnie pisze, ja pitole.

Pszecierz dauaź mi go tamtei nocy nje pamjentasz?

Coś nagle upadło w mojej łazience i usłyszałam czyjś śmiech, mogłam się tego spodziewać.

Hej, Ell :D
Skąd wiedziałaś?!
To dzięki temu, że słyszę twój śmiech z kibla.

Po chwili usłyszałam jak drzwi od łazienki się otwierają, a z nich wychodzi ze spuszczoną głową Ell. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się, a nastepnie się cofnął. Ej, czy mam się bać?
- KANAPKA!- krzyknął i zaczął biec w moją stronę. Następnie wskoczył centralnie na mnie, przygniatając mnie. No świetnie. 
_____________________________________
Hejhejhej!

  • Skończyłam ten rozdział, mam wrażenie że wychodzą mi coraz to gorzej ale nieważne ;-;
  • Wiem, że jest zapewne krótki i beznadziejny ;-;
  • Nie zdziwię się jeśli będzie mało komentarzy ;-;
  • DZIĘKUJE ZA UWAGĘ ;-;
  • PS KOCHAM WAS ;-;

poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział 20

#Laura
    Dalej siedziałam i wpatrywałam się w Rossa, zapewne debilnie wyglądałam. No, ale kurde zamurowały mnie jego słowa. ,, Bo nie jesteś gotowa" ciągle te słowa chodziły po mojej głowie, ciekawe że ich jeszcze nogi nie bolą. Pocałowałam Rossa, a raczej musnęłam jego usta i wstałam.
- Daj mi trochę czasu.- podeszłam szybkim krokiem do drzwi.
- Ale, Lau...- i tyle usłyszałam bo wyszłam.
 Szybko skierowałam się do swojego domu, nie zwracałam uwagi na to, że kogoś potrącę, czy zdepczę ślimaka. Dla mnie najważniejsze jest to, żebym jak najszybciej dotarła do domu. Nareszcie przekroczyłam próg, zdjęłam swoje czarne conversy i pobiegłam do pokoju. Położyłam się, a raczej rzuciłam się na łóżko. Po moich policzkach zaczęły lecieć łzy, chociaż nawet nie zaczęłam przemyśleń. Wiedziałam, że jest jedno rozwiązanie i jedyna osoba, która może mi pomóc. Chwyciłam za telefon i weszłam w wiadomości, szybko napisałam ,,Potrzebuję cię tutaj. Obok mnie." i poszło. Nie czekałam długo na odpowiedź ,, Będę za 5 minut." Wiedziałam, że się nie spóźni. Odkąd się poznaliśmy mi pomagał i doradzał. Nagle moje drzwi się otworzyły.
- Witaj moja idealna, kochana, wspaniała, cudowna, słodka, najpiękniejsza, niepowtarzalna i urocza księżniczko.- no i położył się obok mnie.
- Hej misiek.- położyłam głowę na jego ramieniu.
- No to gadaj.
- Ale jak to?
- Słuchaj, na pewno coś się stało. Gdybyś miała dobry humor to na sto procent nie miałabyś rozmazanego makijażu, już przy wejściu dostałbym przytulasa. Więc opowiadaj co się stało, że jesteś w takim stanie.
Czy on musi mnie tak dobrze znać? No ale w sumie nie wyglądam za pewnie zbyt pięknie. Westchnęłam i odsunęłam się od chłopaka, usiadłam po turecku. Spojrzałam mu w oczy, ale zaraz spuściłam głowę.
- Chodzi o mnie i po części o Rossa. On chyba jest we mnie zakochany, a ja mimo że czuję coś do niego nie jestem gotowa na jakiś związek. Boję się...
- Czego się boisz skarbie?- usiadł w tej samej pozycji naprzeciwko mnie.
- Boję się, że zacznę być zazdrosna o byle co, zacznę robić awantury o wszystko i że jeśli zerwiemy to przestaniemy utrzymywać kontakt, a ja nie chcę go stracić.- no i już kolejne łzy. Brunet podniósł moją głowę za podbródek i otarł kciukiem łzy.
- Po pierwsze to przestań ryczeć.- przerwał.- A wiesz, co? Nawet jak nie jesteście sobie przypisani. Pieprzyć to. Kochacie się i to jest najważniejsze. A jeśli kogoś się kocha, to nawet zaakceptuje się jego wady. Jestem też przekonany, że Ross walczyłby o ciebie.
- Na prawdę, tak myślisz?- musiałam się upewnić, musiałam.
- Słuchaj. Spróbuj, tylko od ciebie zależy co będzie dalej.- uśmiechnął się, a ja to odwzajemniłam. Cholernie słodkie ma te dołeczki.- No i to ja rozumiem! Ej znamy się już tyle czasu, a ja nie wiem jaki masz ulubiony kolor.- spojrzałam na niego zdziwiona.- To jaki?
Chwilę się zastanawiałam.
- Brązowy.
- Bo kupa?- no i wybuchnęłam śmiechem, ale po chwili spoważniałam.
- Nie, bo jego oczy.- a on poruszył brwiami. No kocham go, no.
- To co porobimy?- ponownie poruszył brwiami i po chwili zaczął mnie łaskotać. Co za bakłażan.
- Ell...- nie przestawał.- Ell!- dalej nic.- ELLINGTON LEE RATLIFF!- krzyknęłam mu na ucho, a ten spadł z łóżka.
- Kobieto chyba mi bębenki pękły!- zaczął się wydzierać.
- Pokaż te uszyska.
- CO?!- machnęłam na niego ręką i wzięłam w palce jego ucho. Zaczęłam je oglądać, aż w pewnym momencie dmuchnęłam w nie,
- No czyś ty oszalała do końca?! - położył mnie na podłodze, usiadł na mnie i zaczął tłuc mnie poduszką.- Ej, chwila... To pomogło!

#Ross
    Zacząłem zbierać nasz "piknik", byłem lekko podłamany. Miałem nadzieje, że mój plan wypali. Już czułem, że powie ,, Ross też cie kocham." Ale uzyskałem inną odpowiedź. Usłyszałem jak ktoś wchodzi do mojego pokoju, spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem Rydel.
- Hej braciszku. Mogę?
- Jasne, blondi. Ty zawsze.- uśmiechnąłem się lekko, co odwzajemniła.
- Co się stało misiek?- spojrzała na mnie zmartwiona.
- Mój plan nie wypalił.- ona dobrze wiedziała o co chodzi, sama mi pomagała przygotować to. Wystarczyły te słowa, a ona od razu mnie przytuliła. Tego mi było trzeba...
- Postaraj się bardziej skarbie. Wierzę, że ci się uda. Tylko pamiętaj, że można milczeć i milczeniem kogoś zranić.-pocałowała mnie w policzek i wyszła. Miała rację i to stu procentową. Tylko co ja teraz mogę zrobić? Skoro ona nie chce mnie widzieć. Tylko dlaczego ona nie jest gotowa na związek? Wiem, że każdy człowiek ma swój mały sekret, o którym nikt się nie dowie, swoje małe marzenie, którego nie zdradzi nikomu. A najlepsze jest to, że ma swoją ukochaną i jedyną osobę, której nie przestanie kochać. U mnie taką osobą jest Laura... Chwyciłem za telefon i napisałem do niej wiadomość: ,, Wyobrażam sobie, że leżysz obok mnie, trzymam cię w moich ramionach i całuje w czoło. Mógłbym nie spać całą noc tylko słuchać jak oddychasz. Albo przyśnij mi się, bo chcę na ciebie choć trochę popatrzeć.'' No i wysłano. Poszedłem się wykąpać, a następnie spać. Nie będę czekał na odpowiedź bo jest już 1 w nocy, więc Lau może spać.
________________________________
SZKOŁA MNIE WYMĘCZY!
Jeżeli ktoś chodzi do 3 klasy gimnazjum to wie co ja czuje ;-; 
Chcę was od razu przeprosić za AŻ tak długą nieobecność, ale no SZKOŁA! UGH.
Ale chcę też wam podziękować za 10 komentarzy pod rozdziałem 19 <3 
Jeżeli postaracie się o 15 komentarzy tutaj rozdział może pojawi się szybciej <3
(przepraszam za jakiekolwiek błędy!)
Kocham was.~ Szylwia.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Telephone Blog

Jejku, dawno mnie tu nie było :')
    Zostałam nominowana do TB przez Alex Rock, zapraszam na jej bloga > KLIK < (zakochałam się w nim, nie żeby coś ^^). No ale wracając moim tematem było : słodkie lub zboczone opowiadanie z Raurą (wybrałam zboczone hyhy). Kolej na nominacje ode mnie :D
Temat: dowolny (do wyboru para: Raura, Rikessa, Rydellington)
Czas: do końca miesiąca, gdy będzie potrzebne przedłużenie to pisać :D
Nominowani:
- Ktoś ktosiowy
- Karcia Lynch
- NEVERMIND ;x
- Isabelle Grace
- Patiii
- EmiDemi Raura
Wiem, że to ma być 8 osób, ale dalej nie mam pomysłu XD
Mam nadzieje, że mi się udał! 
Komentujesz=Motywujesz hyhy

Może na początek coś o naszych bohaterach.
Ross Lynch- 20 letni chłopak, brązowooki, blondyn, grający w zespole z rodzeństwem i przyjacielem, zbyt pewny siebie oraz nie grzeszy zboczonymi myślami.
Laura Marano- nieśmiała brunetka o brązowych oczach, również ma 20 lat, , ma starszą siostę- Vanessę. Jest aktorką, a także śpiewa. 
Teraz ich raczej nietypowa historia...
    *Narrator*
Za dwa dni są urodziny przyjaciółki Laury, kończy ona 18 lat i urządza imprezę. Brunetka postanowiła zaszaleć i kupić jej coś, co zapamięta. Wstała z łóżka jakoś po 10, poszła z bielizną do łazienki, gdzie wzięła prysznic, umalowała się i zrobiła loki. Następnie skierowała się do szafy po strój na dziś. Po ubraniu się, zeszła ma dół i zjadła przyszykowane przez siostrę kanapki. Po zjedzeniu wyszła z domu i skierowała się w stronę centrum. Ale jest jeszcze nasz blondyn, który szuka prezentu dla swojej kuzynki. Najlepsze jest to, że przyjaciółka Laury, a kuzynka Rossa to jedna osoba. 
    *Laura*
Już od ponad godziny chodzę po sklepach szukając tego prezentu, ale nic nie wpadło mi w oko. Jak można otworzyć 500 rożnych sklepów, w których nie ma nic ciekawego? Przechodziłam koło kolejnej alejki i zobaczyłam wielki, błyszczący i różowy napis ,,SEX SHOP". Odeszłam kawałek, ale po chwili stanęłam. W sumie to nie jest głupi pomysł, bym coś tutaj kupiła. Przecież to osiemnastka, można zaszaleć. Z lekkim wahaniem weszłam do środka. Przy kasie zobaczyłam kobietę po pięćdziesiątce. Okeeey... Nie wnikam. Przechodziłam pomiędzy działami i patrzyłam na produkty, typu: dmuchane lalki, 100 rodzajów prezerwatyw, sznury. Boże, co ja robię w takim sklepie? Ah, no tak. Szukam prezentu. Znalazłam dział z seksownymi ciuszkami. Pogrzebałam trochę w koszyczku i znalazłam czarną bieliznę. Sądze, że to będzie dobre. Zaczęłam oglądać czy nie jest dziurawa lub brudna. Poczułam jak ktoś mnie popycha, a ja ląduje na półce z wibratorami. No świetnie, jeszcze tego brakowało. Zaczęłam je szybko zbierać, wzięłam jednego do ręki, a gdyby tak... Nie!
- Nie patrz na takie gówna, mogę sam sprawić ci przyjemność.- usłyszałam głos nad sobą, podniosłam wzrok i zobaczyłam blondyna, bardzo przystojnego blondyna. Sięgnął po bieliznę, którą upuściłam. Cholera. 
- Mmm... To dla ciebie? Chciałbym cię w tym zobaczyć, a może i bez tego.- tylko się nie rumień, przynajmniej nie w tym momencie. Prychnęłam, by wyjść na taką niedostępną.
- A wiesz, co ja bym chciała?
- Mnie?- puścił oczko, a ja przygryzłam wargę.
- Co? Nie. Ugh, spaliłeś.- wyrwałam mu bieliznę, którą ciągle się bawił i poszłam szybkim krokiem do kasy. Czekałam by to babsko w końcu podeszło, a ta nic. Blondyn pojawił się koło mnie i przybliżył. Złapał mnie za tyłek, a potem ścisnął.
- Mmm... jaki jędrny.- a teraz mnie klepnął.
- Mógłbyś przestać?- spojrzałam na niego.
- Nie.
- Ja cię nie macam, więc przestań.- zdjęłam jego dłoń z mojego tyłka.
- A powinnaś.- zaśmiał się i walnął mnie gumowym siusiakiem w tyłek, a potem rzucił nim w śpiącą sprzedawczynię, trafiając ją w twarz. Dobra nie powinnam się śmiać, ale nie mogę przestać. Zobaczyłam jak blondyn kładzie na taśmę kajdanki, spojrzałam na niego zdziwiona.
- To dla ciebie?
- Nie, dla kuzynki. Ale wiesz w każdej chwili będziemy mogli od niej pożyczyć.- poruszył brwiami, kusząca propozycja... O czym ja myślę. W końcu zapłaciłam za prezent i wyszłam szybko ze sklepu. Teraz jak najszybciej muszę dotrzeć do domu. Podróż udana.
     *Narrator, 2 dni później*
Dzisiaj o 18 zaczyna się impreza. Laura wstała jak zwykle o 12 i zaczęła od śniadania. Powoli zaczęła się szykować, wzięła prysznic i umyła włosy. Wyszła z łazienki w ręczniku i podeszła do szafy i wybrała zestaw, który położyła na łóżku. Ubrała bieliznę i wróciła do łazienki by wysuszyć włosy, uczesać się i zrobić makijaż. Szykowała się powoli, więc skończyła po 16. Spakowała jeszcze do torebki telefon, klucze do domu i portfel. Podeszła do lustra i poprawiła sukienkę i włosy. Założyła szpilki i już miała wychodzić, gdy przypomniała sobie o prezencie. Do przyjaciółki szła pieszo, a dotarła na 17:45. A co z Rossem? Chłopak wstał o 16, nie ważne że po 5 nad ranem dopiero zasnął. Wyszykował się do 17:30, zabrał prezent i przejrzał się w lustrze. Czy na pewno dobrze wygląda . ,,Boski jestem, no po prostu Bóg seksu.''- pomyślał. Wyszedł z domu i pojechał do kuzynki swym samochodem. Na miejscu już było słychać głośną muzykę, z uśmiechem wszedł do domu. Podszedł do stolika gdzie była ogromna ilość prezentów dla dziewczyny. ,,Po cholere jej kupowałem, by nie zauważyła''. Wszedł do salonu i zauważył pełno nachlanych nastolatków. Poszedł do kuchni i zobaczył brunetkę ze sklepu. Podszedł do niej i przytulił od tyłu.
- Wiedziałem, że jesteśmy sobie przeznaczeni.- szepnął jej do ucha.
A Laura odwróciła się do niego i oparła swoje dłonie o jego tors. Była troszeczkę wstawiona, ale kontaktowała się ze światem i w połowie wiedziała co robi.
- Wiesz, też tak czułam. I wiesz co ci powiem?- stanęła na palcach i szepnęła mu prosto w usta.- Strasznie mnie pociągasz blondi.- i pocałowała go, a on zaczął pogłębiać pocałunek.
Laura podskoczyła i założyła nogi na jego biodrach. Ross zaczął kierować się do sypialni cioci i wujka. Przeszedł przez próg i zamkną drzwi na klucz. Podszedł do łóżka i zrzucił na nie Laurę.
Zaczął ją całować i nie mógł przestać, tak jakby ich usta to dwa magnezu, które w żaden sposób nie chcą się od siebie oderwać. Delikatnie włożył ręce pod jej plecy i rozpiął zamek od sukienki. Laura pozbyła się jego marynarki, a następnie koszulki. Sama zdjęła szpilki i powróciła do całowania Rossa, zaczęła od ust a potem przeszła do klaty. Ponownie powróciła do ust i namiętnie go pocałowała.
Ross przekręcił ją i teraz to on był nad nią. Zaczął całować jej dekolt, brzuch i nogi. Zdjął z niej ostatnie partie ubrań i wpił jej się w usta. Zdjął bokserki, był już na maksa podniecony. Pocałował ją ponownie i wszedł w nią, ona zajęczała mu prosto w usta a ten się uśmiechnął. Można powiedzieć, że to była najlepsza noc w ich dotychczasowym życiu? Sądzę, że tak. Zmęczeni, ale szczęśliwi leżeli koło siebie. 
- Nie wierzę, że to mówię ale kocham cię. Mimo, że nie znam twojego imienia.- odwrócił się do niej i pocałował w czoło.
- Laura.
- Ross. 
    Ciekawy początek znajomości, co? Od urodzin dziewczyny minęły dwa lata, a nasza Raura jest dokładnie tyle samo ze sobą, ale jako para. Dzisiaj są 20 urodziny Lori i rocznica ich poznania. W ten dzień Ross zamierza oświadczyć się Laurze. Wszyscy są u Lori w domu z okazji jej urodzin. Wcześniej Ross przygotował serce z czekoladek na łóżku, gdzie ''bliżej się poznali". Blondyn od początku siedział w tym pokoju, a Lau o tym nie wiedziała dopóki Rydel nie kazała jej tam pójść. Gdy weszła zobaczyła swojego chłopaka. Rzuciła mu się na szyję i pocałowała go, co odwzajemnił. Po chwili odsunął ją od siebie i klęknął. Zadał jej podstawowe pytanie: ,, Czy wyjdziesz za mnie?" Odpowiedzi zapewne się domyślacie, bez żadnych wątpliwości brunetka, zgodziła się.
______________
I jak mi wyszedł? Oceny proszę, tylko szczerze :D Rozdział nie wiem kiedy, ale jakoś po egzaminach. Życzę wszystkim powodzenia! Kocham was :* Liczę na trochę komentarzy <3 ~Szylwia.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 19

#Ross
   Dalej biegaliśmy po fabryce, uciekając przed gościem i szukając wyjścia. Nie wiem, jak ta fabryka może być duża, że nie można znaleźć jednego, cholernego wyjścia. W końcu ktoś się nad nami zlitował i przed nami były wielkie drzwi. Puściłem rękę Lau i zacząłem szarpać się z klamką, niestety wygrywała. Usłyszałem jak gościu jest coraz to bliżej nas, więc szarpnąłem mocniej i coś się ruszyło. Po chwili mężczyzna pojawił się przed nami, a w sumie za mną.
- No, nieładnie tak uciekać.- podchodził do Laury. Chciałem jakoś zareagować, ale brunetka mnie wyprzedziła. Z mordem w oczach kopnęła go prosto w krocze. Ałć. Spojrzała na mnie, wzruszyła ramionami o uśmiechnęła się. Ponownie pociągnąłem za klamkę, a drzwi ani drgnęły. Lau podeszła i odsunęła mnie od drzwi, a sama nacisnęła na klamkę. I co się stało? Drzwi się otworzyły! Pytam się, jak?!
- Zamknij tą buzie i chodźmy stąd.- brunetka pociągnęła mnie za koszulkę i poprowadziła do auta. Dalej będąc w szoku, odpaliłem samochód i ruszyłem w stronę domu. Między nami panowała cisza.
- Mówiłam żebyś zamknął tą buzię. Zrozum, że w takich bickach jest pełno siły.- podniosła rękę i próbowała napiąć mięśnie.
- Och, no proszę cię.- teraz to ja podniosłem rękę i pokazałem napięte mięśnie.
- Wal się.- pokazała mi język i spojrzała przed siebie. 
Opuściłem rękę i powróciłem do obserwowania drogi. Pozostaje mi jeszcze powiedzenie jej, że musimy się przeprowadzić, a ona spędzi tydzień u sąsiada.
- Ładna dziś pogoda, prawda?- palnąłem na wstępie.
- Ross, ty chyba żartujesz. Pada deszcz, gadaj co się stało.
- Ehh... Nie wiem jak mogę ci to powiedzieć.
- No dawaj! Nie trzymaj mnie w niepewności.- walnęła mnie lekko w ramię. 
- No bo...- ehh, chyba nie dam rady.
- Bo?
- Bo my musimy się przeprowadzić, a ty spędzisz tydzień u sąsiada.- powiedziałem to, tak szybko, że chyba będę musiał to powtórzyć. A tego nie chcę!
- Że co?!
-Bo my musimy...- zacząłem powtarzać, ale zatkała mi usta dłonią.
- To zrozumiałam, ale dlaczego tak?
- Bo gdybym się na to nie zgodził, nie dałby mi żadnych informacji o fabryce. Przepraszam Lau.- powiedziałem ze skruchą i usłyszałem jak wzdycha. Mam nadzieje, że nie jest na mnie zła i dobrze to przyjęła.
- No skoro to dzięki niemu mnie znalazłeś, nie pozostaje mi nic innego, jak się zgodzić.
Szczerze? Myślałem, że nie zrobi tego. Byśmy uciekli hen  daleko we dwójkę. Głupoty gadam. Między nami ponownie zapanowała cisza. Jeszcze 10 minut i będziemy w domu, ciekawe co powiedzą, gdy zobaczą, że to ja znalazłem Lau. Zapewne ich miny będę bezcenne. Dojechaliśmy do domu, ale nadal siedzieliśmy w aucie. Spojrzałem na brunetkę, a ona na mnie. Jejku, ale ona ma śliczne oczy... Nie wiem dlaczego, ale zacząłem się do niej zbliżać, a ona nie sprzeciwiała się temu. Nie mogę jej pocałować, nie mogę! Ale z drugiej strony, bardzo pragnę ponownie poczuć smak jej ust. Nie powinienem, to moja przyjaciółka.
- Lau, wierzysz w przyjaźń damsko-męską?- tak, opamiętałem się.
- Wierzę, do chwili gdy jedno z nich się nie zakocha.- powiedziała smutna? Mam takie wrażenie, ale nie zdążyłem się zapytać, bo wysiadła z auta i poszła w stronę domu.

#Laura
   Mam nadzieje, że Ross nie zobaczył zawodu na mojej twarzy. Tak, to prawda, bardzo chciałam by mnie pocałował. Wcześniej to było zauroczenie jego osobą, a teraz? Chyba się w nim zakochałam. Najgorsze jest to, że muszę traktować go jak przyjaciela. Podeszłam do drzwi domu Lynch'ów i weszłam bez pukania do środka. Po chwili poczułam jak ktoś mnie mocno przytula, a raczej rzuca się na mnie.
- Ross, to ty!-  jak się okazało, to Rocku, który właśnie odsuwa mnie od swojego ciała.- Ej, chwila. Ty nie wyglądasz jak Ross.
- No co ty? - odsunęłam go na bok, a sama poszłam w stronę kuchni. Cholercia, głodna jestem. Przeszłam przez próg i poczułam na sobie wiele spojrzeń, a następnie ciał.
- Lau! Ty żyjesz!
- Jak ja się o ciebie martwiłem!
- Skąd się tu znalazłaś?
- Może najpierw mnie puścicie?- nagle nastała ulga i lekkość.- Ross mnie znalazł i tyle. Tak, tak ja też tęskniłam. I dlaczego miałabym nie żyć? A teraz dajcie mi jeść.- nie sądziłam, że wszyscy mnie tak kochają, że rzucili się na lodówkę, która pod tym ciężarem się przewaliła. Nie no, dzięki! Spojrzałam w stronę wejścia do kuchni i zobaczyłam opartego o framugę drzwi, Rossa. Był bardzo zadowolony i trzymał jakąś torbę w ręku. Wskazał na mnie i palcem pokazał, że mam podejść do niego. Spojrzałam na kłócącą i tarzającą się rodzinkę, a następnie na blondyna. Wzruszyłam ramionami, wstałam od stołu i ruszyłam w stronę Rossa. Już chciałam się spytać, o co chodzi, a on? Pobiegł na górę, a mi nie pozostaje nic innego, jak pójście za nim. Otworzyłam drzwi od jego pokoju, a na środku był koc z elektrycznymi świeczkami. Zamknęłam drzwi na klucz, a potem usiadłam koło blondyna na kocu. Wzięłam do ręki jedną ze świeczek i spojrzałam zdziwiona na Rossa.
- Kupiłem takie na wszelki wypadek byś się nie oparzyła albo żebyśmy przypadkiem nie spalili domu.
Zaśmiałam się na jego słowa, on jest taki kochany.
- A co masz w tej torbie?- wskazałam na dużą torbę czymś wypełnioną po brzegi, ale on zasłaniał ją i nie mogłam zobaczyć co w niej jest.
- A takie małe zakupki.- zaczął wyjmować z niej żelki, ciastka, chipsy, popcorn i cukierki. Jestem w raju! Lau, tylko się nie śliń. Tego było mi trzeba.
- A z jakiej to okazji, mogę wiedzieć?
- Postanowiłem, że uczcimy to, że jesteś w domu. Cała i zdrowa.- ukazał szereg zębów i puścił mi oczko. Nie powiem, ale to było słodkie. Siedzieliśmy w miłej atmosferze, muzyka leciała z radia, my śmialiśmy się i zajadaliśmy. Ale w pewnym momencie, Ross spoważniał i spojrzał na mnie.
- Odkąd cię poznałem nie zadałem ci jednego, a najważniejszego pytania.
- A co to, za pytanie?
- Czy masz chłopaka?- powiem szczerze, że zszokował mnie tym. Ale odpowiedź była prosta.
- Nie mam.
- Dlaczego?
- Bo nie jestem gotowa na poważny związek. A ty masz dziewczynę?
- Nie.
- Czemu?- bardzo mnie to ciekawiło. Nie chciał się całować, a poza tym jest świetnym kandydatem na ukochanego. Spojrzałam na niego i czekałam na odpowiedź. Po chwili zaśmiał się i spojrzał na mnie.
- Bo nie jesteś gotowa.
~~~~~~~~~~~~~~~
Witam moje skarby!
Dodaje wam tu kolejny rozdział :D Co tam u was? Nabraliście kogoś wczoraj? No właśnie! Życzę wam wesołych świąt, dobrego żarełka <3 Dacie mi dużo komentarzy z okazji świąt? :D Dobra, teraz muszę was przeprosić za te wszystkie przerwy, które spowodowane są brakiem weny :/ Także, przepraszam miśki! Jeszcze mam informację, że w tą niedziele lecę do Włoch na tydzień, więc nie będę miała jak dodać rozdziału! ehh no ale po powrocie coś naskrobię :D kocham was! ~Szylwia.
(Kocham tego gifa! *-* hahaha)

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 18

Dedyk dla głupiego bakłażana- Olgi Lynch. A także dla tych co są najbardziej aktywni na tym blogu. Dziękujemy!

Minęły już jakieś 3 dni od porwania Laury, policja dalej nie znalazła żadnych śladów. Vanessa, jak i Lynch'owie tworzą w głowach same czarne scenariusze. No, może oprócz Rossa, który dzień i noc poszukuje informacji na temat tej fabryki. Sam nie wie skąd wziął się u niego taki zapłon, przecież jest z nią pokłócony. Czuł, że jak nie on, to nikt tego nie zrobi. Zdecydował, że zrobi wszystko by odnaleźć Laurę. Posunął się do tego stopnia, by dzisiaj pójść do sąsiada po lewej. Tak, dokładnie do starego mopsa, który żyje w tym mieście bardzo długo i na pewno coś wie. 

#Ross
   Dzisiaj mijają 3 dni. Najlepsze jest to, że wczoraj w moim pokoju, na łóżku leżał liścik. Pisało w nim, że Laura jest w dobrych rękach. Tsa, a to dobry żart. Właśnie wczoraj zdecydowałem, że pójdę do mojego najlepszego sąsiada. Nie mam pojęcia co mam mu dokładnie powiedzieć. Ale sądzę, że on musi coś wiedzieć o tej fabryce. Wyszedłem z domu i podszedłem do drzwi starego mopsa. Z małymi obawami zapukałem. Przez drzwi było słychać, jak stopy szurają o podłogę, a następnie przekręcanie zamka. Po chwili zobaczyłem twarz sąsiada.
- Czego? -cóż za przyjemny ton.
- Proszę pana, mam do pana ogromną prośbę. Błagam niech mi pan pomoże. 
- A co będę z tego miał? 
- Przeprowadzimy się, jak najdalej od pana. Pasuje? -spojrzałem na niego z nadzieją. Chwilę się zastanawiał. 
- Zgoda. Ale Laura spędzi u mnie tydzień.- że słucham? On tego nie powiedział na serio, prawda? Kurcze, dobry jest. Ale żeby znaleźć Lau, muszę się zgodzić. Inaczej mi nie powie co z tą fabryką. 
- Dobrze, niech tak będzie. - czy ja to serio powiedziałem?
- No to zapraszam.- otworzył szerzej drzwi i odszedł. Wszedłem  do środka, zamknąłem za sobą drzwi. Po chwili znalazłem się w salonie i usiadłem na kanapie, naprzeciwko staruszka. 
- Więc o co chodzi?
- Czy kojarzy pan fabrykę Ceekies? 
Mężczyzna siedział chwilę zamyślony, spojrzał na mnie.
- Pracowałem tam, ale to bardzo dawno. Fabryka zbankrutowała i została zamknięta. A dlaczego pytasz?- pierwszy raz w życiu, rozmawiał ze mną normalnie. 
- Ponieważ, muszę zrobić o niej prezentację i chcę dowiedzieć się o niej trochę. A pamięta pan może adres? - serio mózgu? Prezentacja?
- Dokładnie nie pamiętam, ale mam ulotkę, na której jest mapka.- wstał z fotela i podszedł do dużej komody, otworzył jedną z szuflad i wyjął plik karteczek. Podszedł do mnie i podał ulotkę.
- Trzymaj młody. Sądzę, że fabryka się nie przeniosła. A teraz wypad z mojego domu, bachorze. 
Pędem ruszyłem w stronę drzwi, wybiegłem na zewnątrz. Skierowałem się w stronę garażu i wsiadłem do auta. Wyjąłem gumę do żucia z buzi i przykleiłem ją na środek kierownicy, a do niej przymocowałem ulotkę. Nie miałem daleko, jakieś 20 minut drogi i byłem na miejscu. Wysiadłem z auta i spojrzałem na budynek przede mną. Była to stara rozwalająca się i opuszczona budowla. Małymi kroczkami zacząłem do niej podchodzić. Dlaczego od razu nie pomyślałem by pójść do gościa? Siedziałem w internecie, który w cholerę mi nie pomógł. Byłem już przy ogromnych drzwiach, delikatnie je popchnąłem i ostrożnie wszedłem do środka fabryki. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i od razu zobaczyłem wszędzie napisaną nazwę fabryki. Popatrzyłem na oświetlony świeczkami kąt. Między pudłami podszedłem do niego. Spojrzałem na te wszystkie zdjęcia. Wszędzie była Laura. Chciało mi się śmiać, gdy było kilka zdjęć, gdzie do ciała jakiegoś mięśniaka poprzyklejana była twarz jakiegoś mężczyzny. Usłyszałem jak za mną coś upada, przestraszony odwróciłem się. Zobaczyłem jakąś osobę przywiązaną do krzesła.
- Kim ty jesteś? - spytałem się, podchodząc pomiędzy pudłami. 
- Ross, to ty?- czy to Laura? O mój Boże! Znalazłem ją. Podbiegłem do dziewczyny, postawiłem jej krzesełko, odwiązałem sznury, a ona się we mnie wtuliła. Jejku, jak mi tego brakowało.
- Lau, strasznie cię przepraszam za to w kuchni. Nie wiem co we mnie wstąpiło, że tak się zachowałem. Wybaczysz?
- Och Ross, ja nie byłam lepsza. I jasne, wybaczam ci. Dziękuję ci, że mnie znalazłeś. Ten gościu to jakiś psychopata! Co chwile każe mi śpiewać lub podpisywać mu różne rzeczy. A wiesz co jest najgorsze? - zaczęła mi się żalić, od razu żałuję, że nie poszedłem do gościa wcześniej.
- Co takiego? Bił cię?- zacisnąłem dłonie w pięści.
- Nie, nie. Musiałam mu się podpisać na brzuchu. - skrzywiła się.- Brzuch, który był cały owłosiony. Ochyyyda!
Podszedłem do niej i przytuliłem. Co ona tutaj przeszła? Czego się jeszcze dowiem? To jest moja Laurusia, nikt poza mną nie może jej dotykać! Oh jak ja, ją kocham. Oczywiście po przyjacielsku! Chociaż... Nie no na pewno po koleżeńsku. Przecież przyjaźń damsko-męska istnieje. Nie spojrzę inaczej na Laurę. Mimo, że sam w to nie wierzę to i tak żyję w przekonaniu, że jednak tak jest. 
- Dobra Lau, musimy stąd uciekać. Tylko nie wiem gdzie tu jest wyjście.- spojrzałem na nią z nadzieją, że coś wie.
- Na mnie nie patrz. Siedziałam cały czas na krześle.
Westchnąłem i pociągnąłem ją za rękę dalej. Chodziliśmy z pokoju do pokoju, ale żadne z nich nie było wyjściem z fabryki. Cholera, którędy ja tu wszedłem? Stanąłem na chwilę i rozglądnąłem się po pomieszczeniu. Wszędzie było pełno kartonów, a najgorszy fakt jest taki, że nie jest tu zbyt jasno. Zacząłem stawiać kroki przed siebie, ale wpadłem na pudła, które się przewaliły i zrobiły ogromny hałas. Usłyszałem jak jakieś drzwi trzasnęły, przyciągnąłem Laurę i skryłem nas.
- Kto tutaj jest? Laura? No wyłaź!
Poczułem jak Lau lekko się trzęsie, moje mięśnie się napięły, a dłonie zacisnęły w pięści. 
- Słuchaj, na trzy wybiegamy stąd. - szepnąłem do niej.
- Ale Ross, a jak on nas złapie?
- Nie złapie Lau.- wziąłem ją za rękę.- Uwaga, raz... dwa i trzy.
W jednej chwili wybiegliśmy z kryjówki i biegliśmy przed siebie. Usłyszałem szybkie kroki za nami, cholera. Goni nas.

#Rydel
   Odkąd Laura zniknęła wszyscy chodzili przybici. Nikt nie wiedział co ze sobą zrobić. Policja nie dawała nam żadnych informacji. Ross od tych trzech dni nie wychodzi wcale ze swojego pokoju. Postanowiłam, że na poprawę humoru zrobię ukochane naleśniczki dla wszystkich. Podczas smażenia nuciłam pod nosem, ale nagle usłyszałam śmiechy z salonu. No nareszcie. Poszłam do pomieszczenia, a tam Ell płaczący ze śmiechu, z telefonem w ręku. Przewróciłam oczami, poczułam nieprzyjemny zapach. Kufffa, moje naleśniki. Podbiegłam do patelni. Uff na szczęście nie są zbytnio przypalone. Po 30 minutach posiłek jest gotowy.
- Ludziska, żarcie na stole! 
Po chwili wszyscy objadali się żarełkiem, oprócz Rossa. Ponownie nie wyszedł z pokoju. Westchnęłam i nałożyłam na talerz górkę naleśników z nutellą. Poszłam w stronę jego pokoju, zapukałam w drzwi. Nikt mi nie odpowiedział, nacisnęłam na klamkę, a drzwi się otworzyły. Weszłam w głąb pokoju, podeszłam do łóżka, które było puste. Chwila, co?! Nie ma go? Pobiegłam do jego łazienki, zapaliłam światło, a na podłodze czerwona maź! Co się do cholery w tym domu dzieje?
Zbiegłam na dół do kuchni.
- Ross zniknął! Nie ma go! 
Zobaczyłam jak wszyscy wypluwają naleśniki z buzi, wstają od stołu i patrzą na mnie.
- CO?! - wow, ale zgranie.
______________________________________
 No witam po długiej nieobecności.
Od razu za to przepraszam. Liczyłam na to, że więcej osób skomentuje one shota, który jest dla mnie ważny. Ale, nie o tym. Trzecia klasa gimnazjum to złooo, teraz jeszcze wybieramy szkoły co nie jest łatwe. Nie wiem, chcecie może coś, by pojawiło się w następnym rozdziale? Także komentujcie i dodawajcie mi weny, której mi brak. (Dacie z 10? :D) Kocham was! ~Szylwia.